Szef zabił pracownika wózkiem widłowym

Sędzia Andrzej Haliński zwrócił uwagę, że dowodów w sprawie było bardzo dużo. W tym dowód o szczególnym znaczeniu — zapis z monitoringu z dwóch ujęć, a także zapis poprzedzający.

— Taki dowód ma szczególnie istotne znacznie dla rozstrzygnięcia sprawy. Z uwagi na swój obiektywny charakter i na to, że na jego podstawie można ocenić, jak dokładnie przebiegało przedmiotowe zdarzenie — uzasadnił sędzia Haliński.

Sąd wskazał, że zeznania świadków oraz wyjaśnienia oskarżonego z tego względu podlegały ocenie ich zgodności z zapisem z monitoringu. — Dowód z tego zapisu był takim fundamentem rozstrzygnięcia w niniejszej sprawie, a wszystkie pozostałe dowody były oceniane z uwzględnieniem tego, co z tego zapisu wynika — zaznaczył.

Sędzia opisał, że sam przebieg zdarzenia i jego skutki nie budzą większej wątpliwości. Na zapisie monitoringu widać wcześniejszą jazdę wózkiem przez oskarżonego i wożenie rur. Wynika z niego, że jeździł w linii prostej, a zmiana kierunku nastąpiła podczas najechania wózkiem widłowym na pokrzywdzonego. W ocenie sądu Dariusz K. celowo najechał na pokrzywdzonego podczas cofania.

Do zdarzenia doszło 15 kwietnia 2024 r., gdy 37-letni były pracownik przyszedł odebrać zaległą wypłatę na tereny stoczniowe w Gdańsku. Dariusz K. miał manewrować wózkiem widłowym w sposób nieprzypadkowy, przyciskając mężczyznę do konstrukcji hali, co skutkowało jego śmiercią.

Prokuratura oskarżyła Dariusza K. o zabójstwo. Mężczyzna podczas przesłuchania nie przyznał się do winy, sugerując, że śmierć pracownika była wynikiem nieszczęśliwego wypadku, a nie celowego działania. Prokuratura żądała 15 lat więzienia, a obrońcy — uniewinnienia.

Wyrok jest nieprawomocny. Po ogłoszeniu orzeczenia sąd przedłużył oskarżonemu areszt o kolejne trzy miesiące i nie zgodził się na kaucję oraz wolnościowe środki zapobiegawcze.

Źródło: wiadomosci.onet.pl