Robert Kostrzewa w wywiadzie dla “Detektywa”

Na to niezwykle czuły jest nasz organizm – gdy mówimy prawdę, ten zachowuje się tak, jak zwykle. Nie zdradza większych emocji. Gdy zdecydujemy się kłamać – zachodzą w nim reakcje fizjologiczne, na które nie mamy wpływu. Te, zdradzają nas. Udowadniają, że kłamstwo ma krótkie nogi. O demaskowaniu kłamstwa i wykrywaczu kłamstwa, który tak naprawdę nie istnieje, rozmawiamy z Robertem Kostrzewą, prawnikiem, certyfikowanym specjalistą z zakresu badań poligraficznych, wieloletnim funkcjonariuszem śledczym służb specjalnych i członkiem Komitetu Prawnego Polskiego Towarzystwa Badań Poligraficznych rozmawia Anna Rychlewicz.

ANNA RYCHLEWICZ: Każdy z nas chciałby posiąść wiedzę i zdobyć umiejętności pozwalające na odczytywanie kłamstw drugiego człowieka. Pan posiada narzędzia, które poniekąd to umożliwiają. Zacznijmy więc od tego, kto może weryfikować prawdomówność innych osób.

Robert Kostrzewa: W świetle polskiego prawa? Praktycznie każdy. Na polskim rynku nie ma żadnych regulacji prawnych, jeśli chodzi o wykonywanie tego zawodu. Zacząłbym tutaj jednak od bardzo niebezpiecznego zjawiska. Na rynku funkcjonują szkolenia dla przyszłych poligraferów, które trwają jeden czy dwa dni. Tymczasem szkolenie, które oferuje Polskie Towarzystwo Badań Poligraficznych trwa 1,5 roku. To jest kilkaset godzin kształcenia, które powinno być zgodne z normami APA, czyli Amerykańskiego Stowarzyszenia Poligraferów. Wobec tego może Pani sobie wyobrazić, jaką wiedzę jest w stanie posiąść kandydat na poligrafera po jednodniowym szkoleniu.

A.R.: Rozumiem, że każdy chętny może podjąć się przeprowadzania takich badań?

R.K.: Niestety tak. Każdy może zakupić poligraf i powiedzieć: „Od jutra jestem poligraferem”. To trochę wygląda tak, jakbyśmy poszli do kogoś, kto nam powie: „Od jutra będę leczył”. W tym zakresie, Polsce jest bardzo daleko chociażby do amerykańskich standardów, gdzie aby zostać poligraferem, niezbędne jest ukończenie szkoleń, a sprzętu nie nabędzie nikt, kto nie dysponuje odpowiednią dokumentacją poświadczającą ich ukończenie.

A.R.: Poligraf, wariograf… A co z tym popularnym wykrywaczem kłamstw?

R.K.: W tym miejscu pewnie rozczarujemy wiele osób, ale nie istnieje takie urządzenie jak wykrywacz kłamstw. Nie wiem, czy to dobrze czy nie, ale nie ma takiego urządzenia, które wykrywałoby kłamstwa. Jeśli chodzi o wariograf, to taka nazwa funkcjonuje jedynie w Polsce. Generalnie jest to poligraf. Jest to urządzenie, które rejestruje fizjologiczne reakcje organizmu, odruchy człowieka towarzyszące konkretnym emocjom przy udzielaniu odpowiedzi na zadane pytania. Jest to związane z autonomicznym układem nerwowym.

A.R.: Jakie odruchy rejestruje poligraf?

R.K.: Mówimy tutaj o odruchach, na które nie mamy wpływu. Jedyny parametr badany, który w jakimś stopniu możemy kontrolować, to tak naprawdę oddech. Poligraf mierzy jednak nie tylko zmiany w cyklu oddechowym, ale także zmiany w amplitudzie krwi, ciśnienie, puls czy przewodnictwo skóry. To wszystko wyraźnie zmienia się w sytuacjach odczuwania silnych emocji. Są również czujniki motoryczne, na przykład poduszka, na której siada badany. Ona wskazuje napięcia mięśni, rejestruje minimalne ruchy czy chociażby zaciśnięcie zwieracza.

