Zabójstwo biznesmena. Kiedy 13 stycznia 2022 roku Krystyna K. wraz z 17-letnim wnukiem Erykiem weszła do domu położonego przy ulicy Trawiastej w warszawskim Aninie, nie spodziewała się, że jej świat runie. W jednym z pomieszczeń znalazła zwłoki męża. Mężczyzna miał obrażenia głowy. Z pomieszczenia, w którym leżało ciało, zniknęła jedna, dość pokaźna rzecz – kasa pancerna, w której Tadeusz K. trzymał pieniądze i kosztowności.
Noc z 12 na 13 stycznia 2022 roku była dla rodziny Tadeusza K. momentem, który zmienił wszystko. 79-letni, szanowany wśród krewnych i znajomych biznesmen, zajmował się doposażaniem warsztatów samochodowych. Projektował maszyny, potem produkował je i sprzedawał. Mimo podeszłego wieku, nadal był bardzo aktywny. Uczestniczył w targach i imprezach branżowych. Robił to przez 40 lat. W tym czasie wypracował pokaźny majątek, dzięki któremu utrzymywał nie tylko bliższą rodzinę, ale pomagał także dalszym krewnym. Jego żona, Krystyna K., nazwała go wręcz „fundamentem i filarem” swojej rodziny.
Jak się później okazało ten majątek stał się łakomym kąskiem dla ludzi, którzy nie zamierzali wzbogacić się w uczciwy sposób, pracą własnych rąk.
Ucierpiało wiele osób
Kiedy 13 stycznia 2022 roku Krystyna K. wraz z 17-letnim wnukiem Erykiem weszła do domu położonego przy ulicy Trawiastej w warszawskim Aninie, nie spodziewała się, że jej świat runie. W jednym z pomieszczeń znalazła zwłoki męża. Mężczyzna miał obrażenia głowy. Z pomieszczenia, w którym leżało ciało, zniknęła jedna, dość pokaźna rzecz – kasa pancerna, w której Tadeusz K. trzymał pieniądze i kosztowności. Kobieta powiadomiła policję.
Jeszcze tego samego dnia pojawił się komunikat rzecznika Komendy Stołecznej Policji w Warszawie:
– Otrzymaliśmy zgłoszenie o znalezieniu ciała mężczyzny. Pracujący na miejscu policjanci potwierdzili zgłoszenie. Aktualnie trwają czynności mające na celu ustalenie szczegółów śmierci – powiedział mediom Sylwester Marczak.
Również tego samego dnia na facebookowym profilu siostrzenicy Tadeusza K. umieszczono przygnębiający wpis, w którym kobieta zawiadamiała o śmierci wujka i prosiła o wszelkie informacje mogące pomóc złapać sprawców mordu: „Szanowni Państwo, Sąsiedzi. Znacie mnie jako sąsiadkę od korków, standupów, książek. Na Trawiastej w Aninie (Warszawa) dziś doszło do niewyobrażalnej tragedii. Zginął mój wujek. Zabito go we własnym domu. W nocy. Niesprawiedliwe i niemożliwie jest dla nas z rodziny wytrwać w tej chwili. Proszę, w imieniu rodziny. Ktokolwiek cokolwiek wie, prośba o informacje. Ktokolwiek ma chęć robić sobie żarty, lepiej niech da spokój. Pilnujmy się. Obcy wchodzą do domów i odbierają naszym bliskim życie. To wszystko”.
Rodzina była więc od początku przekonana, że Tadeusz K. został zamordowany i nie mogła pogodzić się z tym, że w jednej chwili ucierpiało tak wiele osób.
Zabójstwo biznesmena
– Ktoś, kto to zrobił zabrał nie jedno życie. Zniszczył je kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu innym ludziom, którzy zawsze mogli liczyć na jego pomoc i wsparcie. Zostawił rodzinę, pięcioro wnuków, wszystko – mówiła mediom Sandra B., siostrzenica biznesmena.
W podobnym tonie wypowiadał się o zmarłym jego sąsiad:
– Jeszcze dzień przed śmiercią widziałem go na mszy świętej… To był taki dobry człowiek, bardzo życzliwy i pracowity.
Policja prowadziła śledztwo w kierunku zabójstwa, ale nie była zbyt skłonna do udzielania informacji na temat jego postępów działania:
– Sprawa ta jest dla nas niezwykle istotna – powiedział mediom Sylwester Marczak.
Do mediów przeciekła jednak informacja, że funkcjonariusze zatrzymali 17-letniego wnuka Tadeusza K., którego zamordowany wychowywał razem z żoną. W ręce policji trafiła również jego koleżanka. Pojawiły się plotki, że chłopak mógł mieć coś wspólnego ze śmiercią dziadka, ale z czasem okazało się, że został zatrzymany do innej sprawy – handlu narkotykami.
Śledczy ustalili, że w trakcie napadu z domu Tadeusza K. zniknęła kasa pancerna, w której znajdować się miały poświadczenie o założonym koncie w banku w Szwajcarii, na którym miał być milion dolarów, 6 klaserów z rzadkimi znaczkami, gotówka oraz dokumenty dotyczące lokat opiewających na kwotę 15 mln zł. Z garażu biznesmena ukradziono samochód marki Mercedes.
Było ich pięcioro
Już wkrótce okazało się, że milczenie policji w sprawie dochodzenia przyniosło wymierne rezultaty. Na początku marca 2022 roku służby zatrzymały 5 osób podejrzewanych o dokonanie zabójstwa Tadeusza K. Było to czterech mężczyzn i jedna kobieta. Najstarsza osoba miała 23 lata, a najmłodsza 17. W ręce policji trafili Jakub K., Karol Ł., Adrian K., Kacper D. i Weronika P.
