Tadeusz Kwaśniak bardziej znany jest jako „Ręcznikowy Dusiciel”. Tak nazwały go media na początku lat 90. ubiegłego stulecia. Ma na sumieniu pięciu chłopców, zamordowanych w ciągu zaledwie roku na terenie całego kraju. Jego narzędziem był zwykły ręcznik, a podpisem – słowo, które przez długie miesiące napawało strachem rodziców: „Zemsta”.
Późny wieczór, 22 kwietnia 1991 roku. Poznańskie osiedle Rusa. Na jednej z bocznych uliczek, w świetle zachodzącego słońca, kilku mężczyzn w cywilnych ubraniach otacza sylwetkę wysokiego bruneta. W ręku trzyma charakterystyczną brązową dyplomatkę. Przez chwilę stoi nieruchomo, jakby nie do końca rozumiał, co się dzieje. Spokojnie poddaje się kontroli. Jest elegancki, schludny – niczym urzędnik wracający z pracy. Nikt, kto minąłby go na ulicy, nie pomyślałby, że ma przed sobą jednego z najbardziej poszukiwanych morderców w Polsce.
Nazywa się Tadeusz Kwaśniak. Telewizja i gazety nazywają go już „Ręcznikowym Dusicielem”. Ma na sumieniu pięciu chłopców, zamordowanych w ciągu zaledwie roku na terenie całego kraju. Jego narzędziem był zwykły ręcznik, a podpisem – słowo, które przez długie miesiące napawało strachem rodziców: „Zemsta”.
Kim był człowiek, który dla niejasnych pobudek odbierał życie dzieciom? I jak udało się go powstrzymać, zanim znowu zaatakował?
Tadeusz Kwaśniak: „Mam list od twojego taty”.
Wiosna 1990 roku. Polska wchodzi w nową erę, ale na ulicach wciąż czuć szarość peerelowskich blokowisk. To w nich Tadeusz Kwaśniak czuł się najlepiej.
Był mistrzem podstępu. Jego metoda była perfidnie prosta. Zaczepiał chłopców na klatkach schodowych lub przed blokami, podając się za znajomego ich ojców. Mówił, że musi odebrać z mieszkania list lub kopertę. Dzieci, wychowane w poczuciu zaufania do dorosłych, często wpuszczały go do środka. Tam, w zaciszu domowego mieszkania, Kwaśniak w jednej chwili zmieniał się w bestię.
Pierwszy atak, 20 kwietnia 1990 roku w Bytomiu, mógł skończyć się tragedią. 10-letni Marcinek, nabrany na „numer z kopertą”, wpuścił mężczyznę do mieszkania. Kwaśniak chwycił znaleziony w kuchni ręcznik i zaczął dusić chłopca. Był brutalny, ale nieostrożny. Stracił czujność, gdy dziecko, tracąc przytomność, znieruchomiało. Myśląc, że chłopiec nie żyje, przeszukał mieszkanie, zabierając pieniądze i biżuterię, i wyszedł. Marcinek przeżył, udając martwego. Gdy tylko oprawca zniknął, zerwał się i pobiegł do rodziców.
Policja szukała sprawcy, ale Kwaśniak – 40-letni wówczas cieśla, który większość życia spędził w więzieniu – nie zamierzał się zatrzymać.
Tadeusz Kwaśniak. Krwawy szlak przez Polskę.
17 dni później, 7 maja, zaatakował w Radomiu. Tym razem ofiarą padł 10-letni Wojtek. Został uduszony ręcznikiem. Mieszkanie zostało ograbione.
Ta zbrodnia wstrząsnęła lokalną społecznością. Śledczy, chcąc szybko zamknąć sprawę, popełnili jednak błąd – zatrzymali i oskarżyli niesłusznego nastolatka, który wziął winę na siebie. Prawdziwy zabójca był na wolności.
24 maja we Wrocławiu Kwaśniak zaczepił 11-letniego Grzesia. W mieszkaniu udusił go ręcznikiem do utraty przytomności, zgwałcił, a potem okradł. Tym razem, zamiast uciekać w ciszy, zostawił kartkę: „Zemsta! Czekałem 14 lat”. Chłopiec, tak jak w Bytomiu, przeżył.
Następne tygodnie to już prawdziwy terror. 31 maja w Szczecinie zginął 9-letni Sebastian, przy ciele którego znaleziono kartkę z napisem „Zemsta wreszcie Z”. 6 czerwca w Kutnie Kwaśniak zamordował kolejnego chłopca, a na lustrze w łazience czerwoną szminką wypisał hasło „Zemsta”. 18 czerwca w Oławie zginął 9-letni Łukasz. W jego ustach znaleziono nasienie, a obok ciała – notatkę: „Nareszcie dokonałem oczekiwanej zemsty B”.
Ofiary były wybierane losowo. Łączyła je tylko płeć, wiek i bezradność wobec dorosłego mężczyzny, który zawsze miał w zanadrzu historyjkę o liście od taty.
