Piła. Ta zagadkowa sprawa rozegrała się ćwierć wieku temu Ryszard Winkowski wracał z podróży służbowej. Kwadrans po godzinie 23. jego córce wydawało się, że słyszy na klatce schodowej kroki ojca. Potem zapadła cisza. Ciało wyłowiono z rzeki trzy tygodnie później. Kto zadał mu kilka ciosów w głowę ciężkim, tępym narzędziem? I dlaczego do dziś nikt nie odpowiedział za tę zbrodnię?
Był czwartek, 12 kwietnia 2001 roku. Wielki Tydzień. W powietrzu czuć już było wiosnę, a w całej Pile – atmosferę przygotowań do świąt Wielkiej Nocy. Ryszard Winkowski, dyrektor Pilskiego Domu Kultury, wracał z Warszawy. Miał za sobą udaną podróż służbową. W telefonie do domu, gdy mijał okolice Torunia, w jego głosie słychać było zadowolenie. Nie wiedział, że rozmawia z bliskimi po raz ostatni.
Piła: kroki na klatce schodowej
Do Piły dotarł około godziny 23. Jak zawsze, najpierw odwiózł do domu swojego kierowcę. Potem sam pojechał na osiedle, przy ulicy Śniadeckich. Samochód zaparkował w garażu oddalonym około 200 metrów od bloku, w którym mieszkał. To był rytuał, który powtarzał setki razy. Tym razem jednak do mieszkania nie dotarł.
Kwadrans po 23. jego córce wydawało się, że słyszy na klatce schodowej znajome kroki. Charakterystyczne, pewne, należące do kogoś, kto wie, dokąd zmierza. Po chwili ucichły. Córka nie zaniepokoiła się wtedy – pomyślała, że ojciec może rozmawiać z sąsiadem, może zatrzymał się na chwilę. Minęły dwie godziny. Gdy obudziła się żona mężczyzny, spojrzała na puste miejsce obok siebie. Zaniepokojona sięgnęła po telefon. Komórka męża milczała – włączała się automatyczna sekretarka. Raz, drugi, trzeci.
Nadszedł Wielki Piątek. Pierwszy telefon od żony padł do domu kultury. Tam też nie było dyrektora. Nie zadzwonił, nie uprzedził, że się spóźni. To było zupełnie do niego niepodobne.
Piła: człowiek, który witał w drzwiach
Ryszard Winkowski nie był anonimowym urzędnikiem. W Pile znał go prawie każdy. – Pamiętam go stojącego w drzwiach domu kultury. Wychodził gościom naprzeciw, witał się, podawał rękę, zapraszał do środka. Zawsze uśmiechnięty, otwarty. Szanowany przez wszystkich – wspominają dziś ci, którzy go znali. I choć od jego śmierci minęły 22 lata, wciąż mówią o nim z sentymentem. Bo Winkowski był kimś więcej niż tylko dyrektorem. Był gospodarzem, który potrafił stworzyć atmosferę. Człowiekiem, który łączył ludzi.
Był też człowiekiem zasad. Jako były zawodowy wojskowy (stąd pamiątkowy zegarek „Casio” z wygrawerowanym napisem „Od komendanta CSCS”) miał w sobie coś z oficera – dyscyplinę, poczucie obowiązku, ale też ciepło, które sprawiało, że ludzie lgnęli do niego. W domu kultury organizował wystawy, koncerty, spotkania. Współorganizował wystawę poświęconą kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu – tę, o której kapłani mieli mówić podczas wielkanocnych mszy, prosząc wiernych o modlitwę za zaginionego dyrektora.
Piła: Ślady na skarpie
Rankiem 13 kwietnia 2001 roku żona Ryszarda Winkowskiego zgłosiła zaginięcie męża. Policja natychmiast rozpoczęła akcję poszukiwawczą. I szybko natrafiła na pierwsze ślady. W okolicy garaży, niedaleko bloku przy ulicy Śniadeckich, znaleziono teczkę z dokumentami. I plamy krwi. Brunatne, ciągnące się na długości dwudziestu metrów. Prowadziły w stronę skarpy nad rzeką Gwdą. Tam, w zaroślach, leżała teczka i część odzieży Winkowskiego.
Dzień po zaginięciu brzegi rzeki przeszukiwali policjanci z pilskiej szkoły policyjnej oraz strażacy. Dno penetrowali nurkowie. Bez rezultatu.
