Wielka Brytania – Polka napadnięta przez rodaka

Do Wielkiej Brytanii uciekła przed horrorem II wojny światowej. Znalazła tam bezpieczną przystań i przez kilkadziesiąt lat wiodła spokojne życie z mężem. Była znana i lubiana wśród członków polskiej społeczności. Jeden z nich przyczynił się do jej śmierci. Najpierw została napadnięta przez rodaka.

Druga wojna światowa jest okrutnym wspomnieniem dla wielu osób, w tym wielu Polaków. Jednym z nich była Krystyna Z. Dorastała we wsi Brody, położonej w obecnym województwie małopolskim. Jej beztroskie życie skończyło się wraz z wkroczeniem do Polski armii hitlerowskich Niemiec. Okupanci zabili m.in. jej brata, a ją samą wysłali do przymusowej pracy w III Rzeszy. Osiedlono ją w obozie koncentracyjnym w Dachau. Kobieta pracowała niewolniczo w dwóch fabrykach – gwoździ i porcelany. Nie miała wtedy wielkich nadziei na przeżycie – w dniu jej urodzin, naziści skazali ją na śmierć. Jednak szczęśliwym trafem udało jej się dotrwać do końca wojny – uratowała ją pewna niemiecka rodzina.

Krystyna wraz ze swoim partnerem Marianem, pochodzącym z tej samej wsi, zostali wysłani do Wielkiej Brytanii. Początkowo osiedlili się w angielskim mieście Weston-on-Trent, ale w 1949 roku zdecydowali się na przeprowadzkę do Derby w regionie East Midlands. Tam wiedli w miarę spokojne życie aż do 2009 roku. Wtedy Krystyna została wdową. Bardzo przeżyła śmierć męża, bez niego czuła się samotna. Pewnym ukojeniem byli dla niej sąsiedzi i polska społeczność skupiona wokół tamtejszego kościoła.
– Pani Krystyna była aktywnym członkiem naszej wspólnoty i pomimo sędziwego wieku i ukończonych już 100 lat, nadal cieszyła się dobrym zdrowiem. Chodziła na msze, na zakupy, regularnie pojawiała się na lunchach w Polskim Centrum w Derby. Grywała w bingo. W młodości, ze względu na wojnę, przeżywała bardzo ciężkie chwile, ale w Derby odnalazła spokój – mówiła mediom rzeczniczka prasowa kościoła pod wezwaniem świętego Maksymiliana Kolbe w Derby.

Wiedziony nałogiem

Był 28 maja 2018 roku. Krystyna Z. wybierała się na poniedziałkową, poranną mszę w pobliskim kościele. Wstała wcześniej, nie zamierzała się spóźnić. Zjadła śniadanie, ubrała się, założyła granatowy płaszcz, a w dłoń chwyciła zieloną torebkę. Do świątyni nie było daleko, zawsze chodziła piechotą. Po pokonaniu kilkudziesięciu metrów, przeszła na drugą stronę ulicy.
W międzyczasie w okolicy pojawił się 39-letni Waldemar A., rodak Krystyny. Poruszał się beżowym samochodem marki Seat Leon. Nie kręcił się tam bez powodu. Uzależniony od heroiny mężczyzna potrzebował pieniędzy na kolejną działkę. Już wcześniej bezskutecznie próbował sprzedać swojego psa sąsiadowi czy pożyczyć od niego pieniądze. Wszystko po to, by zdobyć narkotyki. 28 maja 2018 roku w desperacji poszukiwał łatwego celu, który mógłby okraść. W pewnym momencie zauważył idącą chodnikiem powolnym krokiem staruszkę.
– To jest to – powiedział sam do siebie. – Zabiorę jej torebkę, nie będzie w stanie mi się przeciwstawić.
39-latek zaparkował samochód w pobliżu i ruszył w kierunku kobiety. Zaszedł ją od tyłu, zamachnął się i uderzył w tył głowy. Zaskoczona ofiara upadła na chodnik, z rany zaczęła lecieć krew. Wtedy chwycił pasek od torebki i próbował ją wyrwać właścicielce, ale napotkał niespodziewany opór. Kobieta broniła się przed na ile mogła, wywiązała się szarpanina. Napastnik nie dawał za wygraną i w końcu opadła z sił. Zabrał Krystynie torebkę i zostawił w kałuży krwi na chodniku.

Krystyna została napadnięta przez rodaka

Na poturbowaną kobietę, jako pierwsza natrafiła jej 80-letnia znajoma, Sabina A., która również zmierzała do kościoła. Zobaczyła, że Krystyna siedzi niepewnie na chodniku, a do głowy przyciska apaszkę. Gdy podeszła bliżej, zauważyła, że staruszka jest ranna, a apaszka nasiąknęła krwią. Chwilę później przypadkowi przechodnie pomogli poszkodowanej kobiecie wejść do kościoła. W środku zastali wiernych i proboszcza parafii. Wezwano pogotowie. Zanim przyjechało, Krystynę wstępnie opatrzono.
– Gdy weszła do kościoła, od razu zauważyłem, że coś jest nie tak. Miała podbite oko i zakrwawioną twarz. Posadziliśmy ją w ostatniej ławce i zabandażowaliśmy rany. Wszyscy czekaliśmy z nią aż przyjedzie karetka – mówił potem proboszcz polskiej parafii.

Polka napadnięta przez rodaka. Ta historia zakończyła się tragicznie. Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa Wydanie Specjalne 3/2022 (tekst Marty Jurkiewicz-Rak pt. Z rąk rodaka). Cały numer do kupienia TUTAJ.

Dodaj komentarz