Stara Słupia, Świętokrzyskie. Kraina mgieł, starych podań i szeptów o sabatach czarownic na Łysej Górze. W lutym 1983 roku mieszkańcy Starej Słupi mówili jednak nie o diabłach i demonach z legend, lecz o czymś znacznie bardziej przerażającym. O człowieku, który zamordował sąsiada, a potem przybił jego ciało do drewnianego krzyża.
Nawet doświadczeni milicjanci mieli problem, by patrzeć na tę scenę.
Bo nie była to zwykła zbrodnia.
To było widowisko grozy.
Według wielu autorów i badaczy — jedyny taki przypadek w powojennej historii Polski.
Stara Słupia: jak to się zaczęło
Rok 1983. W Polsce trwa stan wojenny, na ekranach „Czterdziestolatek”, a w Radiu Solidarność cichną nadajniki. Świat ma gdzieś wieś Stara Słupia pod Kielcami. Ale to właśnie tam, wśród pól obsianych pszenicą, na tle Gór Świętokrzyskich, wydarzyło się coś, przed czym bledną sensacyjne scenariusze.
76-letni Stanisław Salwerowicz idzie wieczorem po zamówione drzwi. Nie wraca. Nad ranem żona znajduje jego ciało przybite do białego krzyża. Stopy złączone. Bok przebity. A w domu stolarza – świadek i narzędzie zbrodni – czeka kolejny, pusty krzyż.
„Detektyw” dotarł do świadków i archiwalnych numerów „Przemian”. Odtwarzamy historię, którą władza chciała szybko zamieść pod dywan, a która jest dowodem na to, że bestie nie chodzą tylko w nocnych koszmarach – mieszkają obok.
Stara Słupia. Spacer w majowe popołudnie
19 maja 1983 roku, czwartek. W Starej Słupi słońce grzeje przyjemnie, ale wiosna jest spóźniona. Ziemia dopiero co obeschła. Stanisław Salwerowicz, emeryt, były rolnik, ubiera się starannie. Koszula z krótkim rękawem, spodnie z kantem. Żona Helena krząta się w kuchni.
– Idę do Słomki – mówi. – Spytać o te drzwi dla syna. Miały być na jutro.
Helena kiwa głową. Drzwi zamówione u stolarza Mieczysława Słomki (w prasie i aktach często występującego jako Mieczysław S. – przyp. red.) już od trzech tygodni. Pieniądze zapłacone. Czas odebrać towar.
Ostatni raz widzi męża, gdy znika za zakrętem przy kapliczce. Jest godzina 16.00.
Tego samego wieczora inna mieszkanka Starej Słupi, sąsiadka Słomki, wychodzi na pole. Robi się ciemno, ale księżyc rzuca wystarczająco światła. To, co widzi na wzgórku za domem stolarza, mrozi jej krew.
Biały krzyż. I na nim – kukła.
Zastanawia się przez chwilę. Może Słomka chce odstraszyć ptaki od zasiewów? Może po prostu postradał zmysły? W końcu wiadomo – rok temu leżał w psychiatryku w Morawicy. Wraca do domu, nie mówiąc nikomu.
Słomka tymczasem, zmęczony wkopywaniem krzyża, ściera pot z czoła. Na ustach ma dziwny, blady uśmiech.
Jego misja właśnie się spełniła.
Stara Słupia. Krzyk, który nie przebił się przez ścianę
Godzina 22.00. Helena Salwerowiczowa zaczyna się niepokoić. Mąż nie wraca. Wyręcza się latarką i w ciemnościach obchodzi wieś. Puka do drzwi Słomki. Cisza. Światła nie pali się w żadnym oknie.
Wraca do domu. Nie śpi całą noc.
Nad ranem, piątek 20 maja, o świcie, rusza ponownie. Tym razem idzie nie do drzwi, ale na pole za zabudowaniami stolarza. Słońce wschodzi akurat nad Łysą Górą – pogańską i świętą górą, gdzie mnisi od wieków modlą się do Krzyża.
I wtedy go widzi.
Krążek w ciele pod gwoździem. Biała krochmalona koszula teraz brązowa od krwi. Stopy związane i przybite jednym, długim gwoździem. Głowa zwieszona bezwładnie. W boku – rana.
Śledczy z Prokuratury Wojewódzkiej w Kielcach, którzy przyjadą za godzinę, odnotują w notatniku: zwłoki mężczyzny w wieku ok. 75 lat, przybite do drewnianego krzyża o wysokości około 2,5 metra. Krzyż wkopany w ziemię. Stopy ofiary skrzyżowane i przebite jednym gwoździem. Dłonie przybite osobno.