Minęły trzy tygodnie. W mieście narastało napięcie. Mówiło się o tym, że dyrektor mógł paść ofiarą porachunków, że coś wiedział, że komuś się naraził. Inni snuli przypuszczenia, że to sprawa przypadkowa – napad rabunkowy, który wymknął się spod kontroli. Byli i tacy, którzy wierzyli, że Winkowski żyje, że może wyjechał, że coś się wydarzyło, co wkrótce się wyjaśni. Ale 2 maja wędkarz wypatrzył na wodzie coś, czego nie powinno tam być.
Ciało.
Piła: Wyłowiony z rzeki
Była godzina 13.40, gdy na powierzchni Gwdy zauważono zwłoki. Na miejsce wezwano policję i strażaków. Płetwonurkowie z Komendy Powiatowej Straży Pożarnej w Pile przystąpili do akcji. Na brzegu zebrał się tłum gapiów. Godzinę później ciało, zawinięte w czarny foliowy worek, trafiło do samochodu i pojechało do Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu.
Sekcja zwłok nie pozostawiła złudzeń. Przyczyną śmierci były uderzenia w głowę ciężkim, tępym narzędziem. Kilka ciosów – śmiertelnych, zadanych z furią, ale też precyzyjnie. Morderca – lub mordercy – nie chcieli, by ofiara przeżyła. Z ciała zniknęły cenne przedmioty: złota obrączka, pamiątkowy zegarek, czarny portfel, klucze do mieszkania, garażu i samochodu.
Śledczy odtworzyli prawdopodobny przebieg wydarzeń. Winkowski wrócił do domu, zaparkował auto w garażu. Ruszył w stronę bloku. Nagle – być może zorientował się, że zostawił w samochodzie telefon – zawrócił. I wtedy doszło do spotkania z napastnikami. Być może ktoś na niego czekał. Być może to był przypadek – zły traf, że znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
Kroki, które słyszała córka, mogły należeć do niego – ale mogły też być krokami kogoś innego. Kogoś, kto szedł za nim. Albo uciekał.
Mroczne tło: gangi i dyskoteka
W śledztwie pojawiło się kilka tropów. Jeden z nich był szczególnie dramatyczny. W tamtym czasie w Pile działały dwie zorganizowane grupy przestępcze – jedna z Piły, druga ze Szczecinka. Walczyły między sobą o wpływy w lokalnych lokalach rozrywkowych. Na początku kwietnia 2001 roku, zaledwie tydzień przed śmiercią Winkowskiego, doszło do starcia gangsterów w rejonie jednego z barów piwnych. Wywiązała się bójka i strzelanina – na szczęście bez ofiar. Kolejna konfrontacja miała miejsce 10 kwietnia nad Zalewem Koszyckim. Padły strzały, postrzelony został członek grupy pilskiej.
Wkrótce pojawiła się hipoteza, że Winkowski mógł paść ofiarą gangsterów. W Pilskim Domu Kultury działała dyskoteka. Dyrektor – jak wynikało z nieoficjalnych informacji – nosił się z zamiarem wypowiedzenia jej umowy najmu. Powód? W lokalu miały być rozprowadzane narkotyki. Winkowski, człowiek prawy, nie zamierzał przymykać na to oka. Mógł narazić się komuś, kto na narkotykowym biznesie zarabiał.
– Powszechnie znano go jako człowieka prawego, zwalczającego wszelkie zło. I ta cecha zapewne ściągnęła na niego zemstę jednej z działających w mieście grup przestępczych – mówiono w telewizyjnym programie „997”. Sprawa wydawała się logiczna. Gangsterzy mogli chcieć ukarać dyrektora, który stanął im na drodze. Wyrok, egzekucja, wrzucenie ciała do rzeki.
Ale pracownicy domu kultury studzili emocje. – Dyrektor nigdy nie wspominał o problemach z dyskoteką ani o narkotykach – mówili. To mógł być fałszywy trop. Choć gangi narkotykowe ostatecznie rozbito, nigdy nie znaleziono dowodów na ich związek z zabójstwem Winkowskiego.
Piła Tajemniczy mężczyźni i drugie zabójstwo
Policja sporządziła dwa portrety pamięciowe mężczyzn, których widziano w okolicy garaży przy ulicy Śniadeckich – zarówno w przeddzień zabójstwa, jak i w samym dniu zbrodni. Portrety pokazano w programie „997”. Nikt się nie zgłosił.