Po aresztowaniu przedstawiono im zarzuty: Jakubowi K. i Karolowi Ł. zarzucono udział w rozboju i zabójstwie, a pozostałej trójce w rozboju. Czworgu podejrzanym zarzucono popełnienie czynów związanych z posiadaniem narkotyków. Jeden oskarżony posiadał bez wymaganego zezwolenia broń palną w postaci pistoletu gazowego. Wszystkich sąd aresztował tymczasowo. Dzięki zatrzymaniu możliwe było dokładne ustalenie kwoty skradzionej przez bandytów. Zabijając Tadeusza K., grupa wzbogaciła się o 340 tys. zł. Był to więc zaledwie ułamek z tego, co mogło znajdować się w kasie pancernej należącej do biznesmena.
W toku dochodzenia postanowiono przebadać pod kątem psychiatrycznym dwoje podejrzanych. Opóźniło to zatem przesłanie do sądu aktu oskarżenia, ale było konieczne, by określić, czy każdy z zatrzymanych może odpowiadać za swoje czyny:
– Czekamy na opinię biegłych, która powinna wpłynąć do końca roku – powiedziała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Katarzyna Skrzeczkowska. – Dwóch podejrzanych zostało poddanych obserwacji psychiatrycznej. Zanim sporządzimy akt oskarżenia, chcemy mieć jej wyniki.
Zabójstwo biznesmena
Gdy już okazało się, że nie ma żadnych przeszkód, by cała piątka zasiadła na ławie oskarżonych, w marcu 2023 roku do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga trafił akt oskarżenia w sprawie zabójstwa Tadeusza K. Ujętym w dokumencie osobom groziła kara dożywotniego pozbawienia wolności. Zawarto w nim także szczegóły przedstawiające przebieg zbrodni.
12 stycznia 2022 roku pięcioro oskarżonych spotkało się z Filipem R., kolegą wnuczka Tadeusza K. Byli przekonani, że chłopak zna kod do kasy pancernej będącej własnością 79-latka. Dla Filipa nie było to miłe spotkanie, bowiem zakneblowano go, związano sznurkiem i siłą umieszczono w bagażniku samochodu. Potem napastnicy wywieźli chłopaka do budynku w miejscowości Izabela. Tam, stosując wobec niego przemoc, wymusili na nim podanie kodu do sejfu. Potem trójka z członków grupy odjechała w kierunku domu biznesmena, a dwie osoby zostały, by pilnować Filipa. Sprawcy podjechali pod wskazany adres na ulicy Trawiastej i dwóch z nich – Jakub K. oraz Karol Ł. – udało się w stronę budynku. Kierowca odjechał i miał po nich wrócić po wszystkim. Przeskoczyli przez płot posesji i przez otwarte drzwi wejściowe dostali się do domu. Liczyli się z tym, że ktoś może tam być, dlatego mieli ze sobą sznur, który miał im posłużyć do związania domowników.
Była noc, więc Tadeusz K. spał w pomieszczeniu, w którym znajdowała się kasa pancerna. Hałas spowodowany przez bandytów wybudził go. Gdy mężczyźni zauważyli, że właściciel domu nie śpi, zaatakowali. Przewrócili na łóżko i przygnietli ciężarem swoich ciał. Tadeusz K. wiercił się i próbował się uwolnić, ale wkrótce opadł z sił i przestał się bronić. Wtedy sprawcy związali mu nogi i ręce. Jeden z nich zauważył, że mężczyzna już nie oddychał. Sekcja zwłok wykazała, że Tadeusz K. zmarł przez gwałtowne uduszenie.
Zabójstwo biznesmena
Oprawcy Tadeusza K. zajęli się sejfem. Wpisali kombinację numerów podaną im przez Filipa R., ale zamek ani drgnął. Spróbowali ponownie, jednak sytuacja się powtórzyła. Zdenerwowani i trochę zdesperowani zastanawiali się co dalej. W końcu postanowili, że zabiorą sejf ze sobą. Nie chcieli jednak czekać na kierowcę, Adriana K. Udali się do garażu, gdzie był zaparkowany mercedes ofiary i postanowili, że uciekną tym autem. Znaleźli kluczyki, włożyli do auta sejf i odjechali z powrotem do miejscowości Izabela. Tam przełożyli łup do stodoły i otworzyli. W środku nie znaleźli tyle pieniędzy i kosztowności ile się spodziewali, ale kwota nadal była całkiem pokaźna.
Potem przyszedł czas, by zająć się Filipem R. Ponownie umieścili go w bagażniku i odwieźli do miejsca, skąd go porwali. Zanim wypuścili go na wolność, ukradli mu zegarek o wartości 400 zł. Później cała piątka jeździła mercedesem po Warszawie. Stało się to na krótko przed tym, zanim spalili pojazd, by pozbyć się jednego z dowodów swojej winy. Ustalili też, że podziału łupów dokonają 13 stycznia.
Szokujące było to, że krótko po dokonaniu zabójstwa, cała piątka bawiła się na imprezie urodzinowej Weroniki P. Koledzy wynajęli w tym celu apartament. W trakcie świętowania zażywali narkotyki i pili alkohol.
Chcesz poznać ciąg dalszy tej historii? Sięgnij po Detektywa Wydanie Specjalne (tekst Leny Figurskiej pt. Biznesmen na celowniku). Cały numer do kupienia TUTAJ.