Zabójczy testament, Igor P. w prezencie na swoje 18. urodziny otrzymał od cioci 45 tys. zł, które należały mu się za mieszkanie w spadku po mamie. Dodatkowo postanowiła ująć go w testamencie na równi z własnym synem Grzegorzem. Irena B. nie sądziła, że jej siostrzeniec miał już w głowie własny plan podziału majątku.
Igor P. wychowywał się bez ojca. Kiedy miał 13 lat na raka zmarła jego mama. Irena B. postanowiła go adoptować i nastolatek zamieszkał wraz ze swoim 12-letnim przyrodnim bratem – Grzegorzem. Kiedy Igor stał się pełnoletni, mieszkanie, w którym mieszkał z mamą, ciocia – przyrodnia matka – zdecydowała sprzedać. Jednocześnie otrzymał połowę kwoty sprzedaży i prawo mieszkania z nimi tak długo, jak będzie potrzebował. Igor nie rozumiał tej decyzji. Sądził, że kiedy dorośnie wróci do dawnego domu na łódzkim Teofilowie.
Wypadek w górach
Irena i Grzegorz B. na początku maja 2011 roku wybrali się na majówkę do Wisły. Przed wyjazdem kobieta postanowiła sprawdzić stan techniczny samochodu i w tym celu udała się do warsztatu znajomego mechanika, Sebastiana J. Mężczyzna podczas diagnostyki odkrył uszkodzony przewód hamulcowy. Usterka wydawała mu się co najmniej nietypowa dla 5-letniego samochodu. Zgłosił to Irenie B. i wymienił element na nowy.
3 maja 2011 roku, podczas drogi powrotnej do Łodzi, samochód prowadzony przez B. wpadł w poślizg i uderzył w barierę energochłonną. Kobiecie ani jej synowi nic się nie stało. Przybyła na miejsce policja rozpoczęła postępowanie od sprawdzenia badań technicznych toyoty. Pierwsze co rzuciło się w oczy funkcjonariuszom to fakt, że rozbity samochód stał na trzech kołach, a czwarte razem z częścią osi w dalszej odległości od pojazdu. Podejrzenie o nierzetelne wykonanie usługi padło na Sebastiana J., który kilkanaście dni wcześniej serwisował samochód. Ostatecznie mężczyźnie nie przedstawiono zarzutów, a ponadto łódzcy śledczy usłyszeli od niego kilka niepokojących informacji.
Zabójczy testament
Zdaniem Sebastiana J. na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy w samochodzie znalazł parę nietypowych, a zarazem niebezpiecznych usterek. Uszkodzony przewód hamulcowy, a wcześniej paliwowy. Biorąc pod uwagę wiek i stopień zużycia pojazdu, tego typu awarie nie powinny mieć miejsca. Funkcjonariusze rozpoczęli postępowanie pod kątem umyślnego uszkodzenia samochodu Ireny B. W takich przypadkach zaczyna się od sprawdzenia polisy ubezpieczeniowej przy wypadkach komunikacyjnych. Do kogo trafiłaby wypłata? Po 50 tys. zł otrzymaliby Grzegorz i Igor P. W chwili gdyby ten pierwszy również zginął, cała kwota trafiłaby w ręce jego przyrodniego brata. To właśnie on stał się w tej sprawie podejrzanym.
Mały majsterkowicz
Ekspertyza policyjnych biegłych wykazała celowe naruszenie mocowań wahacza przy przednim, prawym kole toyoty należącej do Ireny B. Śledczy wytypowali dwóch podejrzanych. Igor P. miał motyw, a Sebastian J. sposobność. Do przeprowadzenia wcześniej wskazanych przez techników działań sabotażowych sprawca potrzebował podnośnika. Takim nie dysponował Igor P.
Policjanci z dochodzeniówki udali się na łódzki Olechów, by wśród sąsiadów Ireny B. zasięgnąć opinii na temat rodziny. B. uchodzili za spokojnych ludzi, przyjaznych w kontaktach. Sąsiedzi znali sytuację Igora P. i wypowiadali się o nim w samych superlatywach. Był miły, uprzejmy i pomocny dla sąsiadów. Zwrócili uwagę, że miał żyłkę majsterkowicza. Przed blokiem często stał rozebrany na części rower, w piwnicy miał narzędzia, za pomocą których wykonywał proste konstrukcje z drewna. Funkcjonariusze nie omieszkali spytać o zacięcie do napraw motoryzacyjnych, a w szczególności samochodu Ireny B. Nikt z sąsiadów nie zauważył, by chłopak robił coś przy samochodzie swojej przybranej matki. Niemniej jednak jego zdolności techniczne i manualne utwierdzały śledczych w przekonaniu, że mógł mieć coś wspólnego z uszkodzeniem wahacza.
