Zabójstwo dilerów Ery: zbrodnia „Anioła Śmierci”

Mija ćwierć wieku od zbrodni, która przeszła do historii jako „zabójstwo dilerów Ery”. Stała za nim 22-letnia wtedy Małgorzata Rozumecka. Kobieta doczekała się kilku, niekoniecznie chlubnych przezwisk. Nazywano ją „Aniołem śmierci”, „Królową zbrodni”, „Demonem w kobiecej skórze”.

Wszystko z powodu dramatycznych zdarzeń, do których doszło 18 czerwca 1997 roku w okolicach podwarszawskiego Pruszkowa. Kobieta zwabiła do lasu pod Komorowem dwóch dilerów jednej z telefonii komórkowych.

Mężczyźni zostali zastrzeleni i zakopani we wcześniej przygotowanym dole. Sprawa przeszła do historii pod hasłem „zabójstwo dilerów Ery”. Była jedną z głośniejszych w latach 90. i do dzisiaj poraża okrucieństwem i motywami, którymi kierowali się sprawcy.

Strzały w lesie

18 czerwca 1997 roku pruszkowska policja otrzymała wiadomość od anonimowego informatora o strzelaninie w lesie w podwarszawskim Komorowie.  Na wskazanym przez rozmówcę miejscu funkcjonariusze dokonali przerażającego odkrycia. W rowie dzielącym las i łąkę znaleziono świeżo zakopane zwłoki dwóch młodych mężczyzn. Ofiary miały wyraźne rany postrzałowe głowy i pleców.

Początkowo policja przypuszczała, że mężczyźni padli ofiarą porachunków grup przestępczych. Jednak na dalszym etapie śledztwa coraz więcej wskazywało na to, że zbrodni dokonano na tle rabunkowym. Jej pomysłodawczynią była 22-letnia studentka resocjalizacji.

Wkrótce policja aresztowała Małgorzatę Rozumecką z Pruszkowa. Podczas przesłuchań Rozumecka nie przyznawała się do udziału w zabójstwie, mówiła, że jej zamiarem był jedynie rabunek 32 telefonów komórkowych.

W trakcie wizji lokalnej twierdziła, że na miejscu zbrodni znajdowało się więcej osób,. Małgorzata Rozumecka zapewniała, że nie wie, kto strzelał do ofiar. Strzały, jakie padły wtedy w lesie, miały całkowicie ją zaskoczyć.

Zabójstwo dilerów Ery: skok na łatwe pieniądze

W 1997 roku Małgorzata Rozumecka miała 22 lat i legitymację studentki resocjalizacji. Dorastała w kochającej się rodzinie, nigdy nie sprawiała kłopotów wychowawczych, nie miała też problemów w szkole.

Podjęła pracę w Erze, w czasach gdy telefon komórkowy był luksusem, a o zasięgu na terenie całej kraju można było tylko pomarzyć. Ale nie zabawiła tam długo. Liznęła wiedzy i postanowiła na własną rękę zarabiać w branży, sprzedając telefony na fikcyjne nazwiska, umożliwiając tym samym darmowe rozmowy nabywcom.

W pracy poznała Piotra Aniołkiewicza. To jemu złożyła lukratywną propozycję.Ssławny aktor, Bogusław Linda, miał być zainteresowany kupnem 32 telefonów komórkowych dla członków swojego klubu filmowego.

 Aparaty były warte ponad 50 tys. zł, oferta była pewna, tak samo jak duża prowizja. To przekonało mężczyznę i do transakcji wciągnął swojego kolegę, Pawła Sulikowskiego. Z kartonami telefonów pojechali pod wskazany adres – do podwarszawskiego Komorowa. Ale nie było tam willi aktora, nie było samego Lindy, nie było też żadnego klubu filmowego. Była za to stojąca na drodze Rozumecka. I wykopany na skraju lasu dół…

Pewne jest, że mężczyzn zostali zastrzelono. Aniołkiewicza dodatkowo dobito ciosem łopatą, a ciała wrzucono do dołu i niedbale zasypano. Pewne jest, że godzinę później Rozumecka sprzedała telefony umówionym wcześniej handlarzom na bazarze pod Pałacem Kultury. Zainkasowała za nie 36 tys. zł. O zabójstwie policja dowiedziała się od przypadkowego przechodnia – spacerując zauważył ślady krwi na świeżo przekopanej ziemi.