A.R.: Wobec tego czy człowiek jest w stanie nauczyć się pewnych odruchów, wypracować je tak, aby oszukać poligraf? Aby ostateczny wynik badania był zakłamany?

R.K.: Zaryzykowałbym stwierdzenie, że gdzieś być może są osoby, które byłyby w stanie oszukać urządzenie wprowadzając się na przykład w stan głębokiej medytacji. Nie sądzę jednak, aby 99,9 procent społeczeństwa było joginami, którzy potrafią wprowadzać się w różnego rodzaju stany. Ale co do zasady – nie, nie ma takiej możliwości, aby oszukać poligraf. Urządzenie bada parametry, na które kompletnie nie mamy wpływu. Nie mamy przecież wpływu na to, jak bije nam serce, zwężają nam się naczynia czy jaki mamy puls. Można zakłócić przebieg badania, ale nie oszukać urządzenie.

A.R.: W jaki sposób możemy uniemożliwić przeprowadzenie takiego badania?

R.K.: Z badaniem poligrafem jest dokładnie tak samo, jak z każdym innym badaniem. Możemy zakłócić jego przebieg tak, jak u lekarza. Lekarz mówi: „Proszę stanąć nieruchomo, zrobimy rentgen”. Wystarczy jeden ruch, by zdjęcie wyszło niewyraźne. Tutaj jest dokładnie tak samo. Ktoś, kto zada sobie trochę trudu i poczyta o wykonywaniu takich badań, może próbować później świadomie zakłócać ich przebieg. Wówczas przy niewygodnych pytaniach wstrzymuje na przykład oddech, przyspiesza go czy zaczyna kaszleć.

Do najczęściej wymienianych metod (o jakich można przeczytać na forach internetowych), mających na celu zakłócić badania, należy chociażby pinezka w bucie czy przygryzienie języka. Jeśli podczas badania, ktoś będzie miał wspominaną pinezkę albo będzie dociskał palcem do podłoża, wszystko to zostanie zarejestrowane i znajdzie swoje odzwierciedlenie w czujniku motorycznym. To może zakłócić badanie, ale ja to doskonale widzę. Jeśli zwrócę badanemu uwagę, a to nadal się powtarza, nie ma sensu kontynuacja procesu. Wówczas w opinii nie będzie wyniku, a jedynie adnotacja o celowym zakłóceniu badania.

Warto również powiedzieć o tym, że niektórzy uciekają się także do zażywania przed badaniem środków farmakologicznych, które mają za zadanie tłumienie reakcji psychofizjologicznych. Są oczywiście osoby, które przyjmują na stałe leki, bo wynika to z konkretnych schorzeń, ale są również osoby, które przed badaniem zażywają leki celowo, by wpłynąć na reakcje organizmu. Osoba, która przyjmuje leki na stałe, przed badaniem powinna zgłosić ten fakt. Wówczas obowiązkiem poligrafera jest sprawdzenie składu takiego leku, substancji czynnej i oszacowanie, w jaki sposób może ona wpłynąć na reakcje organizmu i konkretne parametry. Konieczne jest wówczas zrobienie korekty i wzięcie pod uwagę, że pod wpływem tej substancji dany parametr może być podwyższony czy obniżony. Niektórzy zażywają przed badaniem narkotyki, ale w jego trakcie widać, że coś dzieje się z parametrami, że nie są one naturalne.

Robert Kostrzewa odpowiada też na inne pytania specjalnie dla “Detektywa”. Chcesz przeczytać całą rozmowę? Sięgnij po Detektywa 2/2024 (tekst Anny Rychlewicz pt. Kłamstwo ma krótkie nogi). Cały numer do kupienia TUTAJ.

Fot. Archiwum prywatne Roberta Kostrzewy