Przemyśl też miał swój Sing Sing. Tek przynajmniej wynika z publikacji na łamach „Życia Podkarpackiego”. Z jedną może różnicą: nie było tutaj krzesła elektrycznego!
W stanie Nowy Jork, nad brzegiem rzeki Hudson, od 1826 roku istnieje więzienie Sing Sing o maksymalnie zaostrzonym rygorze. Bunty więźniów w amerykańskich kryminałach były i są objawem wcale nierzadkim, a kończą się zwykle tragicznie. Oczywiście największe konsekwencje ponoszą osadzeni przestępcy. W okresie międzywojennym istniało w Polsce kilka zakładów penitencjarnych dla bardzo groźnych przestępców, np. w Łysej Górze, Tarnowie, Świętym Krzyżu, we Wronkach, Lwowie (Brygidki), a także w Przemyślu.
W omawianym czasie niektórzy przestępcy mieli swoje organizacje, a nawet słynne na całą Europę „uniwersytety”. Rozpalali oni masową wyobraźnię w społeczeństwie. Powstawały legendy m.in. o kasiarzach – lordach świata przestępczego, wśród których najsłynniejszy był Szpicbródka (Stanisław Cichocki) – mężczyzna przystojny, a na dodatek poliglota. Ta grupa kryminalistów stanowiła w więzieniu specyficzną arystokrację. Podczas trwania głośnych procesów krajowe wydarzenia schodziły na dalszy plan.
Przemyskie więzienie
W sierpniu 1934 roku[paywall] (nr 34) w Tajnym Detektywie (ilustrowany tygodnik kryminalno-sądowy) ukazał się artykuł pt. „Przemyskie Sing-Sing przy ul. Rokitniańskiej” (powstał w latach 1877 – 1880). Siedzieli tam skazańcy z różnymi wyrokami, tj. mordercy, złodzieje, oszuści, zboczeńcy, gwałciciele, awanturnicy itp. Zapewne gazeta ta uznała, że ten zakład karny jest godny nazwy sławnego więzienia w USA. Na dodatek zamieściła ona na swych łamach fotografie 12 najgroźniejszych przestępców. W ten sposób ich podobizny i nazwiska stały się znane w całej przedwojennej Polsce.
Bunt w kryminale
W czasie wydawania kolacji na korytarzu więziennym jeden z kryminalistów wszczął awanturę ze strażnikiem o zbyt małą ilość skwarków, którą dostał jako omastę obiadową. Zawadiaka zaczął się awanturować. Natychmiast zjawił się naczelnik i zbadawszy sprawę, zarządził zamknięcie go w ciemnicy. Inni więźniowie bardzo szybko zorientowali się w sytuacji, wtedy zaczęli walić krzesłami o drzwi i krzyczeć, by oddać im Wasyłyka. Wtedy w celach wybuchały pożary. Palono sienniki. Do akcji ruszyli strażnicy. Drzwi jednak nie można było otworzyć, gdyż od wewnątrz je zabarykadowano. W ciągu kilku minut zamieszki ogarnęły całe więzienie. Sytuacja stawała się coraz groźniejsza. Pertraktacje nic nie dawały. Sytuacja ta trwała niemal dwa dni.
Tłumienie rewolty
Wkraczająca do akcji policja musiała się wycofać, bo została obrzucona cegłami i kamieniami. Zachodziło podejrzenie, że awanturnicy mogą mieć rewolwery. Dyrektor więzienia dał zezwolenie strażakom zalania wodą wszystkich cel. Uczyniono to przy pomocy parowej sikawki. Choć osadzeni chronili się po kątach, to jednak atakowali zbliżającą się służbę porządkową. W końcu opanowano sytuację, obezwładniając kryminalistów, chociaż wielu z nich posiadało noże.
Ukaranie buntowników
Kilka dni później w sądzie grodzkim przy ul. Jagiellońskiej odbyła się rozprawa przeciwko 19 sprawcom burdy więziennej, którym dołożono dodatkowe kary. Na ławie oskarżonych zasiedli „najwybitniejsi” reprezentanci świata przestępczego. Sędzia Krynicki wszystkich przestępców skazał na kary od 1 do 8 miesięcy więzienia. Druga grupa wyselekcjonowanych kryminalistów – najbardziej niebezpieczna – uwidoczniona na zbiorowej fotografii Tajnego Detektywa, stanęła przed Temidą w późniejszym czasie. Na tym się jednak nie skończyło.
Karcer
Najgroźniejszych przestępców umieszczono w „czyśćcu”, gdzie siedzieli w ciasnych separatkach. W czterech ścianach, z wysoko umieszczonym oknem, nic prócz pryczy i kubła (sracza). Nie wolno im było pisać listów do rodzin i otrzymywać żadnych przesyłek, kupować za własne pieniądze żywnośi, korzystać ze spacernika. Taka sytuacja utrzymywała się przez 3 miesiące. Jeżeli więzień dobrze się sprawował w izolatorze, wracał do normalnego więzienia. W przeciwnym razie karę wydłużano.