Zabójstwo dilerów Ery: motyw zbrodni

Według ustaleń prokuratury, obaj zamordowani pracowali jako dilerzy Ery GSM w Warszawie. Dzień przed zabójstwem do Piotra zadzwoniła Małgorzata Rozumecka, która wcześniej pracowała z nim w Erze i zamówiła u niego 32 telefony komórkowe. Jako odbiorcę podała fikcyjny Dyskusyjny Klub Filmowy mieszczący się w Komorowie w domu znanego aktora.

Piotr wspólnie z kolegą Pawłem  wybrali 32 telefony komórkowe wysokiej klasy (o wartości 53 tys. zł) z magazynu firmy i służbowym samochodem pojechali na umówione spotkanie z Małgorzatą.

18 czerwca, w południe, w Pruszkowie spotkali się z Małgorzatą i jej kolegą, 18-letnim Marcinem T. Mieli wszyscy razem pojechać do domu aktora w Komorowie. Ale to był tylko pretekst. Dilerów zwabiono do lasu. Tam miało czekać na nich dwóch 16-latków – Krystian M. i Paweł R. (brat Małgorzaty) oraz wykopany dzień wcześniej dół. Po morderstwie ciała ofiar zasypano.

W dalszej kolejności przestępcy przełożyli telefony komórkowe do taksówki Adama B., która stała niedaleko, i pojechali do Warszawy. Jeszcze tego samego dnia Małgorzata Rozumecka sprzedała telefony umówionym wcześniej handlarzom na bazarze pod Pałacem Kultury i zgarnęła za nie kwotę 
36 tys. zł. Taka była wersja prokuratury na temat przebiegu zbrodni. Jednak w sprawie zabójstwa dilerów istniało wiele niejasności.

Pozostali podejrzani o udział w zabójstwie po aresztowaniu nie przyznawali się do udziału w zbrodni. W trakcie śledztwa policji nie udało się także wykryć broni, z której oddano śmiertelne strzały.

Dowody zbrodni

Na podstawie zgromadzonego w śledztwie materiału dowodowego, m. in. zeznań przypadkowych świadków, którzy widzieli zabójstwo oraz odcisków palców i śladów zapachowych zabezpieczonych w taksówce i samochodzie ofiar, prokuratura oskarżyła o zabójstwo dilerów Ery cztery osoby.

Małgorzatę Rozumecką oskarżona o to, że z niskich, finansowych pobudek, z zimną krwią zaplanowała okrutną zbrodnię. Następnie, biorąc do pomocy brata Pawła i znajomych: Marcina Tomczaka, Krystiana Majchrowskiego oraz taksówkarza Adama Bojanowskiego, kierowała jej przebiegiem.

Proces ws. zabójstwa dilerów rozpoczął się we wrześniu 1998 r. i od samego początku wzbudzał olbrzymie emocje. Na rozprawę wybrano największą salę w warszawskim sądzie. Przed wejściem czekał tłum dziennikarzy, kamer, mieszkańców stolicy i rodzin ofiar, domagających się sprawiedliwości. Sąd zgodził się na ujawnienie wizerunku oskarżonych oraz ich danych osobowych. Rozumecką wprowadzano skutą kajdankami, w asyście funkcjonariuszy.

– Ja na pewno nikogo nie zabiłam – mówiła w trakcie procesu. – Tego nie było w planach. Chcieliśmy tylko przewalić Piotra Aniołkiewicza.

Ucieczka ze szpitala

Jeszcze zanim doszło do procesu, media donosiły o podjętej przez Rozumecką  próbie ucieczki ze szpitala psychiatrycznego w Tworkach, gdzie przebywała na obserwacji. Według prokuratury, 25 stycznia 1998 r., ojciec i dziadek mieli pomóc podejrzanej w ucieczce. Dostarczyli jej klucze, którymi otworzyła drzwi i wyszła ze szpitala.