W śledztwie pojawił się też wątek innej zbrodni, która wydarzyła się zaledwie cztery miesiące wcześniej, w pobliskiej Trzciance. Nieopodal garaży na osiedlu Słowackiego znaleziono ciało Wiesława O. Mężczyzna wyszedł z domu wcześnie rano, kierując się w stronę parkingu, na którym stał jego samochód. Został zaatakowany kilkadziesiąt metrów od celu. Zabójca zmasakrował mu głowę – podobnie jak w przypadku Winkowskiego. Sporządzono portrety psychologiczne obu sprawców. Ale i ten trop okazał się ślepy.
Piła: Przedziwna historia
– Przedziwna historia, przedziwna sytuacja, przedziwne informacje do nas docierały, niezwykle sprzeczne. Nie mówiąc już o plotkach, które się przy takich sytuacjach rodzą – opowiadał 20 lat później, dyrektor Regionalnego Centrum Kultury, niegdyś współpracownik Winkowskiego.
I rzeczywiście – w tej sprawie sprzeczności było wiele. Z jednej strony brutalność zabójstwa, z drugiej – pozostawione ślady. Ktoś, kto morduje z premedytacją, zazwyczaj zaciera dowody. Tu sprawcy zostawili teczkę, ubranie, ślady krwi ciągnące się przez 20 metrów. Czy to oznacza, że działali w panice? Że nie planowali zabójstwa? Że był to napad rabunkowy, który skończył się tragedią? Czy wręcz przeciwnie – że celowo pozostawili ślady, by zmylić trop?
Śledczy brali pod uwagę nawet wersję o seryjnym zabójcy z Pomorza, który atakował swoje ofiary w podobny sposób. Ale i ta hipoteza upadła.
Piła: Archiwum X i upływający czas
Śledztwo zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Ale to nie znaczy, że sprawa poszła w zapomnienie. Kilka lat temu przejęło ją tzw. Archiwum X – policyjna jednostka zajmująca się starymi, niewyjaśnionymi zabójstwami. Śledczy przeprowadzili ponowną wizję lokalną. Przesłuchali świadków. Sprawdzili nowe możliwości, jakie daje współczesna kryminalistyka. Ale przełomu nie było.
– W przypadku zabójstwa, które przedawnia się dopiero po upływie 30 lat, cały czas przez policję są zbierane informacje, które mogą przyczynić się do wykrycia sprawców. Zdarza się, że po latach coś w sprawie drgnie, że aresztowany w innej sprawie ujawni jakieś szczegóły, zwyczajnie z czymś się wygada. Poza tym nauka idzie naprzód i możliwości badania śladów są coraz większe – mówiła 9 lat po zbrodni prokurator rejonowy w Pile, Maria Wierzejewska-Raczyńska.
Dziś, gdy od zabójstwa minęły 22 lata, czas ucieka. Przestępstwo zabójstwa przedawnia się po 30 latach. To oznacza, że sprawcy wciąż mogą stanąć przed sądem. Jeśli żyją. Jeśli uda się ich znaleźć. Może ktoś wreszcie przemówi.
Kto pamięta?
Wielu ludzi w Pile wciąż pamięta Ryszarda Winkowskiego. Dla niektórych to wciąż żywa rana. Dla innych – zagadka, która nie daje spokoju. Bo jak to możliwe, że w mieście, w którym wszyscy się znają, gdzie plotki rozchodzą się błyskawicznie, nikt przez ponad dwie dekady nie powiedział niczego, co pozwoliłoby zamknąć tę sprawę?
Czy morderca wciąż żyje? Czy mieszka w Pile? Czyżby może wyjechał, zaczął nowe życie, udając, że tamtej nocy w kwietniu 2001 roku nie zabił człowieka? A może to była zbrodnia doskonała? Nie w sensie metody – bo ślady pozostawiono – ale w sensie zmowy milczenia.
Może ktoś wreszcie przemówi. Może znajdzie się świadek, który po latach zdecyduje się powiedzieć prawdę. AmMoże nowe technologie, badanie DNA, analiza śladów, które wtedy były poza zasięgiem, dziś pozwolą znaleźć odpowiedź.
Bo Ryszard Winkowski na tę odpowiedź zasługuje. Na to, by jego śmierć nie pozostała tylko kartką w policyjnym archiwum. By ci, którzy zadali mu ciosy w głowę i wrzucili do rzeki, usłyszeli wyrok.
Jeśli masz informacje na temat zabójstwa Ryszarda Winkowskiego, skontaktuj się z Komendą Powiatową Policji w Pile lub z najbliższą jednostką policji. Możesz zachować anonimowość. Każda informacja może okazać się kluczowa.
Źródła: faktypilskie.pl, gazeta.pl, asta24.pl, archiwa prasowe autora