Piotr Trojak – „Diabeł z Tczewa”

Czarna kartka z kalendarza: 4 czerwca. 4 czerwca 2009 roku Sąd Najwyższy w Warszawie oddalił kasację w sprawie Piotra Trojaka, bardziej znanego jako „bestia z Tczewa”.  Mężczyznę skazano za bestialskie zabójstwo na tle seksualnym 11- letniego Sebastiana. Tym samym kara dożywotniego pozbawienia wolności stała się prawomocna.

Do zbrodni doszło jesienią 2005 r. we wsi Łęgowo niedaleko Pruszcza Gdańskiego (woj. pomorskie). 11-letni Sebastian łowił ryby nad rzeką niedaleko domu. Pod pozorem pokazania, gdzie ryby lepiej biorą, Trojak zwabił dziecko do zrujnowanego budynku.

Tam, jak wynika ze śledztwa, kazał chłopcu zdjąć ubranie, a gdy ten się wyrywał, zaczął go dusić, po czym pchnął nożem. Próbował też go zgwałcić, ale zrezygnował. Aby upewnić się, że ofiara nie żyje, poderżnął jej gardło.

Zabójca nie mógł przewidzieć, że sąsiad Sebastiana widział ich wchodzących do budynku. To dzięki niemu udało się zatrzymać Piotra Trojaka jeszcze tego samego dnia. Policja znalazła zakrwawiony nóż w jego plecaku. Trojak szybko przyznał się do zabójstwa Sebastiana, wspomniał również o zabiciu 10-letniego Marcina kilka lat wcześniej. To wywołało dużą kontrowersję, ponieważ za zabójstwo z 2002 roku odsiadywał wyrok inny, lekko upośledzony mężczyzna… 23-letni Tomasz K. Przyznał się do winy, chociaż podczas procesu wszystko odwołał.

Piotr Trojak – wyrok mógł być tylko jeden

W listopadzie 2007 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Trojaka za zabójstwo Sebastiana na karę dożywotniego więzienia, orzekając, że o warunkowe zwolnienie będzie on mógł ubiegać się najwcześniej po odbyciu 30 lat kary. W uzasadnieniu sąd podkreślił, że mężczyzna przez dwa lata nosił się z zamiarem zgwałcenia jakiegoś dziecka, a następnie zabicia go. Sąd podkreślił, że Trojak zabił chłopca po to, by ten go nie rozpoznał, a – według sądu – jeśli by nawet tak się stało, to odpowiadałby on „tylko” za usiłowanie gwałtu.

Od wyroku odwołała się obrona, argumentując m.in., że sąd błędnie ocenił opinie biegłych (stwierdzili oni zaburzenia pedofilskie u Trojaka) i kwestionując seksualny motyw czynu. Wyrok w kwietniu 2008 r. podtrzymał Sąd Apelacyjny w Gdańsku. SA zwrócił uwagę, że drastyczność przestępstwa jest „niewyobrażalna”.

 – Należy pamiętać, że zgodnie z opinią biegłych oskarżony jest osobą w pełni poczytalną oraz rozumie wszystkie społeczne normy moralne – mówił sędzia SA Mirosław Cop.

– Tak normalnie to powinna być kara śmierci. Zero współczucia dla takich degeneratów – powiedział po wyroku Bogdan Talarek, ojciec 11-latka.

Obrońca mec. Marek Karczmarzyk złożył kasację do SN, domagając się powtórzenia procesu. Twierdził, że sądy nie ustaliły „prawidłowej motywacji” czynu.

Pięcioosobowy skład SN uznał kasację za „oczywiście bezzasadną”. W ustnym uzasadnieniu tej decyzji sędzia SN Małgorzata Gierszon podkreśliła, że sądy wydały trafne wyroki. Dodała, że kasacja była tylko powtórzeniem argumentów apelacji obrony.

Dziś Piotr Trojak odsiaduje wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Jego ojciec odebrał sobie życie, ponieważ nie mógł pogodzić się z tym, że jego syn jest mordercą.

Piotr Trojak: jeszcze jedna zbrodnia

Z Trojakiem związane jest orzeczenie SN z czerwca 2006 r. Uchylono wówczas prawomocny wyrok 15 lat więzienia dla Tomasza K. za zabójstwo 10-latka w Lisewie Malborskim w 2002 r.

Do tej zbrodni przyznał się bowiem Piotr Trojak w śledztwie ws. zabójstwa 11- latka w Łęgowie. Potem Trojak nie podtrzymał jednak swych wyjaśnień dotyczących zbrodni w Lisewie. W 2007 r. Prokuratura Rejonowa w Malborku z powodu niewykrycia sprawcy umorzyła śledztwa w sprawie tego mordu.

Wyzwanie dla „Archiwum X”

Kilka lat później Trojak przyznał się również do tej drugiej zbrodni. Olbrzymia w tym zasługa policjantów z pomorskiego „Archiwum X”.

Policja z wydziału „Archiwum X” chciała udowodnić, że za morderstwo w 2002 roku również odpowiedzialny był Trojak. Przesłuchano więc jego współwięźniów i kilku z nich przyznało, że opowiadał on o dwóch różnych zabójstwach.

– Ze strachu przed nim nie mogłem spać. W dzień spał, w nocy słuchał Metalliki, oglądał horrory. Lubił krew. Powiedział, że zabił dwóch chłopców – twierdził więzień, który dzielił celę ze zbrodniarzem.

Przeanalizowano także fotografię noża, który własnoręcznie wykonał „Diabeł z Tczewa”. Jeden ze śledczych przypomniał sobie, że widział identyczną linkę, jaką była owinięta rękojeść narzędzia, w domu mordercy. Po latach sznurek nadal tam wisiał, a po przebadaniu go przez biegłych udowodniono, że to dokładnie ten sam materiał.

Między innymi te dowody sprawiły, że Trojak w 2014 roku ponownie trafił na salę rozpraw. Choć początkowo materiały dowodowe nie przekonały sędziego, to po kilku tygodniach w Tczewianinie coś pękło i sam przyznał się winy.

Jego serce nie wie, co to litość

To w czasie tego drugiego śledztwa wyznał prokuratorom, że odkąd kiedyś rzuciła go dziewczyna, przestał odczuwać ludzkie odruchy. Stwierdził, że łzy są dla słabych. Zaczął fascynować się satanizmem, zdał sobie sprawę, że odczuwa pociąg do małych chłopców.

Tego strasznego dnia rowerem pojechał do Lisewa Malborskiego. – Zakładałem, że jak ktoś się natrafi po drodze, to go zgwałcę – bez skrupułów wyznał w czasie przesłuchania. Tym kimś okazał się mały Marcinek. Ale chłopiec się bronił, więc Trojak spanikował. Zamiast go zgwałcić, zaczął na oślep dźgać nożem.

– Zadał małoletniemu 17 ran powierzchownych i głębokich – mówiła przed sądem prokurator Alina Wojdyr. Wprawdzie w sądzie morderca rzucił rodzinie zamordowanego chłopca zdawkowe „przepraszam”, ale tak naprawdę jego serce nadal nie wie, co to litość. Przerażające zeznania Daniela M. świadczą o tym najlepiej.

Za to drugie zabójstwo również skazano go na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Inna bulwersująca zbrodnia z Pomorza rozwiązana po latach: czytaj „TUTAJ

Fot.