 Uciekającą kobietę złapali przypadkowo policjanci, w czasie zwykłego patrolu. Całą trójkę zatrzymano. W samochodzie ojca Małgorzaty znaleziono m. in. sfałszowany paszport ze zdjęciem jego córki oraz bilet lotniczy do Meksyku.

Ojciec i dziadek Rozumeckiej zostali oskarżeni o pomoc w ucieczce i znaleźli się na ławie oskarżonych ws. zabójstwa dilerów Ery. Podczas procesu nie odpowiadał brat oskarżonej, Paweł R., który kilka miesięcy po ujawnieniu zbrodni, wyleciał do Meksyku.

Świadkowie incognito

Podczas procesu ws. zabójstwa dilerów Ery, Rozumecka odmówiła składania wyjaśnień i udzielenia odpowiedzi na pytania sądu. Z odczytanych na sali sądowej wyjaśnień wynikało, że przyznała się tylko do ucieczki ze szpitala psychiatrycznego.

Również pozostali oskarżeni o zabójstwo, nie przyznawali się do zarzucanych im czynów.

Zeznania co do przebiegu zbrodni i jej uczestników złożyli także ludzie z pobliskich ogródków działkowych, którzy widzieli zdarzenie i później występowali w sprawie jako świadkowie incognito.

Po 11 miesiącach procesu zapadł pierwszy wyrok w tej głośnej sprawie. Ogłoszenie orzeczenia sądowego ws. zabójstwa dilerów Ery odczytywane było przez przewodniczącą składu sędziowskiego przy wypełnionej po brzegi sali warszawskiego sądu. Sędzia Anna Pakulska-Jabłońska przy odczytywaniu uzasadnienia wyroku zaznaczyła, że w sprawie nie udało się wyjaśnić wszystkich okoliczności zbrodni m. in. tego, kto oddał strzały do dilerów. Jakkolwiek sąd nie miał wątpliwości, co do winy Rozumeckiej. Zdaniem sądu, to ona zwabiła dilerów do lasu, a następnie kierowała przebiegiem zbrodni.

Dożywocie za podwójne zabójstwo

Na mocy wyroku sądu I instancji Małgorzata Rozumecka została uznana za  winną podwójnego zabójstwa i została skazana na dożywocie. Orzeczenie utrzymał w mocy Sąd Apelacyjny w Warszawie, a w ustnym uzasadnieniu orzeczenia sędzia Jan Krośnicki stwierdził: „To ona była organizatorem, to ona wszystko zaplanowała, to ona wydawała polecenia, to ona była przywódczynią”. Obrońca złożył jeszcze kasację, ale Sąd Najwyższy uznał ją za bezzasadną.

Sąd Najwyższy oddalił jej kasację uznając ją „za oczywiście bezzasadną” w grudniu 2001 r. Sąd Najwyższy potwierdził, że jej zamiar zabójstwa został bezsprzecznie dowiedziony. Świadczyło o tym m.in. zaplanowanie napaści na osobę dobrze znaną oskarżonej, która musiała być pozbawiona życia, bo inaczej zdemaskowałaby Rozumecką. Inne argumenty, które przekonały sąd, to: wykopany dzień wcześniej dół, niezamaskowane twarze sprawców oraz wcześniejszy podział ról między poszczególnych uczestników zbrodni.

Mężczyźni, którzy zasiedli z „królową zbrodni” na ławie oskarżonych odsiedzieli już swoje kary, a jednego uniewinniono.

Zabójstwo dilerów Ery: pozostały znaki zapytania

Do dziś nie wiemy, co wydarzyło się w ów tragiczny czerwcowy dzień. Zabójstwo dilerów Ery do dzisiaj skrywa wiele zagadek. Nie wiemy, kto znajdował się na leśnej polanie. Czy skazani z premedytacją zamierzali zabić swe ofiary, czy też chcieli je tylko nastraszyć. Nie wiemy, kto wykopał dół. Nie wiemy, kto miał broń i skąd, ani kto strzelał – nikogo nie przebadano pod kątem używania broni w ostatnich godzinach.