Zabójczy testament
Kilka tygodni po wypadku funkcjonariusze postanowili odwiedzić Igora P. w pracy. 21-latek pracował w ochronie jednego z koncernów spedycyjnych na obrzeżach Łodzi. Ku ich zdziwieniu, P. w trakcie pracy zamiast baczyć na pilnowany obiekt, wymieniał radio w swoim prywatnym samochodzie. Śledczy postanowili przejrzeć zapis kamer przemysłowych, żeby upewnić się czy w dniach poprzedzających wyjazd Ireny i Grzegorza, chłopak nie przyjechał toyotą do pracy i nic przy niej nie majsterkował. Wyglądało na to, że przyjeżdżał do pracy tylko swoim samochodem, chociaż jak zeznała Irena B. miał on dostęp do kluczyków, a także pozwolenie na korzystanie z jej auta. Niepokojące wydało się policjantom hobby chłopaka. Współpracownicy sygnalizowali, że pasjonował się wszystkimi rodzajami broni.
Nocne zmiany
Igor P. był lubiany w swojej pracy. Łatwo nawiązywał relacje koleżeńskie. Dał się poznać jako „swój chłopak”. Tuszował spóźnienia kolegów, przymykał oko na brakujące plomby w transportach i przejmował obowiązki kolegów z ochrony, gdy ci chcieli się w czasie pracy zdrzemnąć. To zjawisko dotyczyło głównie nocnych zmian.
Latem 2011 roku Igor przyniósł do pracy opakowanie środków nasennych – nitrazepam. Początkowo były to żarty, ale w miarę czasu udało mu się namówić kolegów do zażycia tabletek. Obserwował i sprawdzał działanie. Kiedy był już pewny działania środka, postanowił skruszone tabletki wsypać do herbaty nieświadomemu tego faktu 56-letniemu Bogdanowi K. U mężczyzny wystąpiła silna reakcja alergiczna i P. był zmuszony do wezwania pogotowia ratunkowego. Wynik toksykologiczny krwi wskazał jednoznacznie zażycie leku z grupy benzodiazepin, do której zaliczał się nitrazepam. Igor P. przyznał się po fakcie, że zrobił głupi żart koledze i przeprosił, a ten w zamian za to, nie zgłosił incydentu przełożonym. Igor P. przestał testować środki nasenne w pracy.
„Króliczkiem doświadczalnym” została Irena B. Po kilku tygodniach dodawania przyrodniej matce nitrazepamu do jedzenia i napojów znalazł odpowiednią dawkę. Irena B. zaczęła się uskarżać na ciągłą senność, apatię i stany depresyjne. Zdecydowała się na wizytę u lekarza, ale nieopatrznie poinformowała o terminie wizyty Igora. Natychmiast przestał podawać Irenie środek, a kilka dni wystarczyło, żeby badanie krwi nie wykazało stosowania preparatu nasennego. Irena B. poczuła się lepiej i zaniechała szukania źródeł swojej niedyspozycji.
Jola92
20-letni Grzegorz B. studiował, ale nie prowadził zbyt bujnego życia towarzyskiego. Większość wolnego czasu spędzał w sieci. Na jednym z portali randkowych poznał 19-letnią Jolantę. Dziewczyna mieszkała w oddalonym o kilkanaście kilometrów od Łodzi Zgierzu. Wielokrotnie planował się z nią spotkać, ale na drodze stawały problemy związane z długą podróżą środkami komunikacji miejskiej. Grzegorz nie miał prawa jazdy, a krępował się prosić matkę o podwiezienie. Pomocną dłoń wyciągnął do niego Igor. W sobotę 17 września 2011 roku miał wolne. Zaproponował, że jeśli dziewczyna będzie mogła się spotkać, to go zawiezie.
Spotkanie zostało zaplanowane na godzinę 16 w jednej z restauracji znanej sieci w Zgierzu. Igor P. dotrzymał słowa i wysadził przyrodniego brata we wskazanym miejscu. Sam miał odwiedzić kolegę z pracy i czekać na telefon od Grzegorza, aby zawieść go z powrotem do domu. Niestety, dziewczyna najpierw napisała, że się spóźni, a później ostatecznie przeprosiła go i przełożyła spotkanie na inny termin. Grzegorz B. był rozczarowany, ale przy piwie z Igorem szybko zapomniał o tej sytuacji.
Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa Wydanie Specjalne 1/2025 (tekst Konrada Szymalaka pt. Zabójczy testament). Cały numer do kupienia TUTAJ.