Wallace Souza, brazylijski prezenter telewizyjny, w swoim show „Canal Livre” pokazywał zwłoki, zanim na miejsce przyjechała policja. Widzowie myśleli, że ma świetne źródła. Prawda okazała się o wiele bardziej mroczna. Według śledczych Souza sam zlecał zabójstwa swoim ludziom, a potem wysyłał ekipę telewizyjną, by nagrała sensację. W jednym z odcinków podszedł do dymiącego ciała i skomentował: „Pachnie jak pieczeń”. Przez lata był nie tylko gwiazdą telewizji, ale też deputowanym. Aż do 2009 roku, gdy stracił immunitet i trafił do aresztu. Rok później zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy to największa zbrodnia, jaką kiedykolwiek popełniono dla popularności w mediach?
Manaus, 2008 rok. W samym sercu brazylijskiej Amazonii ekipa programu „Canal Livre” wyprzedzała policję na miejscu zbrodni tak często, że przypadkowi obserwatorzy mogliby pomyśleć, że to dziennikarze piszą scenariusz dla przestępców, a nie tylko go relacjonują. Z każdym kolejnym odcinkiem widzowie czuli narastający niepokój – jak to możliwe, że ta sama telewizyjna ekipa pojawia się na miejscu zdarzenia, zanim pojawią się na nim służby? Wkrótce okazało się, że ich przypuszczenia były bardziej przerażające, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić.
Z policyjnego wydziału na parlamentarne korytarze
Francisco Wallace Cavalcante de Souza nie był zwykłym dziennikarzem. Urodzony 12 sierpnia 1958 roku w Manaus, swoje życie rozpoczął od policyjnej służby. Wykształcił się w akademii oficerskiej, ale wkrótce znalazł się poza prawem – został wyrzucony z policji po tym, jak przyłapano go na defraudacji paliwa.
Nie zamierzał jednak znikać z życia publicznego. Wykorzystał swoje znajomości i doświadczenia ze służb, by postawić wszystko na jedną kartę – telewizję. W 1996 roku na antenie lokalnej stacji TV Rio Negro (obecnie TV Bandeirantes Amazonas) zadebiutował program „Canal Livre”. Był to codzienny koktajl sensacji, brutalności i chałupniczej sprawiedliwości, który szybko podbił serca 1,7 miliona mieszkańców stolicy stanu Amazonas.
Manaus w tamtych latach tonęło w coraz większej fali przestępczości związanej z handlem narkotykami. Widzowie byli przerażeni, ale nie mogli oderwać wzroku od ekranów. Souza doskonale to wyczuł. Nie tylko pokazywał zwłoki, zanim zdążyła je zabrać karetka pogotowia, ale też odgrywał przed kamerą swój autorski show. Na jego cotygodniowej liście prenumerat znajdowały się między innymi konfrontacje z przestępcami, podczas których nie unikał oskarżania ich na żywo: – Zabiłeś człowieka na oczach dziecka – mówił z emfazą. Był jednocześnie prezenterem, policjantem i „obrońcą ludu”.
***
Popularność programu była tak ogromna, że Wallace Souza postanowił przenieść swój autorytet z ekranu telewizora na scenę polityczną. Wykorzystując swoje medialne wpływy, został wybrany na deputowanego stanowego trzykrotnie – w latach 1998, 2002 i 2006 – uzyskując za każdym razem jedną z najwyższych liczb głosów w całym Amazonas. Z czystym sumieniem łączył pracę w studio z zasiadaniem w legislaturze, a jego hasztag brzmiał mniej więcej tak: walczę z przestępczością.
„Canal Livre zawsze był prowadzony z powagą i odpowiedzialnością i przynosił polityczne rezultaty”
– powiedział w wywiadzie, gdy pytano go o to, jak pogodził obie role.
Nawet po tym, jak został wybrany na parlamentarnego rzecznika praw obywatelskich w 2003 roku, nic nie wskazywało na to, że w jego życiu nadchodzi czas rozliczeń. A jednak.
