Sunrise Festival 2026: Nierozwiązana zagadka sprzed 16 lat

Miała przed sobą jeszcze dwa dni wakacyjnej zabawy. Razem z mężem i grupą znajomych przyjechała do Kołobrzegu na Sunrise Festival – imprezę, która co roku przyciągała tysiące miłośników muzyki elektronicznej z całej Polski. Nikt nie przypuszczał, że noc z 23 na 24 lipca 2010 roku zakończy się jedną z najbardziej tajemniczych i brutalnych zbrodni na Pomorzu Zachodnim. Monika, 34-letnia mieszkanka Grójca, wyszła z terenu festiwalu o własnych siłach. Do wynajętej kwatery nigdy jednak nie dotarła.

Był piątkowy wieczór, pierwszy dzień festiwalu. Zabawa trwała do białego rana, a nad dawnym lotniskiem w Podczelu rozbrzmiewała muzyka. Około godziny trzeciej nad ranem Monika poczuła się źle. Nie chciała przerywać zabawy pozostałym, dlatego postanowiła sama wrócić do miejsca noclegu. Wysłała znajomym wiadomość SMS, informując, że opuszcza festiwal i idzie na kwaterę. Była przekonana, że za kilkanaście minut będzie już bezpieczna.

Według ustaleń śledczych kobieta szła ulicą Fredry w kierunku ulicy Myśliwskiej. Gdzieś na tej trasie spotkała człowieka, który odebrał jej życie. Do dziś nie wiadomo, gdzie doszło do pierwszego kontaktu ani czy sprawca wybrał ją przypadkowo, czy wcześniej obserwował swoją ofiarę. Policja od początku rozważała różne motywy zbrodni, między innymi rabunkowy i seksualny, jednak żadnego nie udało się jednoznacznie potwierdzić.

Wszystko wskazuje na to, że Monika rozpaczliwie walczyła o życie. Uciekała przez podmokły teren w pobliżu rowu melioracyjnego. Była szarpana i bita, próbowała wyrwać się napastnikowi, a jej krzyk – jak później oceniali śledczy – musiał być przerażający. Tamtej nocy nikt jednak nie przyszedł jej z pomocą. W okolicy trwał festiwal, z oddali dochodziła głośna muzyka, a dodatkowo nad Kołobrzegiem przeszła gwałtowna burza z ulewnym deszczem i silnym wiatrem. Mieszkańcy wspominali później, że pogoda skutecznie zagłuszała wszelkie odgłosy, a intensywne opady częściowo zatarły ślady pozostawione przez sprawcę. Nie bez znaczenia był również fakt, że miejsce, w którym doszło do tragedii, było słabo oświetlone. Latarnie pojawiły się tam dopiero kilka miesięcy po zabójstwie.

Znajomi początkowo sądzili, że Monika szczęśliwie dotarła do kwatery. Dopiero gdy przestała odbierać telefon i nie odpowiadała na wiadomości, zaczęli jej szukać. W końcu powiadomili policję. Przed południem 24 lipca ciało kobiety odnalazł przypadkowy mężczyzna spacerujący z psem. Leżało w rowie melioracyjnym w pobliżu ulicy Kupieckiej.

Wyniki sekcji zwłok wstrząsnęły nawet doświadczonymi śledczymi. Biegły stwierdził trzy przyczyny śmierci: rozległe obrażenia twarzoczaszki i mózgoczaszki, uduszenie oraz utonięcie. Oznaczało to, że kiedy Monika znalazła się w wodzie, wciąż dawała oznaki życia. Jak mówił później rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, mechanizm śmierci był wyjątkowo brutalny. Badania wykazały również, że kobieta była trzeźwa i nie znajdowała się pod wpływem narkotyków.

Choć ciało odnaleziono bez ubrania, sekcja zwłok wykluczyła gwałt. Zniknęły natomiast telefon komórkowy, buty i kolczyki. To tylko pogłębiło zagadkę. Czy sprawca chciał upozorować motyw seksualny? A może zabrał rzeczy należące do ofiary, by zatrzeć ślady lub utrudnić śledztwo? Odpowiedzi na te pytania nigdy nie znaleziono.

Dochodzenie prowadzone przez policję należało do największych w regionie. Funkcjonariusze ustalili dane około trzech tysięcy uczestników festiwalu, którzy kupili bilety przez internet. Przesłuchano dziesiątki świadków i sprawdzono setki informacji napływających od mieszkańców. Nie brakowało także fałszywych tropów. Głośno było o wpisie internauty ukrywającego się pod pseudonimem „Luki”, który twierdził, że słyszał rozmowę osoby przyznającej się do zabójstwa. Po sprawdzeniu okazało się, że była to jedynie okrutna mistyfikacja. Równie bezowocny okazał się trop dotyczący mężczyzny, którego rzekomo widziano na jednym z campingów ubrudzonego błotem i krwią.

Mimo upływu lat śledztwo nie doprowadziło do zatrzymania sprawcy. Sprawa była przypominana w programie „Magazyn Kryminalny 997”, a policja publikowała portret pamięciowy mężczyzny, który mógł być ważnym świadkiem wydarzeń z tamtej nocy. Nie przyniosło to jednak przełomu.

Od zabójstwa Moniki minęło już szesnaście lat. Człowiek, który zaatakował 34-letnią kobietę wracającą z festiwalu, wciąż pozostaje nieznany. Jedna letnia noc odebrała życie młodej kobiecie, a jej bliskim – poczucie sprawiedliwości. I choć od tamtych wydarzeń minęło wiele czasu, pytanie pozostaje wciąż aktualne: kto i dlaczego zamordował Monikę?

Więcej na ten temat pisaliśmy TUTAJ