Wampir z Sacramento i jego ofiary

Wampir z Sacramento. Na przełomie 1977 i 1978 roku dopuścił się sześciu makabrycznych zbrodni, które wstrząsnęły mieszkańcami Sacramento w Kalifornii. Po uwięzieniu, zapytany przez przesłuchującego go agenta FBI w jaki sposób wybierał swoje ofiary odpowiedział, że idąc ulicą, podchodził do drzwi mijanych przez siebie domów i chwytał za klamkę. Jeśli drzwi były zamknięte, to oznaczało, że nie jest tam mile widziany.

Richard Trenton Chase przyszedł na świat 23 maja 1950 roku w Sacramento, w stanie Kalifornia. Od najmłodszych lat uwielbiał ogień i torturowanie zwierząt. Miał młodszą o 4 lata siostrę. Jego ojciec utrzymywał wobec dzieci surową dyscyplinę. Pomiędzy rodzicami często wybuchały kłótnie. Mając 10 lat Richard zaczął zabijać koty. Jako nastolatek spożywał duże ilości alkoholu i palił marihuanę. Kilka razy miał z tego powodu kłopoty, ale wcale się tym nie przejmował. Spotykał się z kilkoma dziewczynami, ale nie był w stanie odbyć z nimi stosunku płciowego, ponieważ nie mógł utrzymać erekcji. Ten problem bardzo go martwił, więc w wieku 18x lat udał się po poradę do psychiatry. Lekarz oznajmił mu wówczas, że główną przyczyną impotencji może być tłumiony gniew lub poważna choroba psychiczna.

Wampir z Sacramento

Po opuszczeniu rodzinnego domu mieszkał z wieloma różnymi współlokatorami. Większość z nich zapamiętała Richarda z jego dziwacznego zachowania i uzależnienia od twardych narkotyków. Nawet nieliczni przyjaciele uważali go za dziwoląga. Któregoś razu zabił deskami drzwi do swojej sypialni, gdyż stwierdził, że ludzie naruszają jego prywatność. Był zaabsorbowany wyszukiwaniem wszystkiego, co tylko mogłoby potwierdzić, że jest z nim coś nie tak.

Pewnego dnia udał się na ostry dyżur szukając osoby, która ukradła mu tętnicę płucną. Narzekał również, że kości wychodzące mu z tyłu głowy, żołądek niedomaga, a jego serce często przestaje bić. Inny psychiatra zdiagnozował u niego schizofrenię paranoidalną, której przyczyną mogło być zażywanie twardych narkotyków. Zatrzymano go na 72-godzinną obserwację. Lekarze zalecali, aby pozostał u nich dłużej, ale on w każdej chwili mógł na własną prośbę wyjść ze szpitala, bez uzyskania niczyjej zgody. Ostatecznie został jednak stamtąd zwolniony. 

Mówili o nim „Dracula”

Jego życie powoli zmierzało ku autodestrukcji. Cierpiał na hipochondrię, a poprzez regularne zażywanie narkotyków doprowadził swój organizm na skraj wycieńczenia. Przy wzroście 180 centymetrów, ważył zaledwie 65 kilogramów. Przez pewien czas mieszkał z matką, która była już wtedy rozwiedziona z jego ojcem i podejrzewał, że został przez nią otruty. Wkrótce Chase zaczął zabijać króliki, po czym usuwał z nich wnętrzności i zjadał na surowo. Kupował je lub łapał, a potem spuszczał im krew i wypijał. Uważał, że dzięki temu zapobiegnie kurczeniu się jego serca. Kiedyś wstrzyknął sobie nawet krew królika do żył, w wyniku czego ciężko się pochorował. Lekarze podawali mu leki przeciwpsychotyczne na jego urojenia somatyczne, lecz nic to nie pomagało.

W 1976 roku uciekł ze szpitala i zjawił się w domu matki. Zabrano go stamtąd z powrotem do placówki medycznej, a potem przeniesiono do zakładu dla umysłowo chorych Beverly Manor w Glendale. Często opowiadał tam o zabijaniu królików i pewnego dnia znaleziono go ze śladami krwi wokół ust, przez co zyskał wśród pacjentów przydomek „Dracula”.

Krew pochodziła od dwóch martwych ptaków leżących na parapecie za jego oknem. W końcu lekarze wypuścili go ze szpitala, uznając, że nie stanowi już zagrożenia. Rodzicom przyznano rentę, za którą opłacali mu czynsz i kupowali artykuły spożywcze.

Wampir z Sacramento

Chase przeprowadził się jednak do innego mieszkania. Ponownie zaczął polować na zwierzęta. Torturował koty, psy i króliki, a potem zabijał je i pił ich krew. Czasami również kradł czworonogi sąsiadom. Któregoś razu nawet zadzwonił do jednej rodziny, której pies wcześniej zniknął i powiedział im, co zrobił z ich ulubieńcem. Po pewnym czasie kupił broń i ćwiczył z niej strzelanie. Chociaż zażywał silne leki psychotropowe, żaden z lekarzy nie kontrolował jego leczenia. Matka ostatecznie uznała, że jej syn nie potrzebuje więcej lekarstw i przestała mu je podawać.

W 1977 roku skończyła się renta i Chase został pozostawiony sam sobie. Pewnego dnia odwiedził swoją matkę. Kobieta usłyszała głośny hałas za drzwiami, a kiedy je otworzyła, ujrzała na progu własnego syna trzymającego w ręce martwego kota. Na twarzy i szyi miał rozmazaną krew należącą do tego zwierzęcia. Matka nie powiedziała nikomu o tym incydencie.

3 sierpnia 1977 roku policjanci natknęli się na forda ranchero, którego koła ugrzęzły w piasku niedaleko jeziora Pyramid w Nevadzie. Na fotelu leżały dwa karabiny i sterta męskich ubrań. Wewnątrz auta zauważyli także krwawe plamy oraz białe plastikowe wiadro zawierające wątrobę. Rozglądając się dookoła przez lornetkę funkcjonariusze dostrzegli nagle kompletnie nagiego i pokrytego krwią Richarda Chase’a. Na ich widok młody mężczyzna rzucił się do ucieczki, ale po krótkim pościgu policjanci zdołali go dopaść. Chase twierdził, że krew należy do niego, albowiem przesiąkła mu przez skórę. Jak się później okazało, wątroba znaleziona w jego aucie należała do krowy. Niedługo potem Chase stał się fanem „Dusicieli ze wzgórz”, dwóch kuzynów, którzy mordowali razem młode kobiety na terenie Los Angeles. Czytał wszystkie artykuły w gazetach o ich zbrodniach. W jego głowie szybko zrodziły się fantazje o zabijaniu ludzi.

Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa 6/2023 (tekst Jarosława Szklarka pt. Wampir z Sacramento). Cały numer do kupienia TUTAJ.