Zabójstwo Jaroszewiczów: oskarżony zmienia wyjaśnienia

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy się proces domniemanych sprawców zabójstwa byłego premiera z czasów PRL-u Piotra Jaroszewicza i jego żony – Alicji. Proces niełatwy, bo zdarzenia, którymi zajmuje się Temida, miały miejsce prawie 30 lat temu. Czy zapadną wyroki skazujące? Trudno dziś wyrokować, bowiem oskarżeni wycofują się w niektórych wyjaśnieńe.

Składałem takie wyjaśnienia przed prokuratorem, ale nie do końca było tak, jak mówiłem. Te momenty, gdzie się przyznaję do różnych dziwnych rzeczy, są dla mnie niejasne i mogę mieć wątpliwości, czy to jest obiektywne – mówił niedawno przed sądem Dariusz S. współoskarżony w sprawie zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów w 1992 r.

– Wymyśliłem taki sposób, żeby opowiedzieć te historie, które mi się wydawały – powiedział Dariusz S. odnosząc się do swych wyjaśnień w prokuraturze w lutym 2018 r.

Czego się pan obawiał?

Wówczas, w 2018 r. – uzupełniając swoje wcześniejsze słowa ze śledztwa – S. mówił, że podczas napadu „nastraszył” Alicję Solską-Jaroszewicz, pokazując jej nóż. Relacjonował także, że podczas morderstwa Piotra Jaroszewicza przytrzymał laskę, za pomocą której duszono ofiarę.

– Co sąd ma przez to rozumieć, czego pan się obawiał? – pytał sędzia Stanisław Zdun, odnosząc się do zmiany wyjaśnień przez S.

Oskarżony odpowiedział, że być może tak mówił w śledztwie, bo obawiał się, że prokurator mu nie uwierzy. – Jak opowiem bardziej drastyczne sytuacje, to wtedy będzie to bardziej prawdopodobne – zaznaczył i dodał, że obawiał się także, że nie dostanie nadzwyczajnego złagodzenia kary w innej swojej sprawie dotyczącej porwania.

Wariograf prawdę ci powie

Wyjaśnienia z lutego 2018 r. zostały złożone przez Dariusza S. bezpośrednio po badaniu wariograficznym, które – jak przyznał oskarżony – wypadło dla niego „negatywnie”.

– A nie było tak, że pan intencjonalnie chciał uwiarygodnić swoje wyjaśnienia, bo oblał pan test na wariografie? – zapytała sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska.

Dariusz S. odpowiedział: „Czy intencjonalnie, czy nieintencjonalnie, trudno mi powiedzieć”.

– Czy opisywane w śledztwie zdarzenie o grożeniu nożem miało miejsce? (…) Czy ten kijek, laskę, trzymał pan zadzierzgniętą na szyi pokrzywdzonego? – dopytywała sędzia. – Tak naprawdę szczerze wydaje mi się, że to nie miało miejsca. (…) Jestem przekonany, że próbowałem wyrwać tę laskę – odpowiedział Dariusz S.

Sędzia Wierciszewska-Chojnowska zapytała w końcu, czy „jakbyśmy pana za pół roku przesłuchiwali, to poda pan w wątpliwość to, co pan teraz wyjaśnia”?. – Jest to bardzo prawdopodobne – odpowiedział S., dodając, że za pół roku zdarzenia z 1992 r. może „całkiem inaczej pamiętać”.

Zabójstwo Jaroszewiczów: co robił członek gangu karateków?

Dariusz S. to jeden z członków tzw. gangu karateków, który w latach 90. dokonał kilkudziesięciu napadów rabunkowych. Wraz z dwoma innymi członkami gangu – Robertem S. oraz Marcinem B. – jest oskarżony w procesie dotyczącym zabójstwa b. premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony, który toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie od sierpnia zeszłego roku.

Z dotychczasowych wyjaśnień S. przed tym sądem wynika, że uczestniczył on w napadzie rabunkowym na willę Jaroszewiczów – potwierdził to także w czwartek, pytany wprost przez sąd po zmianie wyjaśnień z 2018 r.

Dariusz S. wielokrotnie podkreślał, że był to jego pierwszy napad tego typu i nie brał nawet pod uwagę, że jego wynikiem mogą być ofiary śmiertelne. Jednocześnie – na co konsekwentnie wskazuje sąd – w wyjaśnieniach mężczyzny jest wiele luk i nieścisłości, także w porównaniu z wcześniejszymi wyjaśnieniami składanymi w postępowaniu przygotowawczym.

Zabójstwo Jaroszewiczów: przypomnijmy fakty

Prokuratura zarzuciła trzem mężczyznom zasiadającym na ławie oskarżonych napad rabunkowy na posesję Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji w warszawskim Aninie w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r., podczas którego mieli dokonać zabójstwa Jaroszewiczów. Robertowi S. zarzucono również zabójstwo małżeństwa S. w 1991 r. w Gdyni oraz usiłowanie zabójstwa mężczyzny w Izabelinie w 1993 r. Grozi im kara dożywocie.

Według prokuratury, w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu Jaroszewiczów przez uchylone okno łazienki Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną.

Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska–Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Oskarżeni przeszukali dom, zabrali z niego – poza dwoma pistoletami – 5 tys. marek niemieckich, pięć złotych monet oraz damski zegarek.

Jak wskazuje prokuratura, prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już wcześnie rano, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił.

Według prokuratury, po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i miał ją zastrzelić.

Warszawski sąd okręgowy jest na etapie weryfikacji obszernych wyjaśnień oskarżonych. Proces ma być kontynuowany 22 kwietnia br.

Źródło: PAP

Fot. Pixabay.com