Helena nie krzyczy. Biegnie.
– Wstawajcie! – woła do syna. – Ojciec u Słomki na krzyżu wisi! Straszny widok! Ojciec wasz na krzyżu jak Chrystus!
Śledztwo: stolarz, heblarka i głosy w głowie
Milicja Obywatelska przybywa na miejsce przed godz. 7:00. Funkcjonariusze ze Starej Słupi nie widzieli wcześniej czegoś takiego. Wzywają posiłki z Kielc. Zabezpieczają teren.
Mieczysław Słomka (lat 40 w chwili zbrodni, choć część źródeł podaje 41) siedzi w swoim domu pijany. Nie stawia oporu. Gdy milicjanci pytają go, czy wie, co zrobił, odpowiada spokojnie, z dziwną rezygnacją:
– On mnie męczył swoim gadaniem. Że nie mam żony, że nie mam dzieci. Musiałem go uciszyć.
***
Sekcja zwłok wykonana w Zakładzie Medycyny Sądowej w Kielcach tego samego dnia. Wyniki są wstrząsające nawet dla doświadczonych patologów:
Przyczyną śmierci jest przebicie serca ostrym narzędziem (prawdopodobnie nożem lub bagnetem). Cios zadany z dużą siłą. Ofiara zmarła natychmiast.
Wcześniej, jeszcze żywy, został uderzony tępym narzędziem w głowę. Ślad na kości czołowej. Uderzenie było wystarczająco silne, aby go ogłuszyć, ale nie zabiło.
Ukrzyżowanie nastąpiło pośmiertnie. Gwoździe wbite w dłonie i stopy nie wykazują odczynu zapalnego ani próby gojenia. Ofiara nie cierpiała na krzyżu. To nie Golgota – to bluźniercza inscenizacja.
Rana w boku – zadana post mortem. Naśladująca ranę boku Chrystusa.
Innymi słowy: Słomka najpierw zabił – ciosem w serce. A potem przyozdobił ofiarę. Rozebrał do bielizny. Zaciągnął na stół warsztatowy. Przybił. Podniósł krzyż na wózek. Wywiózł na pole. Wkopał.
Wszystko po ciemku. Sam.
Stara Słupia. „Dla sąsiada krzyż, dla drugiego też”
Kiedy technicy przeszukują dom Słomki, znajdują coś, co wskazuje, że to nie był kaprys ani jednorazowy impuls.
W komórce stolarskiej – drugi krzyż. Tak samo zrobiony z modrzewiowych desek. Pomalowany na biało. Gotowy do wkopania.
Na podwórzu – dwa wykopane już doły. W równych odstępach. Jeden pod krzyżem z ciałem Salwerowicza. Dwa puste.
Śledczy przez moment wstrzymują oddech. Dla kogo były te doły? Czy dla żony Salwerowicza? A może Dla syna? Dla któregoś z sąsiadów, których nazwiska Słomka zapisywał w swoim notesie?
Notes. Zwykły zeszyt w kratkę, włożony do szuflady przy heblarce. To, co w nim zapisane, to wgląd w chore umysłu stojącego za tą zbrodnią.
Tekst, do którego dotarł „Detektyw” (za archiwami sądowymi i publikacją Zbigniewa Nosala w miesięczniku „Przemiany” nr 8/1983):
„Sąsiedzi obciążają mnie swymi zmysłami. Dostaję szybszego bicia serca, mdłości, tracę pamięć. Działanie sąsiadów na mój organizm to także działanie na mój inwentarz. Padłych świń i królików nie nadążę zakopywać.”
I dalej, w innym miejscu:
„Gdyby ktoś chciał mnie oskarżać, to niech wiedzą, że jestem narzędziem wyższej sprawiedliwości. Krzyż oczyści tę ziemię.”
Schizofrenik, który nie chciał leków
Mieczysław Słomka nie był pierwszym lepszym wiejskim pijakiem. To był chory człowiek. I wszyscy o tym wiedzieli. Nikt nie zareagował.
W 1982 roku (a według innych źródeł – dwukrotnie wcześniej) trafił do Szpitala Psychiatrycznego w Morawicy. Rozpoznanie: schizofrenia paranoidalna.
Lekarze zalecili stałe przyjmowanie neuroleptyków. Słomka zażył je może ze dwa razy. Potem stwierdził, że to trucizna. Matka, z którą mieszkał po rozwodzie (żona uciekła, brat wyjechał do Gdańska), nie potrafiła go zmusić. A poza tym – po tygodniach leczenia w szpitalu wyglądał „normalnie”. Mówił spokojnie. Nie groził. Można go było wypuścić.