Tadeusz Kwaśniak. Portret pamięciowy i policyjny pościg.
Zabójca był nieuchwytny. Przenosił się z miasta do miasta, nigdzie nie zostając na dłużej. Miał na swoim koncie nie tylko zabójstwa, ale dziesiątki kradzieży – od Słupska po Lublin. Wszędzie stosował ten sam schemat: zdobywał zaufanie, dusił, okradał.
Przełom nastąpił na początku 1991 roku. 26 lutego w Poznaniu, na Osiedlu Piastowskim, zginął 12-letni Krzyś. Jego ciało z ręcznikiem zaciśniętym na szyi znalazł ojciec. Tym razem policyjna maszyna zaczęła pracować na najwyższych obrotach. Sprawie nadano kryptonim „Zemsta”. Włączono do niej Biuro Kryminalne Komendy Głównej i prokuraturę z całej Polski. Ponad 350 policjantów i 40 prokuratorów tropiło mordercę.
Do akcji wkroczyli eksperci. Na podstawie zeznań świadków powstał portret pamięciowy: mężczyzna około 40 lat, wzrost ok. 175 cm, ciemne włosy, charakterystycznie wystające kości żuchwy, wąsy. Wyróżniał się eleganckim ubiorem i brązową dyplomatką, w której – jak się później okazało – nosił bieliznę, ręczniki i sztućce.
Telewizyjny program „997” wyemitował rekonstrukcję zbrodni, pokazując milionom Polaków twarz zabójcy. Rozpoczęło się największe polowanie w historii polskiej kryminalistyki. Za pomoc w ujęciu sprawcy wyznaczono nagrodę w wysokości 5 milionów złotych.
Ostatnia wiosna. Akcja na osiedlu Rusa.
Mimo ogromnej akcji informacyjnej Kwaśniak nie zwalniał. 7 marca zgwałcił chłopca we Wrocławiu. 18 kwietnia zaatakował w Sosnowcu. Ta ofiara przeżyła i dostarczyła policji najświeższy rysopis sprawcy, zwracając uwagę na jego białe adidasy i dyplomatkę.
22 kwietnia 1991 roku, Poznań. Dyrekcja Szkoły Podstawowej nr 6 na osiedlu Rusa odebrała sygnał od uczniów. Mężczyzna pasujący do portretu pamięciowego zaczepiał dzieci idące do szkoły. Niedługo później zgłosiła się również kobieta spacerująca po osiedlu. Policja zareagowała błyskawicznie.
Kwaśniak kręcił się w pobliżu szkoły i parku. Został zatrzymany bez walki. W jego dyplomatce znaleziono ręczniki – narzędzia zbrodni. W areszcie początkowo udawał zaskoczonego, po kilku godzinach zaczął szlochać, a potem szczegółowo przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów.
Zeznał, że zabił pięciu chłopców w Radomiu, Szczecinie, Kutnie, Oławie i Poznaniu, a także usiłował zabić w Bytomiu i Wrocławiu. Przyznał się do gwałtów i kilkudziesięciu kradzieży. Nigdy jednak nie wyjawił, co tak naprawdę oznaczało słowo „Zemsta”.
Tadeusz Kwaśniak. Nierozwiązana zagadka „Zemsty”.
Czym była ta „Zemsta”, którą wypisywał na kartkach i lustrach? Dlaczego kazał ofiarom – często w ostatnich chwilach życia – gryzmolić to słowo własnymi rękami? To pytanie do dziś pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi.
Kwaśniak był osobą głęboko zaburzoną. Miał za sobą wyrok za czyny lubieżne wobec małych dziewczynek, w więzieniu spędził 12 lat. Podczas przesłuchań mówił o nieszczęśliwym dzieciństwie i surowym ojcu, który go bił i poniżał. Dla psychologów analizujących jego przypadek, zemsta na dzieciach była przeniesieniem nienawiści, jaką żywił do ojca, na niewinne ofiary. Zabijając chłopców, „grał rolę ojca”, który znęca się nad bezbronnym dzieckiem.
Prawda o motywie Kwaśniaka umarła wraz z nim. 24 lipca 1991 roku, trzy miesiące po zatrzymaniu, Tadeusz Kwaśniak został znaleziony martwy w swojej celi w poznańskim areszcie. Powiesił się na elastycznym bandażu. W związku z jego śmiercią śledztwo zostało umorzone. Został pochowany na cmentarzu Miłostowo w Poznaniu.
Sprawa „Ręcznikowego Dusiciela” wstrząsnęła Polską początku lat 90. Pokazała, że seryjny morderca, poruszający się między blokowiskami, może być dosłownie wszędzie – schludnym, eleganckim mężczyzną z aktówką, który potrafi mówić o zemście, której nie ma. Do dziś mieszkańcy poznańskiego osiedla Rusa pamiętają ten poranek, gdy na ulicę wyjechały radiowozy, a w dyplomatce zatrzymanego mężczyzny znaleziono zwinięte, zabójcze ręczniki.