Podwójne zabójstwo pod Kaliszem przez dwie dekady skryte było pod maską tragicznego wypadku samochodowego. Dopiero po latach drobiazgowe śledztwo wielkopolskiego Archiwum X wykazało, że makabryczne odkrycie z zimowego poranka 2004 roku w lesie koło Jamnic – gdzie w spalonym aucie znaleziono ciała lokalnego biznesmena Zdzisława Bachora i jego żony Haliny – nie było dziełem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, lecz zaplanowaną z zimną krwią zbrodnią.
Las pod Jamnicami. Luty 2004 roku. Mróz ściska, śnieg skrzypi pod nogami, a na leśnej drodze stoi wrak. Doszczętnie spalona Skoda Favorit. W środku – zwęglone szczątki dwojga ludzi. Dla postronnego obserwatora to mógłby być tragiczny wypadek, ale dla rodziny, sąsiadów, a dziś także dla policjantów z poznańskiego Archiwum X, to scena zbrodni, która woła o sprawiedliwość .
Zdzisław i Halina Bachorowie mieli 48 lat. Mieszkali we wsi Włocin Kolonia, zaledwie trzy kilometry od miejsca, gdzie znaleziono ich ciała . On – producent palet, złota rączka. Ona – kobieta, która jak mówią sąsiedzi, nie miała wrogów. „To byli ludzie spokojni, normalnie żyli, jak wszyscy” – wspomina znajomy w rozmowie z reporterem Polsat News . Mieli troje dzieci. Ich życie zakończyło się w ogniu w tajemniczych, brutalnych okolicznościach.
Podwójne zabójstwo pod Kaliszem. W podomce w środku zimy
9 lutego 2004 roku para wyjechała z domu, jak ustalili ówcześni śledczy, w odwiedziny do brata Zdzisława, który mieszkał w Jamnicach. Nigdy tam nie dotarli .
Pierwsze wątpliwości pojawiły się u bliskich i sąsiadów. Halina Bachor, wychodząc z domu, miała na sobie… domową podomkę . Środek zimy, na dworze kilkanaście stopni mrozu, a kobieta, która zawsze zakładała zieloną kurtkę, wyjeżdża w odwiedziny w lekkim odzieniu? „To już było wszystkim we wsi dziwne” – mówi znajoma . Poza tym, według rodziny, Zdzisław nie siadał za kierownicą po alkoholu, a tym bardziej nie wybierał się w gości bez zapowiedzi . Coś tu było nie tak.
Podwójne śledztwo pod Kaliszem: kulisy śledztwa
Pierwsze śledztwo zostało szybko umorzone. Przyjęto wersję o nieszczęśliwym wypadku. Według prokuratora, małżonkowie mieli być pijani – w organizmie kierowcy wykryto rzekomo 4,12 promila alkoholu, a w organizmie pasażerki 2,5 promila . Teza głosiła, że doszło do zaprószenia ognia od niedopałka papierosa, a ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się od przewożonego w aucie bimbru .
Brat Zdzisława, Wiesław Bachor, do dziś nie może pogodzić się z tą wersją. „Tak daleko w takim stanie ujechać bez żadnej rysy…” – mówi z niedowierzaniem . Córka zamordowanych wspomina, że prokurator „śmiał się w oczy” i mówił o opinii biegłych, którzy „zazwyczaj się nie mylą” . Bliscy mieli jednak rację, czując, że prawda została zatuszowana.
Nowe światło: Zabójstwo, podpalenie i żywy ogień
W 2018 roku sprawą zajęli się policjanci z poznańskiego Archiwum X – jednostki specjalizującej się w rozwikływaniu dawnych, niewyjaśnionych zagadek kryminalnych . Drobiazgowo przeanalizowali akta i zlecono nowe, szczegółowe opinie biegłemu z zakresu pożarnictwa. I to był przełom.
Biegły Tomasz Wiśniewski ze Szkoły Aspirantów PSP w Poznaniu sporządził 90-stronicową ekspertyzę, która rozwiała wszelkie wątpliwości . Jego wnioski były druzgocące dla wcześniejszych ustaleń:
Nie było wypadku. Biegli nie stwierdzili żadnych uszkodzeń ani zwarcia instalacji elektrycznej . Pożar nie powstał od niedopałka czy zapałki. Był krótki, gwałtowny i został wywołany celowo przy użyciu substancji łatwopalnej .
Jedna z ofiar żyła. Ustalono, że jedna z ofiar, gdy wybuchł ogień, jeszcze żyła. Została spalona żywcem .
Para nie była pijana. Nowe badania wykluczyły obecność alkoholu u ofiar, co całkowicie podważa teorię o pijanej podróży .
Szyby były opuszczone. To kolejny element układanki. Według śledczych z Archiwum X, nieprzytomni małżonkowie zostali wywiezieni do lasu, przesadzeni na przednie siedzenia i oblaní alkoholem etylowym, po czym auto podpalono .
Ta opinia jest kluczowa, bo wskazuje na planowe zabójstwo. Sprawcy chcieli zatrzeć ślady i upozorować wypadek . Doskonale wiedzieli, co robią.
Podwójne śledztwo pod Kaliszem. „Mimo ognia nie próbowali uciekać”
W jednym z reportaży Polsat News ekspert zwraca uwagę na coś, co od początku nie dawało spokoju rodzinie. „Jakby wypadek był czy coś, toby się ratowali. Próbowaliby wysiąść, nie? A tam nic podobno. Jak siedzieli, tak sobie siedzieli” – dziwi się znajomy małżeństwa . Były komendant poznańskiej policji, Maciej Szuba, podsumowuje to wprost: „Zabici zostali w samochodzie, wsadzeni i spaleni. Upozorowane, bo to inaczej się tego nie da wytłumaczyć” .
Motywy? Według śledczych kluczem mogą być finanse . Zdzisław Bachor był przedsiębiorcą, prowadził firmę produkującą palety.
Policjanci z Archiwum X wytypowali podejrzanych, a jedna osoba usłyszała nawet zarzuty. Jednak prokuratura umorzyła postępowanie, ponieważ zgromadzone dowody nie wystarczyły, by skierować akt oskarżenia do sądu . Sprawa nie jest jednak zamknięta. Śledczy wciąż mają nadzieję, że ktoś, kto wie coś więcej, w końcu się odezwie.
Każda, nawet najmniejsza informacja może być kluczowa dla rozwiązania tej zagadki. Jeśli pamiętasz coś z lutego 2004 roku, wiesz cokolwiek o okolicznościach śmierci Zdzisława i Haliny Bachorów lub masz podejrzenia co do osób, które mogły mieć w tym swój udział, skontaktuj się z policjantami z zespołu Archiwum X.
E-mail: archiwum.x@po.policja.gov.pl
Śledczy gwarantują anonimowość. Rodzina i bliscy małżeństwa od 22 lat czekają na sprawiedliwość i odpowiedź na pytanie, dlaczego zginęli tak okrutną śmiercią. Prawda wciąż jest w zasięgu ręki. Być może Ty możesz pomóc ją odkryć.