Gdy dziennikarze „Echa Dnia” zapytali dr Grażynę Jaworską z Morawicy, jak to możliwe, że wypuścili człowieka, który potem ukrzyżował starca, odpowiedziała wstrząsająco szczerze:
„Cierpiał na urojenia. Dokuczały mu hałasy powodowane przez sąsiadów, dokuczała nawet ich obecność, ale w efekcie leczenia zachowywał się spokojnie. Jego stan poprawił się na tyle, że można było go wypisać. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, na co stać schizofrenika. Szczególnie gdy nie przyjmuje zapisanych leków.”
Po feralnym maju 1983 roku Słomka trafił na obserwację do szpitala MSWiA w Warszawie. Biegli potwierdzili: w chwili czynu miał całkowicie zniesioną poczytalność. Nie rozumiał, że zabija. Myślał, że odprawia egzorcyzm nad wsią. Sąd odstąpił od kary więzienia. Zastosował środek zabezpieczający: przymusowe leczenie w szpitalu psychiatrycznym w Morawicy.
Słomka nie chciał się leczyć także tam. Co robił w izolatce? Modlił się. I planował.
Stara Słupia. Śmierć kata. Czy to koniec?
Jesienią 1992 roku pielęgniarka w Morawicy wchodzi na wieczorny obchód do celi Mieczysława Słomki. Ma 49 lat, do 50. urodzin brakuje miesiąca.
Wisi. Użył prześcieradła. Zrobił to, czego nie zrobił żaden sąd – wykonał wyrok sam na sobie.
W aktach odnotowano: przyczyna zgonu – samobójstwo przez powieszenie. Bez komentarza. Bez echa.
Wieś Stara Słupia odetchnęła z ulgą. Ale pytania pozostały.
Dlaczego nikt nie zareagował, gdy Słomka wcześniej groził sąsiadom?
Dlaczego szpital wypuścił go bez skutecznego nadzoru?
Dla kogo były dwa puste doły?
***
„Echo Dnia” pisało wówczas gorzko: „Obwiniano wszystkich, którzy wiedzieli o chorobie mężczyzny – urzędników, policjantów, rodzinę, ale przede wszystkim lekarzy.”
Stara Słupia. Po latach: niewygodna pamięć
Sprawa ukrzyżowania w Starej Słupi zniknęła z przestrzeni publicznej niemal natychmiast. W stanie wojennym nie było miejsca na sensacje. Artykuł Zbigniewa Nosala w kieleckich „Przemianach” (lipiec-sierpień 1983) to jedno z niewielu dogłębnych świadectw tamtych dni. Dziś – dostępne w Świętokrzyskiej Bibliotece Cyfrowej. Dla chcących pamiętać.
W Wikipedii Starej Słupi sprawa zajmuje dwa zdania. W zbiorowej pamięci – jedno. „Ten stukot od krzyża” – mówi starszy mieszkaniec, który prosi o anonimowość. – „Do dziś, jak wiatr z Łysej Góry, to mi się zdaje, że słyszę, jak ten krzyż skrzypi. A na nim on. Z oczami otwartymi w słońce.”
Dziś w miejscu, gdzie stał krzyż, rośnie pszenica. Dom Słomki stoi pusty. Okna zabite deskami – na krzyż.
A w archiwach prokuratury, w teczce z napisem „Słomka Mieczysław – ukrzyżowanie”, spoczywa nierozwiązana zagadka dwóch pustych dołów.
Czy tamci sąsiedzi wiedzą, że to oni mieli być następni? Czy choć raz im się śnił biały krzyż?
Nie pytajcie. W Starej Słupi nie rozmawia się o tym.
Bibliografia (wybór):
Nosal Z., Człowiek ukrzyżowany, „Przemiany” 1983, nr 7 (lipiec).
Nosal Z., Kto tego nie widział, niczego nie widział, „Przemiany” 1983, nr 8 (sierpień).
Morderca chorował, ale nie chciał się leczyć. Ciało ofiary powiesił na krzyżu, Medonet, 17.11.2024.
Ukrzyżowanie w Starej Słupi w 1983 roku, blog Spatium Arcanum, 26.02.2023.
Piotrowski M., Piekło tej ziemi: zapisy zbrodni i afer, wyd. własne, 1987.
Strzelec R., Zabójstwo w Starej Słupi, „Super Express” (wyd. kieleckie), 1.03.2023.