Kolejna niewiadoma: nie wiemy, czyje niedopałki papierosów znaleziono w trawie – nigdy nie pobrano z nich materiału do badań. Nie wiemy, ile widzieli świadkowie schowani za krzewami, trawami i drzewami. Gdy zapadały wyroki minęło wiele czasu, i okolica zmieniła się nie do poznania.

Wreszcie nie wiemy, czy na miejscu zbrodni był jeszcze ktoś, ów tajemniczy mężczyzna w kominiarce, o którym wspomniała niegdyś Rozumecka. Nie wiemy też jaką wartość miały zeznania Adama Bojanowskiego. Mężczyzna wyraźnie zasugerował, że było to zabójstwo na zlecenie, bo nikt się nimi nie zainteresował. Wyjaśnił, że Aniołkiewicz miał robić w Erze przekręty. Twierdził, że po zabójstwie Rozumecka miała dostać przez telefon pochwałę: „odwaliłaś kawał dobrej roboty, firma będzie ci wdzięczna”.

Idealnym podsumowaniem wydają się być słowa prokuratora Karola Napierskiego… – Na temat przebiegu wydarzeń na polanie nic niestety nie wiadomo, bo ci, którzy mogliby to opowiedzieć – nie żyją, zaś oskarżeni mówią to, co jest im wygodne…

Fascynowały ją pieniądze, imponował półświatek

Trudno byłoby w minionym ćwierćwieczu znaleźć reportaż o przestępczości kobiet lub morderczyniach z długimi wyrokami, w których nie pojawiłby się wątek pochodzącej z Pruszkowa Małgorzaty Rozumeckiej. Była też pierwowzorem postaci w serialach kryminalnych, udzieliła kilku wywiadów, jest nawet współautorką książki.

Pozornie nic nie stało na przeszkodzie, aby wiodła spokojne, uczciwe życie. Bez wątpienia inteligentna. Pochodziła z tzw. normalnego domu, rodzice ciężko pracowali, opłacili córce studia w kierunku resocjalizacji. Ona jednak była zafascynowana pieniędzmi. Imponował jej przestępczy półświatek.

Trzeba pamiętać, że wtedy w Warszawie i okolicznych miejscowościach grasowali brutalni gangsterzy, którzy nawet nie kryli się ze swoim bogactwem. Wspominał o niej nawet najsłynniejszy świadek koronny Jarosław S., pseudonim „Masa”: „była dziwna, kochała świat gangsterski, kręciła się przy nas. Kiedyś chciała mi dać kilkanaście tysięcy złotych za zabicie jakiegoś człowieka, który rzekomo czyhał na jej głowę. Oplułem ją i odszedłem. Tak skończyła się moja znajomość z Rozumecką”.

Po ponad dwudziestu latach od tych tragicznych wydarzeń, skazana udzieliła wywiadu. Monika Sławecka, autorka książki „Dożywocie. Zbrodnia i kara Małgorzaty Rozumeckiej”, w Programie Trzecim Polskiego Radia tak opowiadała o życiu Rozumeckiej w więzieniu:

– Ostatnie lata poświęcała na kulturę, brała udział we wszystkich możliwych zajęciach artystycznych i spotkaniach z artystami, dziennikarzami, aktorami, którzy przychodzili do osadzonych. Pisze tam swój pamiętnik. Jest zasypana stertą książek, cały czas czyta. Żyje w swoim wyimaginowanym świecie. Najchętniej odbywałaby karę w izolatce, żeby odciąć się od życia więziennego –

Czy Małgorzata Rozumecka ma szansę wyjść z więzienia? O tym zdecydują sędziowie… o ile skazana w ogóle o to zawnioskuje. Teoretycznie może o to wnioskować nawet w tym roku…

Źródło: nasygnale.pl, onet.pl, telegraf24.eu,