4 lata wcześniej
Jak podała lwowska Gazeta Poranna w 1930 roku (nr 9419), 2 grudnia w godzinnych rannych doszło do zamieszek. Do ich wszczęcia wystarczył choćby byle pretekst. Stało to się wtedy, gdy do zbiorowej celi, gdzie przebywało już 22 komunistów – wprowadzono trzech recydywistów, którzy na drugi dzień zaczęli taboretami bić o drzwi i wnosić okrzyki pod adresem zarządu więziennego oraz podpalać sienniki. Był to sygnał dla innych. Do zamieszek włączyli się w całym gmachu pozostali więźniowie. Unoszący się na korytarzu i ulatniający z powybijanych oknien dym robił wrażenie olbrzymiego pożaru. Powodem takiej burdy było niezadowolenie skazańców ze śniadania, składającego się z czarnej kawy i postnego chleba razowego.
Interwencja władz
Na miejsce przybył natychmiast prokurator Prochaska, który wraz z naczelnikiem zakładu Korabem i komendantem Oberlem zaczęli pertraktować z buntownikami. Ponieważ nie przyniosło to pożądanych efektów, do pomocy włączyła się policja. Drzwi w celach nie można było otworzyć, gdyż od wewnątrz zostały zatarasowane, więźniowie zaś krzyczeli i łamali drewniane sprzęty. Do akcji włączyła się straż pożarna. Do wnętrza cel puszczono sikawkami lodowatą wodę. Groźną sytuację jednak opanowano.
Śledztwo
Wdrożone dochodzenie ujawniło dokładniejszą przyczynę rozruchów. Miały one związek z wyznaczoną na 2 grudnia rozprawą przeciwko działaczom komunistycznym oskarżonym o zbrodnię zdrady stanu, tj. Mikołajowi Lewandowskiemu, Leonowi Żmince i Cyli Kohl, którzy prowadzili agitację wśród wojska. Kryminaliści solidaryzowali się z nimi. W tej sytuacji zapowiadany proces odłożono na drugą połowę grudnia.
Zakłady Karny w Przemyślu:
Zakład Karny w Przemyślu, podlegający Okręgowemu Inspektoratowi Służby Więziennej w Rzeszowie, dysponuje łącznie 476 miejscami, wliczając Oddział Zewnętrzny w Medyce, utworzony w grudniu. Składa się z dwóch oddziałów: zamkniętego, przeznaczonego dla skazanych odbywających karę po raz pierwszy, oraz oddziału aresztu śledczego i oddziału dla młodocianych. Funkcjonuje tu również oddział terapeutyczny dla skazanych uzależnionych od substancji psychoaktywnych (poza alkoholem) o pojemności 30 miejsc.
Historia
Zakład Karny w Przemyślu ma swoje korzenie w II połowie XIX wieku. Po pierwszym rozbiorze Polski w 1772 roku, Przemyśl znalazł się pod panowaniem Austriaków, którzy przystąpili do fortyfikacji miasta. W 1873 roku Przemyśl został uznany za twierdzę pierwszej klasy. Budowa przemyskiego więzienia rozpoczęła się około 1875 roku, a obiekt nosił nazwę GARNZUS AREST, czyli areszt garnizonowy. Budynek, zbudowany na planie litery H, miał dwie kondygnacje i mocną konstrukcję.
Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku, więzienie nie zmieniło swojego przeznaczenia. Podczas II wojny światowej również pełniło funkcję więzienia. Od 7 sierpnia 1944 roku, obiekt był zarządzany przez Ministerstwo Sprawiedliwości, a od 1948 roku przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Pierwszy dokument dotyczący Więzienia Karno-Śledczego w Przemyślu pochodzi z 1 sierpnia 1956 roku. W 1968 roku utworzono pierwszy Oddział Zamiejscowy Zakładu Karnego w Przemyślu w Szówsku, który później przeniesiono do Makowiska, a w 1989 roku rozwiązano.
Od 1998 roku na terenie jednostki prowadzono prace remontowe, mające na celu poprawę funkcjonalności zakładu. Zbudowano nowy mur ochronny oraz kompleks bramy, szatni i kantyny. W 2003 roku rozpoczęto modernizację oddziałów mieszkalnych, co znacząco poprawiło warunki socjalno-bytowe osadzonych oraz warunki pracy funkcjonariuszy. Kolejne lata przyniosły dalsze inwestycje, które uczyniły Zakład Karny w Przemyślu nowoczesną jednostką.
Źródło: życiepodkarpackie.pl, zpozdrowieniem.pl
Fot. fb.com/zycie.pl