Vlado Taneski był szanowanym dziennikarzem, który przez lata opisywał zbrodnie wstrząsające małym miasteczkiem. Pisał o bestii, gwałcicielu i mordercy starszych kobiet. Policja długo nie mogła go złapać, bo… nikt nie pomyślał, żeby spojrzeć w lustro. Jak to możliwe, że „Potwór z Kiczewa” dyktował policji, gdzie szukać dowodów? I dlaczego jego ostatni artykuł stał się jego własnym wyrokiem?
Historia, którą za chwilę przeczytacie, wydarzyła się naprawdę, ale gdyby opowiedział ją ktoś w barze, pewnie uznano by go za kłamcę. Bo jak uwierzyć, że cichy, stateczny facet po pięćdziesiątce, który od ponad dwudziestu lat pisze do gazet o edukacji i lokalnych uroczystościach, pewnego dnia okazuje się bestią? Bestią, która gwałci i morduje starsze kobiety, a potem z zimną krwią zasiada przed komputerem, by opisać te zbrodnie jako pierwszy, z detalami, które znać mógł tylko morderca?
To nie jest fikcja. To opowieść o Vlado Taneskim, dziennikarzu, który stał się „Potworem z Kiczewa” .
Vlado Taneski: „Wiedział za dużo”
Nikt nie zwracał na niego uwagi. W redakcjach skopijskiej „Novej Makedoniji” i „Utrinskiego Vesnika” uchodził za solidnego fachowca z prowincji. Cichy, schludny, zawsze służył pomocą. W Kiczewie, niewielkim miasteczku liczącym 20 tysięcy mieszkańców, Vlado Taneski był po prostu sąsiadem, mężem, ojcem .
Zaczął pisać o morderstwach, które wstrząsnęły miasteczkiem, gdy w styczniu 2005 roku znaleziono ciało Mitry Simjanoskiej. 64-letnia sprzątaczka zaginęła dwa miesiące wcześniej. Jej nagie, brutalnie pobite i uduszone ciało, owinięte w plastikową torbę, odkryto na wysypisku śmieci za miastem .
Taneski opisał tę sprawę ze szczegółami, które zadziwiały kolegów po fachu. Miał swoje źródła, mówili. Znał kogoś w prokuraturze, dodawali. Sprawa szybko znalazła winnych – dwóch miejscowych przestępców skazano na dożywocie, choć śladów ich DNA na ciele ofiary nie było .
Potem, w lutym 2008, znaleziono Ljubicę Licoską (56 lat) . Kilka miesięcy później, w maju, Żivanę Temelkowską (65 lat) . Schemat był ten sam: sprzątaczki, samotne, biedne, po pięćdziesiątce, znikające bez śladu. Odnajdywano je po tygodniach, nagie, ze śladami bestialskiego gwałtu, pobite i uduszone. Zawsze były zapakowane w foliowe worki .
On zawsze był pierwszy!
I za każdym razem Vlado Taneski był pierwszy. To on opisał, że zabójca wiązał ofiary kablem telefonicznym – i ten sam kabel zostawiał na miejscu zbrodni. Informację tę znać mógł tylko morderca, bo policja celowo nie ujawniała jej opinii publicznej . To on, już po morderstwie Ljubicy, szczegółowo zrelacjonował, jak napastnik mógł dostać się do jej domu, opisał otwarte okno, zapaloną lampę, a nawet cios nożem w klatkę piersiową . Gdy w maju 2008 znaleziono trzecią ofiarę, Taneski nie miał wątpliwości: w swoim artykule nadał zbrodniarzowi imię. Nazwał go „Potworem z Kiczewa” .
– Czytaliśmy jego teksty i zaczęliśmy podejrzewać – mówił później Ivo Kotevski, rzecznik policji. – Po prostu wiedział za dużo .
Śledczy zaczęli analizować doniesienia Taneskiego i tworzyć profil sprawcy. Wiedzieli, że musi być dorosłym, silnym mężczyzną, mieszkającym w okolicy, znającym ofiary. Psychologowie dodali, że prawdopodobnie sam był w dzieciństwie krzywdzony . Wszystko wskazywało na kogoś, kogo znali… Tymczasem Vlado pisał kolejne artykuły, w których głośno domagał się od policji skuteczniejszego śledztwa i krytykował ją za „wrobienie niewinnych ludzi” w sprawę sprzed lat .
Vlado Taneski: Idealne małżeństwo i demony przeszłości
Kim był człowiek, który przez lata mógł uchodzić za wzór cnót? Vlado Taneski urodził się w 1952 roku w Kiczewie. Jego dzieciństwa nie można nazwać szczęśliwym. Matka była sprzątaczką, ojciec weteranem wojennym, a relacje w domu pełne były chłodu i dyscypliny. Z matką, Goricą, łączyła Vlada szczególnie trudna, pełna napięć więź .
