Zabił wspólnika i jego ciężarną konkubinę

Czarna kartka z kalendarza: 19 listopada. 19 listopada 1999 roku, w mieszkaniu przy ulicy Okocimskiej na warszawskiej Woli, znaleziono zwłoki Jacka G. i jego konkubiny Katarzyny K. Mężczyzna przed śmiercią został skrępowany, zginął od kilku pocisków. Jego zwłoki znaleziono w wannie. Katarzynę K. zastrzelono w łóżku.

Sąsiadów zamordowanych zaniepokoiła woń spalenizny wydobywająca się z mieszkania na III piętrze. Ktoś wezwał straż. Strażnicy wyważyli drzwi. W mieszkaniu tliła się podłoga, wnętrze było zakopcone. Mieszkanie zostało polane benzyną, ale zamknięte okna i brak tlenu sprawiły, że ogień zgasł.

Jacek G. znany był policji głównie z kradzieży samochodów. Policjanci nie mieli wątpliwości, że zabójstwo było tzw. wyrokiem. Śledztwo prowadziło do tzw. mafii rydzyńskiej – kilkuosobowej grupy przestępczej z warszawskiego Ursusa.

Policjanci w trakcie rozpracowywania tejże grupy trafili do przebywającego w zakładzie karnym za handel narkotykami Pawła Z. Zgromadzone przez policjantów dowody wskazywały  na niego jako zabójcę Jacka G. i Katarzyny K. Wobec mężczyzny zastosowano w tej sprawie trzymiesięczny areszt. Jak się okazało to on zabił wspólnika.

Paweł Z. i Jacek G. wspólnie robili  różne  „interesy”.  Ten pierwszy wynajął też koledze garaż na „dziuplę”. Gdy został aresztowany,  wspólnik  przestał jednak płacić. Po wyjściu na  wolność  właściciel  garażu zażądał  pieniędzy,  ale  Jacek G. nie zamierzał dać ani grosza.  To  wywołało  ostry  konflikt, który czasem narastał. W końcu Paweł Z. postanowił się zemścić. Po to kupił pistolet z tłumikiem.

Zabił wspólnika. Zapadł wyrok

Po szybkim śledztwie oskarżono go o podwójne zabójstwo Z ustaleń śledczych wynikało, że mężczyzna oddał kilka strzałów z broni palnej, po czym ukradł ich samochody i telefony, a następnie podpalił mieszkanie, żeby zatrzeć ślady dokonanej zbrodni. Skazano go na karę dożywotniego więzienia, z możliwością ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po 30 latach.

W wakacje 2014 roku, po 14 latach odbywania kary, sąd zgodził się na przerwę w odbywaniu kary. Nieoficjalnie przestępca miał zostać dawcą nerki dla swojej chorej matki. Po wyjściu z zakładu karnego zabójca wyjechał z Polski i od tamtej pory ukrywał się. Jego matka wkrótce zmarła.

Po siedmiu latach umykania przed polskim wymiarem sprawiedliwości natrafiono na ślad Pawła Z. prowadzący do Skandynawii.

– Polscy policjanci z Biura Kryminalnego KGP oraz norwescy funkcjonariusze z Krajowego Urzędu Śledczego KRIPOS, należący do międzynarodowej sieci policyjnej ENFAST, połączyli siły i dokonując sprawdzeń, „krok po kroku” zbliżali się do poszukiwanego – powiedział inspektor Mariusz Ciarka.

Do zatrzymania Polaka doszło w połowie czerwca 2021 roku na ulicy w Bergen w Norwegii.

 – Poszukiwany podczas zatrzymania nie przyznawał się do swojej tożsamości i podawał inne dane personalne. Jednak przeprowadzone czynności identyfikacyjne potwierdziły jego prawdziwą tożsamość – przekazał dziennikarzom rzecznik.

W tej sytuacji decyzja o ekstradycji do Polski była tylko formalnością.

Tego typu historie znajdziecie w każdym numerze miesięcznika „Detektyw” i kwartalnika „Detektyw Wydanie Specjalne”. Pakiet promocyjny miesięcznika możecie kupić TUTAJ, a kwartalnika TUTAJ.

Fot. policja.pl

Dodaj komentarz