Tragedia rodzinna. Adrian był u nich taką czarną owcą. Od dłuższego czasu nigdzie nie pracował, lubił natomiast się napić. Po alkoholu zdarzało mu się wszczynać awantury, czego pozostali domownicy nie tolerowali i zwracali mu uwagę. Obiecywał poprawę, ale nie dotrzymywał słowa.
Mówi się, że kto śpi, ten nie grzeszy. Jednak w pewnych okolicznościach sen jest absolutnie niedopuszczalny, może stanowić naruszenie obowiązującego prawa. Konsekwencją niefrasobliwej drzemki funkcjonariuszy Służby Więziennej w czasie pełnionego dyżuru była ucieczka ze szpitala psychiatrycznego mężczyzny podejrzewanego o poważne przestępstwo. W szpitalu przebywał na obserwacji.
Zbieg ukrywał się przez 9 dni. Szukało go kilkuset policjantów. Użyto psów tropiących i dronów. Ludzie, zamieszkali w rejonach, gdzie przypuszczalnie przebywał przestępca, żyli w ogromnym napięciu. Zakrojona na szeroką skalę policyjna akcja, która pochłonęła mnóstwo środków i energii, zakończyła się schwytaniem podejrzanego. Trafił pod klucz, natomiast nieodpowiedzialni strażnicy usłyszeli zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych. Ich zwierzchnik został odwołany z zajmowanego stanowiska.
Krwawo zakończona awantura
W policyjnych statystykach powiat biłgorajski nie należy do szczególnie niebezpiecznych obszarów. Jednakże liczby sobie, a życie sobie. Latem 2024 roku, w ciągu jednego dnia doszło tam do dwóch zbrodni. W Biłgoraju lokalny przedsiębiorca zamordował w brutalny sposób żonę, a potem, w udaremnionym przez służby zamiarze samobójczym, odkręcił zawór gazu. Drugi krwawo zakończony konflikt rodzinny miał miejsce w miejscowości Zagumnie, pod Biłgorajem.
3 lipca 2024 roku, Komenda Powiatowa Policji w Biłgoraju, we wczesnych godzinach porannych, została zawiadomiona o odnalezieniu w jednym z pomieszczeń w należącej do rodziny C. nieruchomości w Zagumnie nieprzytomnego mężczyzny. Jego obrażenia wskazywały na dotkliwe pobicie. Informacja pochodziła od załogi karetki pogotowia, która została wezwana przez członków rodziny pokrzywdzonego.
Tragedia rodzinna
Funkcjonariusze udali się pod wskazany adres. Zagumnie to licząca kilkadziesiąt gospodarstw wieś w centralnej części powiatu biłgorajskiego. Radiowóz zatrzymał się przy zadbanym piętrowym domu ze spadzistym dachem, zamieszkanym przez wieloosobową rodzinę. Od drogi obszerną posesję oddzielało solidne ogrodzenie oraz rząd wysokich tui. Policjanci po wejściu do mieszkania napotkali ratowników medycznych udzielających pomocy starszemu mężczyźnie leżącemu w jednym z pomieszczeń. Trudno było nie zauważyć śladów pobicia na jego ciele. 65-letni Tadeusz C. w ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala w Biłgoraju. Obrażenia, jakich doznał, dobrze nie rokowały.
Na tym nie koniec. Tadeusz C. i jego żona mieli trzech synów. Wszyscy mieszkali z rodzicami. Najstarszy, 45-letni Zbigniew C., został znaleziony w trakcie czynności policyjnych w innym pomieszczeniu. Mężczyzna miał podobne obrażenia do tych odniesionych przez jego ojca. Niestety, nie można mu było w żaden sposób pomóc, ponieważ był już martwy.
Tragedia rodzinna
Z informacji udzielonych policji przez przebywających w mieszkaniu domowników wynikało, że w nocy doszło do ostrej sprzeczki między Zbigniewem C., a jego najmłodszym bratem, 34-letnim Adrianem, który zachowywał się agresywnie. Awantura przerodziła się w bójkę. Młodszy z mężczyzn chwycił siekierę i zaatakował nią brata. Zmasakrował mu głowę.
