Polak został zamordowany w centrum Harlow

Harlow to kilkudziesięciotysięczne miasto położone na północny wschód od Londynu. To właśnie tam, w 2012 roku, przeprowadził się Jerzy A., polski imigrant pochodzący z jednego z miast na Mazowszu. Mężczyzna zatrudnił się w fabryce wędlin. Cztery lata później został zamordowany w centrum Harlow. Jego śmierć wzbudziła ogólnonarodowe zamieszanie, z interwencją polskiego ambasadora i władz włącznie.

Jurek zdecydował się na przeprowadzkę do Wielkiej Brytanii za namową swojego brata, Roberta. Mężczyzna mieszkał tam od jakiegoś czasu, ożenił się, miał dwójkę dzieci. Gdy tylko dowiedział się, że jest wolny etat, natychmiast poinformował o tym Jurka. W ten sposób starszy z braci osiadł w Harlow.

Jurek zamordowany w centrum Harlow

Dramat rozegrał się w nocy, 27 sierpnia 2016 roku, w pobliżu miejscowego centrum zakupowego The Stow. Jurek wraz z dwójką znajomych pojawili się tam około godziny 22. Mężczyźni rozmawiali i pili alkohol. Na koniec, mniej więcej godzinę później, zamówili pizzę w pobliskim lokalu, a potem wyszli na zewnątrz. Usiedli na ławce. Obok znajdowała się grupa nastolatków.

Około godziny 23.35 między Polakami, a młodymi ludźmi nawiązała się sprzeczka. W pewnym momencie jeden z nastolatków zaszedł Jerzego od tyłu i wymierzył mu cios w głowę. Mężczyzna upadł i uderzył o podłoże. Pobity został także drugi z Polaków. Napastnicy uciekli z miejsca zdarzenia. Wezwano pomoc. Pojawiła się karetka, która zabrała obie ofiary do szpitala. Jurek trafił początkowo do miejscowej placówki, ale wkrótce został przetransportowany na specjalistyczny oddział Addenbrooke’s Hospital w hrabstwie Cambridge. Tam, nie odzyskawszy przytomności, po dwóch dniach zmarł.

Ksenofobia zabiła Jurka?

Lato 2016 roku to nie był w Wielkiej Brytanii zwyczajny okres. 23 czerwca odbyło się tam referendum, w którym Brytyjczycy odpowiedzieli na pytanie o to, czy ich kraj nadal powinien być członkiem Unii Europejskiej. Niemal 52 proc. głosujących opowiedziało się za wyjściem z unijnej wspólnoty. Tamtejszy rząd zaczął przygotowania do tego procesu. Jednym z motywów decyzji podjętej przez mieszkańców Zjednoczonego Królestwa był napływ imigrantów i wyłącznie negatywne przedstawianie ich przez niektóre media i polityków. Reprezentowany przez te kanały przekaz był jednoznaczny – cudzoziemcy zabierają pracę Brytyjczykom, popełniają przestępstwa i korzystają z hojnego systemu opieki społecznej. Część tubylców podzielała te poglądy. Ci bardziej radykalni wyrażali je dosadnie, atakując imigrantów słownie lub, co gorsza, fizycznie. Zatem kiedy pojawiła się informacja o śmierci polskiego pracownika w Harlow, wraz z nią zaczęto formować domysły o ksenofobicznym podłożu ataku.

W sprawie głos zabrał miejscowy poseł, Robert Halfon, który poinformował, że zgłaszają się do niego Polacy skarżący się, że boją się mówić w ojczystym języku. Obawiają się ataków ze strony miejscowej ludności. Twierdzili też, że lokalna policja nic nie robi sobie ze zgłoszeń o grupie kilkudziesięciu nastolatków, która rzekomo szwenda się po mieście, paląc marihuanę i zaczepiając przechodniów.

Kwestia traktowania polskich imigrantów

Sprawa napaści na Polaków zyskała taki rozgłos, że w śledztwo zaangażowały się władze w Warszawie. Najpierw na miejsce tragedii, w towarzystwie posła Halfona, udał się polski ambasador w Londynie Arkady Rzegocki. Dyplomata stwierdził, że doszło do „bardzo poważnej tragedii, a od momentu referendum unijnego, pracownicy ambasady musieli radzić sobie z kilkunastoma podobnymi sprawami”.

Z wizytą do Londynu przyjechali ówcześni ministrowie spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych i administracji – Witold Waszczykowski oraz Mariusz Błaszczak. W brytyjskiej stolicy spotkali się ze swoimi kolegami po fachu – Borisem Johnsonem i Amber Rudd. Na konferencji prasowej Polacy przedstawili efekty rozmów. Wyrazili zadowolenie, że wielu brytyjskich polityków potępiło ataki na naszych rodaków. Poinformowali, że uzyskali zapewnienie władz w Londynie, że te będą monitorowały kwestię traktowania polskich imigrantów. Przede wszystkim zasugerowali również rozpoczęcie współpracy na gruncie upowszechniania wśród Brytyjczyków świadomości wkładu, jaki wnoszą w rozwój ich kraju imigranci z Polski. Ustalono, że następnego dnia dojdzie do spotkania polskich policjantów ze śledczymi prowadzącymi dochodzenie w sprawie śmierci Jerzego A. Dodatkowo też w Harlow przez tydzień będzie przebywał polski policjant, który będzie wraz z tamtejszymi funkcjonariuszami patrolował miasto.

Śledztwo w sprawie zabójstwa w centrum Harlow

Sekcja zwłok wykazała, że zmarły Polak miał pękniętą czaszkę i obrażenia mózgu. Drugi z zaatakowanych trafił do szpitala z podejrzeniami złamań i siniakami na brzuchu. Po kilku dniach wypisano go do domu. Co oczywiste, sprawą zabójstwa 40-latka, od razu zajęła się miejscowa policja.

– Mój zespół robi wszystko, aby ustalić okoliczności tego tragicznego zdarzenia i postawić odpowiedzialnych za śmierć Jerzego A. przed sądem. Jedną z rozpatrywanych przez nas wersji jest przestępstwo motywowane nienawiścią rasową, ale rozważamy także inne hipotezy. Dlatego potrzebujemy informacji od świadków zdarzenia. Jerzy A. był ciężko pracującym, rodzinnym człowiekiem, który został brutalnie pozbawiony życia – mówił w początkowym etapie śledztwa detektyw Martin Pasmore.

Zamordowany w centrum Harlow Polak to była priorytetowa sprawa.

Czy udało się ustalić okoliczności tego wstrząsającego zdarzenia? Odpowiedzi szukaj w Detektywie nr 2/2021 (tekst Anny Frej pt: „Śmiertelny >cios Supermana<„. Do kupienia TUTAJ.