Zabójca z ogłoszenia: nieznany motyw zbrodni

Czarna kartka z kalendarza: 2 czerwca. 2 czerwca 2016 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji dla Jerzego B. Mężczyzna, bardziej znany jako „zabójca z ogłoszenia”, został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności za zamordowanie dwóch osób, które sprzedawały mieszkania w stolicy.

Do zabójstw, o które prokuratura oskarżyła B., doszło w 2013 roku. W lutym, w swojej wystawionej na sprzedaż willi, został zamordowany emerytowany lekarz Jerzy O. Zginął od ciosów nożem, wcześniej był obezwładniony gazem pieprzowym.

Jak ustalono w śledztwie, Jerzy B. podawał się za Amerykanina zainteresowanego kupnem domu. W sierpniu 2013 r. Jerzy B. umówił się z Elżbietą S. oferującą do wynajęcia dom. Kobietę obezwładniono. Potem ją duszono i również zginęła od ciosów nożem.

Śledztwo było trudne i skomplikowane. Poszukiwanie zabójcy zajęło wiele miesięcy. Policjanci, którzy łączyli obie zbrodnie, wystawiali nawet fikcyjne ogłoszenia o sprzedaży, mając nadzieję, że w ten sposób zwabią mordercę. Ten jednak nie dał się nabrać! Zdaniem policji to mógł być początek działań seryjnego mordercy.

Zabójca z ogłoszenia nie przyznał się do zbrodni

52-letniego Jerzego B. zatrzymano 11 marca 2014 r. Policjanci i prokuratorzy nie kryli po zatrzymaniu, że woleliby jeszcze poczekać na zebranie dodatkowych dowodów, ale nie mieli wyjścia.

– Ustaliliśmy, że aktywował się telefon użyty do kontaktu z jedną z ofiar i wykonano z niego kilka połączeń. To oznaczało, że sprawca szykuje się do spotkania z kolejną wytypowaną przez siebie ofiarą. Istniało bardzo realne zagrożenie, że dojdzie do morderstwa i musieliśmy działać szybko. Wiedzieliśmy jednocześnie, że sprawca jest bardzo ostrożny i starannie przygotowuje się przed każdym atakiem. Wybierał miejsca, w okolicy których nie ma monitoringu i są łatwe drogi ucieczki – opowiadał jeden ze śledczych.

Jerzy B. Nie przyznawał się do zbrodni. Podkreślał, że z ofiarami nic go nie łączyło. Przed zatrzymaniem był bezrobotny, ale wcześniej prowadził działalność gospodarczą, jednak stracił pieniądze.

Proces w tej sprawie rozpoczął się 21 października 2015 roku. Po odczytaniu aktu oskarżenia, Jerzy B. stwierdził, że nie jest mordercą i nie wie, dlaczego stanął przed sądem. W czasie śledztwa przekonywał, że nie ma nic wspólnego z przypisywanymi mu zbrodniami, nie zna ofiar i nigdy nie był w ich domach. Na wniosek pełnomocników rodzin ofiar sąd wyłączył jawność procesu na czas składania zeznań przez bliskich zamordowanych.

Dwa miesiące później  Sąd Okręgowy w Warszawie wymierzył B. karę łączną za oba zabójstwa – dożywotniego pozbawienia wolności.

Sąd nie miał wątpliwości, że zgromadzone przez policję i prokuraturę dowody niepodważalnie świadczą o winie Jerzego B. Choć nie było bezpośrednich świadków zbrodni, to jednak mężczyznę obciążały m.in. ślady DNA na ubraniach ofiar oraz analiza głosu nagranego na poczcie głosowej jednej z zamordowanych osób.

Mroczna zagadka

Niestety nie udało się ustalić motywu, jakim mógł kierować się Jerzy B. To zapewne pozostanie tajemnicą. Wiadomo, że mężczyzna miał problemy osobiste i finansowe. Jednak trudno przyjąć, że motywem zbrodni był rabunek, ponieważ nie sposób spodziewać się znacznych sum u osób, które przyjechały pokazać mieszkanie czy dom do wynajęcia.

– Ta sprawa jest przykładem, jaką tajemnicą jest ludzka psychika i jak niegodnie, niemoralnie człowiek jest w stanie się zachować – mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie  Paweł Dobosz. Chwalił pracę śledczych i prokuratury za wzorcowo zebrane dowody oraz „szerokie horyzonty intelektualne”, które skłoniły prowadzących śledztwo do przekazania sprawy ekspertom od genetyki z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Badano płytki paznokciowe zabitej kobiety. W badaniach PUM ujawniono pełny profil genetyczny Jerzego B. Wcześniej zakład medycyny sądowej badał ślady krwi na paznokciach. A PUM zbadał to, co było pod śladami krwi, to był inny materiał – mówił sędzia Dobosz.

Obrońca oskarżonego odwołał się do sądu wyższej instancji. 2 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał wyrok w mocy dla Jerzego B. znanego jego „zabójca z ogłoszenia”.

W 2017 roku pięcioosobowy skład SN oddalił jako „oczywiście bezzasadną” kasację obrony B., która wnosiła o zwrot całej sprawy sądowi I instancji.

Fot. pixabay.com