Gdy kamera nagrywa, zanim pojawi się policja
Wszystko zaczęło się od drobnego spostrzeżenia. Widzowie zaczęli zauważać niepokojący wzór. Ekipa „Canal Livre” nie tylko bywała na miejscu zabójstwa przed funkcjonariuszami – ona bywała tam zawsze jako pierwsza. W mieście, w którym w latach 2000. handel narkotykami i przemoc stanowiły codzienność, takie wyprzedzanie było nie tyle dziennikarskim Instynktem, co statystyczną niemożliwością.
Prawda miała wyjść na jaw w 2008 roku, gdy miało miejsce zdarzenie, które wstrząsnęło widzami i ostatecznie uruchomiło lawinę policyjnych działań. W lesie na obrzeżach Manaus zostało odnalezione zwęglone ciało mężczyzny, którego Souza publicznie określił mianem dilera. I choć lokacji w głębi dżungli nie sposób było znaleźć bez odpowiednich wskazówek, kamera programu „Canal Livre” zarejestrowała makabryczny obraz ciała jeszcze przed przybyciem policji. Co więcej, prezenter podszedł do rozkładających się zwłok, zakrył nos kołnierzykiem i z nonszalancką uwagą skomentował: „Pachnie jak pieczeń”. I dodał: „Oto ciało, jeszcze dymi. To mężczyzna”.
Reportaż był tak drastyczny i tak absurdalnie bogaty w szczegóły, że władze uznały, iż coś jest nie tak. W grudniu 2008 roku rozpoczęło się formalne śledztwo.
***
Wkrótce do zespołu śledczego trafił kluczowy świadek: Moacir Jorge da Costa, pseudonim „Moa”. Były sierżant policji wojskowej, który do niedawna pełnił funkcję ochroniarza Souzy. Zatrzymany pod zarzutem popełnienia co najmniej dziewięciu morderstw, Moacir postanowił pomówić swoich wspólników w zamian za łagodniejszy wymiar kary. Jego zeznania były miażdżące: to właśnie Wallace Souza i jego syn Rafael mieli być mózgami operacji, podczas gdy Moa i inni byli tylko wykonawcami.
– Proszę pana, ta osoba miała zabijać na zlecenie – relacjonowali policjanci. – A wszystko po to, by później ekipa telewizyjna mogła nagrać materiał.
Według słów Moacira, Souza miał nawet stać za konkretnymi zabójstwami, które następnie transmitowano w jego programie.
Morderca dwóch światów: rywalizacja na rynku narkotyków oraz walka o rating
Policyjny obraz przestępstwa, który wyłonił się w trakcie śledztwa, był przerażająco logiczny. Wallace Souza nie tylko eliminował swoich wrogów w wojnach narkotykowych. On tworzył przy okazji – treść, która napędzała jego program do rekordowych wyników oglądalności.
– Zidentyfikowano, że przestępstwa były popełniane po to, by zyskać uwagę dla programu – oświadczył na konferencji prasowej Thomaz Augusto Corrêa Vasconcelos, sekretarz ds. wywiadu stanu Amazonas.
Dochodzenie ujawniło makabryczny model biznesowy. Souza i jego ludzie mieli zlecać zabójstwa rywali ze środowiska narkotykowego lub przypadkowych ofiar, po czym sam Souza informował własną ekipę telewizyjną, by ta zdobyła ekskluzywne ujęcia. W ten sposób zabójcy stawali się jednocześnie bohaterami taśmy i źródłem materiału do programu. Proceder opisywano w mediach jako „morderstwa dla ratingu”.
– To nieprawda. Zostałem wrobiony przez dawnych wrogów, którzy nie chcieli, bym za długo pokazywał ich zbrodnie – powtarzał Souza w swoich wystąpieniach, gdy zarzuty stały się publiczne.
Śledczy nie dali się jednak zwieść tej narracji. W domu Souzy znaleziono materiały, które wskazywały na jego bezpośredni związek z mafią. Karabiny szturmowe, amunicję, a nawet pociski wydobyte z miejsc zbrodni. W sejfie polityka odkryto gotówkę w wysokości równowartości 100 tysięcy euro i 15 tysięcy dolarów amerykańskich, co dodatkowo obciążyło go podejrzeniem prania brudnych pieniędzy.