– Potem rzucił się na ojca i też go pobił. Gdy z nim skończył, wyszedł z domu – zeznali domownicy.
– Gdzie mógł pójść? – spytali policjanci.
– Tego nie wiemy, ale raczej nigdzie daleko nie uciekł, bo był bardzo pijany.
Policjanci i prokuratorzy przeprowadzili oględziny, miejsca zdarzenia, zabezpieczone zostały dowody nieosobowe, przesłuchano świadków. W sprawie wszczęto śledztwo w kierunku zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Na terenie gospodarstwa ekipa dochodzeniowa znalazła i zabezpieczyła siekierę. Znajdowała się na niej krew. Wszczęto również poszukiwania Adriana C. Ale nie szukano go zbyt długo. Pierwszy bowiem skontaktował się z policją.
To ja zabiłem…
Mężczyzna zabrał z domu telefon. Ale nie swój, bo takowego nie miał. Wziął komórkę Zbigniewa. I z tego telefonu zadzwonił na numer alarmowy policji.
– Tu Adrian C. To ja zabiłem brata i pobiłem ojca. Wcześniej się kłóciliśmy. Jeśli mnie szukacie, to jestem niedaleko stacji benzynowej – powiedział i rozłączył się.
Funkcjonariusze podjechali tam. W odległości kilkudziesięciu metrów od stacji paliw dostrzegli szczupłego blondyna. Z kieszeni wystawała mu butelka wódki. Adrian C. zachowywał się spokojnie, nie stawiał oporu podczas zatrzymania. Trafił do policyjnego aresztu. Jednak z uwagi na to, że był pijany – miał w organizmie ponad 2,5 promila alkoholu – dopiero następnego dnia, kiedy wytrzeźwiał, można było wykonywać czynności procesowe z jego udziałem.
Tragedia rodzinna
4 lipca 2024 roku Prokuratura Rejonowa w Biłgoraju postawiła Adrianowi C. zarzut zabójstwa brata i ciężkiego pobicia ojca. Wystąpiono z wnioskiem o zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Wniosek ten został uwzględniony przez Sąd Rejonowy w Biłgoraju i podejrzany trafił za kratki na 3 miesiące od daty zatrzymania.
Ojca mi szkoda, bratu się należało…
W śledztwie ustalono, że Adrian C. był ostatnio skonfliktowany z rodziną, najbardziej ze Zbigniewem C. Często dochodziło między nimi do ostrych spięć.
Tadeusz C., mimo wieku emerytalnego, nadal robił wszystko w gospodarstwie, a wiadomo, że nie jest to lekka robota. Zbigniew także już nie młodzieniaszek, pracował w jednej z biłgorajskich piekarni, codziennie w piątek, świątek dojeżdżał do pracy i jeszcze pomagał rodzicom. Średni brat, który jako jedyny z ich trójki ożenił się, też sam się utrzymywał.
Tragedia rodzinna
– Natomiast Adrian był u nich taką czarną owcą. Od dłuższego czasu nigdzie nie pracował, lubił natomiast się napić. Po alkoholu zdarzało mu się wszczynać awantury, czego pozostali domownicy nie tolerowali i zwracali mu uwagę. Obiecywał poprawę, ale nie dotrzymywał słowa – mówią miejscowi.
Adrian C. czasami przyjeżdżał do piekarni, w której pracował jego starszy brat. Wywoływał go na zewnątrz, siadywali na murku, młodszy z braci nieraz popijał piwo. Zatrudnieni w piekarni nie zauważyli, aby w trakcie tych krótkich spotkań bracia się kłócili. Rozmawiali spokojnie, bez agresji. Zdarzało się, że Zbigniew dawał Adrianowi jakieś pieniądze. Nie wydawało się, żeby byli do siebie szczególnie wrogo nastawieni. Jednak między braćmi musiało mocno ostatnio iskrzyć. Świadczą o tym między innymi słowa wypowiedziane przez podejrzanego, po tym jak usłyszał zarzuty. Stwierdził, że bratu się należało, natomiast ojca trochę mu żal.
Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa 8/2025 (tekst Mariusza Gadomskiego pt. Zbrodnia, ucieczka i mroczny sen). Cały numer do kupienia TUTAJ.