Jako młody człowiek wyjechał studiować dziennikarstwo do Chorwacji. Gdy wrócił, poślubił Vesnę, studentkę prawa, która później została pierwszą panią mecenas w Kiczewie. Mieli dwójkę dzieci. Dla sąsiadów i znajomych tworzyli parę idealną .
– Mieliśmy idealne małżeństwo, wielu nam zazdrościło. Byłam z nim szczęśliwa – wspominała po latach Vesna. – Pamiętam go jako dobrego męża i jeszcze lepszego ojca .
Pod tą sielankową powierzchnią kłębiły się jednak demony. W 1990 roku ojciec Vlada popełnił samobójstwo . Dwanaście lat później, w 2002 roku, jego matka zmarła w wyniku przypadkowego przedawkowania leków . Taneski odziedziczył po niej dom. Wkrótce potem jego życie zaczęło się sypać. W 2003 roku stracił pracę w „Nova Makedonija”, a rok później jego żona otrzymała awans i wyprowadziła się do Skopje. Widywali się tylko w weekendy .
W tym czasie w Kiczewie zaczęły ginąć sprzątaczki. Wszystkie były biedne, niewykształcone, samotne. Wszystkie zajmowały się tym samym, czym przed laty zarabiała na życie matka Vlada Taneskiego. Co więcej, śledczy ustalili, że wszystkie ofiary znały osobiście jego matkę . Psychologowie snuli teorie, że mężczyzna mógł w bestialski sposób wyładowywać na nich swoją stłumioną, latami narastającą nienawiść do matki. „Potwór z Kiczewa” polował na kobiety, które mu ją przypominały .
Vlado Taneski: Rozwikłanie
Gdy policja włączyła Taneskiego do listy ponad stu podejrzanych, przełom nastąpił szybko. DNA pobrane od dziennikarza zgadzało się z próbkami nasienia zabezpieczonymi na ciałach ofiar . Funkcjonariusze przeszukali jego dom i letni domek na wsi. Znaleźli tam sadomasochistyczną literaturę, kolekcję lin i kabli idealnie pasujących do tych, którymi związano ofiary, oraz przedmioty należące do zamordowanych kobiet .
20 czerwca 2008 roku Vlado Taneski został aresztowany. Postawiono mu zarzuty zamordowania trzech kobiet. Podejrzewano go także o zabójstwo 78-letniej Goricy Pavleskiej, emerytowanej sprzątaczki, która zaginęła w 2003 roku . Jej ciała nigdy nie odnaleziono.
Wiadomość o aresztowaniu kolegi zmroziła redakcje. – Był miłym, wykształconym facetem, wydawał się zupełnie normalny – mówił Ognen Canwarewik, dziennikarz „Novej Makedoniji”. – Gdy zadzwoniła policja i powiedziała „twój dziennikarz jest mordercą”, nie mogłem uwierzyć własnym uszom .
Vlado Taneski: Śmierć za ścianą
Vlado Taneski trafił do aresztu śledczego w Tetowie 22 czerwca 2008 roku. Osadzono go w celi z dwoma innymi mężczyznami. Miał za sobą pierwsze przesłuchanie. Wszystko wskazywało na to, że czeka go proces, który na zawsze odmieni wizerunek Kiczewa.
Następnego dnia nad ranem strażnicy znaleźli go martwego. Jego głowa była zanurzona w plastikowym wiaderku z wodą . Śledczy nie mieli wątpliwości – to było samobójstwo. Pod poduszką znaleziono odręczną notatkę. Było na niej zaledwie pięć słów: „To nie ja popełniłem te morderstwa” .
Dwaj współwięźniowie, którzy dzielili z nim celę, podobno spali i nic nie słyszeli . Śledztwo umorzono. Sprawa „Potwora z Kiczewa” zakończyła się bez wyroku, bez zamknięcia dla rodzin ofiar.
Dla żony Vesny, która dzień przed śmiercią widziała go w areszcie, jego samobójstwo i cała sytuacja były koszmarem. – Powiedziałam mu, że mu wybaczam, pytałam, dlaczego mi nie powiedział, że ma problemy – wyznała w swojej wstrząsającej relacji. – Nie mogłam uwierzyć, że z człowiekiem, o którym tyle strasznego mówią, żyłam przez tyle lat. Sama mogłam być pierwszą ofiarą, ale nigdy niczego nie zauważyłam .
Vlado Taneski, który przez dwie dekady opisywał rzeczywistość, na koniec stał się autorem najgłośniejszej historii swojego życia. Historii, której nie mógł już dokończyć. Czy jego artykuły o „Potworze z Kiczewa” były sprytną grą mająca zmylić policję, czy może formą spowiedzi, wołaniem o pomoc, które sam przed sobą zagłuszał? Tego już się nie dowiemy.
Fot. pixabay.com