Według doniesień prasowych – potwierdzonych przez policję – Souza nie tylko zlecał morderstwa, ale również miał rzekomo okradać ofiary z pieniędzy i narkotyków, zanim jego ekipa pojawiła się na miejscu zdarzenia.
Kiedy zamyka się drzwi parlamentu i otwierają się cele więzienne
Przez wiele miesięcy Souza pozostawał poza zasięgiem policji. Jego mandat poselski dawał mu immunitet, który chronił go przed natychmiastowym aresztowaniem, chyba że zostałby złapany na gorącym uczynku.
W październiku 2009 roku sytuacja się zmieniła. Komisja etyki Zgromadzenia Ustawodawczego Amazonas postawiła mu zarzut złamania zasad etyki parlamentarnej. 16 deputowanych zagłosowało za odebraniem mu mandatu, 4 było przeciw, a 3 wstrzymało się od głosu. Wallance Souza, który jeszcze kilka tygodni wcześniej mógł bezkarnie zasiadać w ławach poselskich, nagle stał się zwykłym obywatelem. A w dodatku podejrzanym w sprawie o potrójne morderstwo.
Śledczy natychmiast wystawili nowy nakaz aresztowania. Souza jednak nie zamierzał poddać się bez walki. Przez kilka dni ukrywał się w dżungli wokół Manaus, uciekając przed policją. Dopiero 9 października 2009 roku ostatecznie postanowił się stawić przed obliczem sprawiedliwości. Najpierw bronił się argumentem, że został bezprawnie pozbawiony immunitetu, a wkrótce później trafił do aresztu.
Śmierć przed procesem
27 lipca 2010 roku świat obiegła wiadomość, która wywołała sensację: były poseł i prezenter telewizyjny Wallace Souza nie żyje. Zmarł w szpitalu Bandeirantes w São Paulo w wieku 51 lat. Z powodu zatrzymania krążenia, spowodowanego powikłaniami związanymi z przewlekłą chorobą wątroby. W chwili śmierci Souza przebywał w areszcie szpitalnym, strzeżony przez policję.
Adwokat rodziny, Francisco Balieiro, posunął się do oświadczenia, że poseł został zamordowany. – To była arbitralna presja. To nie może być tak, że ktoś umiera, a instytucje nie ponoszą za to odpowiedzialności – powiedział, sugerując, że to areszt i polityczne nękanie doprowadziły do zawału serca.
Prawda o jego udziale w morderstwach, których współautorem miał być i które później emitowano w jego własnym programie, prawdopodobnie na zawsze pozostanie nieujawniona, ponieważ proces zakończył się wraz ze śmiercią Souzy.
Gry toczą się dalej. Brat wiceprezydentem, syn w więzieniu
Śmierć patriarchy nie położyła jednak kresu sprawie i nie zatrzymała procesu odkrywania kolejnych powiązań przestępczych.
W tym samym czasie na jaw wyszło, że najbliżsi krewni Souzy również mieli głębokie powiązania z przestępczością zorganizowaną. Jego brat, Carlos Souza, który w chwili aresztowania sprawował funkcję wiceprezydenta Manaus, został zatrzymany w związku ze śledztwem. Kolejny z braci, Fausto Souza Neto, pełnił funkcję radnego miejskiego i również nie uniknął personalnych problemów z prawem.
Syn Wallace’a Souzy, Raphael, stanął przed sądem i został ostatecznie skazany na dziewięć lat więzienia za morderstwo popełnione w styczniu 2007 roku – zabójstwo mężczyzny podejrzanego o powiązania z handlem narkotykami. Ciało ofiary również zostało pokazane w „Canal Livre”. Ostatecznie Raphael odbył pięć lat za kratkami. Dziś zapewnia o swojej niewinności.
– Byłem ofiarą. Mój ojciec nie stał na czele żadnej organizacji przestępczej, nie popełniliśmy tych czynów. Prawda w końcu zwycięży – powiedział w wywiadzie dla BBC News Brasil.
Tymczasem matka chrzestna przestępczości w Amazonas nie została definitywnie ukarana. W lipcu 2021 roku, ponad dekadę po śmierci Wallace’a, sąd na podstawie braku wystarczających dowodów uniewinnił jego braci Carlosa i Fausto Sousę z zarzutu organizowania grupy przestępczej.
Proces ciągnął się przez lata. W maju 2025 roku sędzia Fábio Lopes Alfaia zdecydował, że Raphael Wallace Souza nie stanie przed sądem przysięgłym w związku z zabójstwem z 2009 roku z powodu zbyt małej liczby dowodów, które pozwoliłyby udowodnić, że działał z zamiarem zabójstwa. Kara mogła zostać przeklasyfikowana z zabójstwa z premedytacją na morderstwo nieumyślne, co jest przestępstwem o wiele niższej wagi.
Amnezja społeczna, strach przed prawdą i szokujące dziedzictwo
Dziś, gdy Netflix wypuszcza na rynek międzynarodowy serial dokumentalny „Bandidos na TV” („Killer Ratings”), świat z przerażeniem odkrywa, jak daleko może się posunąć człowiek żądny władzy i rozgłosu.
Dla części społeczności Manaus Wallace Souza wciąż pozostaje bohaterem ludowym, który odważył się walczyć z przestępczością, gdy państwo było bezradne. Zdarzają się głosy, że może i zabił, ale „tylko bandytów”. Rodzina i dawni współpracownicy bronią go, mówiąc o niesłusznych oskarżeniach.
Tymczasem ci, którzy prowadzili dochodzenie, nie mają wątpliwości.
– W środowisku prawniczym nie ma wątpliwości co do jego winy. Ale na peryferiach miasta wciąż są ludzie, którzy uważają go za niewinnego – powiedziała w rozmowie z BBC sędzia Mirza Telma Cunha, która nadzorowała część postępowania. – Politycy zawsze mówią o prześladowaniach. To tylko strategia obrony. Ja osądzałem na podstawie dowodów – dodał sędzia Mauro Antony.
Dziennikarze, którzy przez lata pracowali u boku Souzy, wciąż nie mogą dojść do siebie. – Byłem z nim przez 12 lat. Nie widziałem niczego. A gdybym był jego przyjacielem, to czy mógłbym przez tyle lat nie zauważyć, że ktoś zabija dla swojej pracy? Nie wierzę w to – mówił Victor Hugo Magalhães, były współpracownik Souzy.
Po latach pojawiły się także informacje, jakoby gang Souzy werbował nie tylko ochroniarzy. Ale także czynnych policjantów i żołnierzy, którzy zdradzali swoje służby, by wykonywać brudną robotę.
Ostatecznie jednak sądy nie wydały wyroku wobec głównego podejrzanego – śmierć Souzy w 2010 roku pozostawiła wiele pytań bez odpowiedzi. Jego program „Canal Livre” zdjęto z anteny pod koniec 2009 roku. Po rebrandingu próbowano go wskrzesić pod inną nazwą. Ale piętno skandalu uniemożliwiało zatarcie pamięci o jednym z najbardziej niezwykłych przypadków, w jakich telewizja stworzyła własne ofiary i sama je filmowała.
Epilog. Cena ostatniego wywiadu
Sprawa Wallace’a Souzy na zawsze zmieniła brazylijskie postrzeganie programów policyjnych. Odkryła przed opinią publiczną, jak cienka bywa granica między reporterem a wspólnikiem przestępstwa. Gdy w 2019 roku świat usłyszał o tej historii za sprawą Netflixa. Ponownie powróciły pytania o etykę dziennikarską i granice, których nie powinien przekraczać żaden programista.
Ale najbardziej wymowna scena tego makabrycznego spektaklu rozegrała się w 2008 roku, w lesie pod Manaus. Souza patrzył w obiektyw telewizora i mówił o dymiących zwłokach jako o „pieczeni”. Nie wiedział jeszcze, że te same obrazy staną się dowodem w sprawie o najwyższy wymiar kary. Dziś jego historia – choć niedokończona – pozostaje przestrogą i ponurym świadectwem tego, jak długo można ukrywać zbrodnię przed światłem reflektorów, gdy samo światło reflektorów jest jej częścią.
Fot. https://www.instagram.com/p/Cw5Ka5yPVgM/