Zabójstwo Kristiny z Mrowin: wyrok Sądu Najwyższego

Czasem zło nie przychodzi z ciemności. Przychodzi o jasnym świetle czerwcowego dnia, w samo południe, gdy dzieci wychodzą ze szkoły i świat wydaje się bezpieczny. Przychodzi w wypożyczonym samochodzie, w butach o dwa numery za dużych, z nożem ukrytym w torbie. Przychodzi w postaci człowieka, którego ofiara znała od lat. I któremu zaufała na tyle, by wsiąść do auta bez słowa protestu.

13 czerwca 2019 roku 10-letnia Kristina z Mrowin wyszła ze szkoły. Miała przed sobą kilometr drogi do domu. Niecały kilometr, który nigdy nie został przez nią przebyty. Zamiast tego – sześć kilometrów w przeciwnym kierunku, do lasu pod Imbramowicami, gdzie czekał na nią los gorszy od najczarniejszego koszmaru. 32 ciosy nożem. Rany kłute klatki piersiowej i szyi. Ciało pozostawione w stanie sugerującym działanie pedofila – choć dziewczynka nie padła ofiarą gwałtu. To była zbrodnia zaplanowana z chirurgiczną precyzją. Zbrodnia, której motyw brzmiał jak zdeformowana wersja romantycznej tragedii: „Zrobiłem to nie przeciwko niej, ale dla niej”.

„Dla niej” – czyli dla matki Kristiny. Kobiety, w której sprawca był zakochany. Kobiety, której córkę traktował jako przeszkodę na drodze do szczęścia.

Siedem lat później, w lipcu 2026 roku, Sąd Najwyższy oddalił kasację obrony. Kara dożywotniego pozbawienia wolności dla Jakuba A. stała się ostateczna. Ale czy sprawiedliwość naprawdę została wymierzona? I czy w ogóle można mówić o sprawiedliwości, gdy w grę wchodzi życie dziecka, które zginęło cztery dni przed dziesiątymi urodzinami?

Kristina mieszkała w Mrowinach, niewielkiej wsi na Dolnym Śląsku, niedaleko Świdnicy. Wróciła tam z mamą Agnieszką i dwójką młodszego rodzeństwa z emigracji w Irlandii. Zamieszkały u babci. Dziewczynka była wysportowana – ćwiczyła balet, pięknie rysowała, zachwycała sąsiadów swoją pogodą ducha i umiejętnością mówienia po angielsku. „Zawsze była uśmiechnięta, radosna” – wspominała jedna z sąsiadek. Inna dodawała: „Zgrabna, fajna dziewczyna”.

Kristina była też dojrzała jak na swój wiek. Odkładała kieszonkowe na studia, marzyła o medycynie estetycznej. Rozumiała trudną sytuację matki – samotnej kobiety wychowującej troje dzieci. „Mamusiu, będzie ci ciężko, bo wychowujesz nas sama” – mawiała. To było dziecko, które myślało o przyszłości, które planowało, które chciało być kimś.

Jej ulubione kolory to biel i błękit. To właśnie w tych barwach ubrali się ludzie, którzy przyszli ją pożegnać 22 czerwca 2019 roku na cmentarzu komunalnym w Żarowie. Kilkaset osób. Dzieci ze szkoły podstawowej w Mrowinach, której Kristina była uczennicą. Nauczyciele, sąsiedzi, nieznajomi. „Spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą” – napisała szkoła w liście pożegnalnym.

Ale najbardziej wstrząsnął zebranymi list matki. „Myślałam, że będę ci to mogła powiedzieć osobiście, ale twoje życie zakończyło się tak szybko” – zaczęła Agnieszka. I opowiedziała historię, której nikt nie znał. O tym, że miesiąc po poczęciu Kristiny usłyszała diagnozę: nowotwór jajnika. Gdyby nie ciąża i badanie USG, nigdy by się nie dowiedziała. „Uratowałaś mi życie. Dziękuję” – mówiła przez łzy, a w tłumie nie było nikogo, kto mógłby powstrzymać własne.

Kristina zginęła cztery dni przed swoimi dziesiątymi urodzinami. W dniu, w którym powinna dostać prezenty, zjeść tort, poczuć się wyjątkowo. Zamiast tego jej ciało leżało w lesie, a matka pisała do niej list, którego nigdy nie przeczyta.

Jakub A. miał 22 lata, gdy popełnił zbrodnię. Student psychologii w prywatnej dolnośląskiej uczelni we Wrocławiu. Mieszkaniec Partynic. Syn rodziny, którą sąsiedzi opisywali jako dobrze sytuowaną – dziadkowie byli lekarzami, wyjeżdżali na zagraniczne misje. Sam Jakub według relacji z otoczenia był „cichy, spokojny, grzeczny”. Kosił trawnik u dziadka, zachowywał się normalnie.

Ale normalność była tylko powierzchnią.

Jakub A. był spokrewniony z matką Kristiny. Jego mama i pani Agnieszka były w jakimś stopniu ze sobą spokrewnione – Jakub był więc w rodzinie. Często widywał się z Agnieszką, odbierał jej dzieci ze szkoły. Zaprzeczał, że coś do niej czuje, ale jego matka podejrzewała. „On nigdy nie mówił o tej relacji, nigdy jej nie nazwał. Ja tylko mogłam podejrzewać, że taka relacja mogła się stworzyć” – wyznała w rozmowie z dziennikarzami. I dodała: „Ona jest matką trójki dzieci, a to młody człowiek. Dodatkowo jest też między nimi powiązanie rodzinne. Więc nie było moralnego prawa, by doszło do tego”.

Kristina jednak nie przepadała za Jakubem. Prosiła mamę, by nie zostawał u nich na noc. Feralnego dnia pozwoliła jednak, by przyjechał po nią do szkoły. Znała go. Ufała mu. To był błąd, który kosztował ją życie.

Według ustaleń śledczych, Jakub A. od jakiegoś czasu planował zabójstwo. Uważał, że Kristina przekonuje matkę, by nie wiązała się z dużo młodszym od siebie partnerem. Dziewczynka była dla niego przeszkodą. Problem do usunięcia.

W maju 2019 roku, miesiąc przed morderstwem, Jakub A. podjął pierwszą próbę. Zaproponował znajomemu zabicie Kristiny. Był gotów zapłacić 10 tysięcy złotych. Mężczyzna, któremu złożył ofertę, nie potraktował jej poważnie. Sądził, że to żart.

Ale Jakub A. nie żartował.

Gdy propozycja została odrzucona, postanowił działać sam. I zaczął planować z zimną krwią.

Kupił buty w większym rozmiarze, niż rzeczywiście nosił – by wprowadzić w błąd śledczych co do rozmiaru stopy sprawcy. Wypożyczył samochód, którym 13 czerwca pojechał do Mrowin. Znał plan zajęć dziewczynki. Wiedział, że tego dnia kończy lekcje o 12.30. Czekał na nią.

Gdy Kristina wracała ze szkoły, sama wsiadła do jego auta. Nie miała powodu się bać. To był „wujek”, członek rodziny, człowiek, którego znała.

Jakub A. wywiózł ją do lasu pod Imbramowicami. Tam, z dala od wzroku ludzi, zrealizował swój plan. Zadał jej 32 ciosy nożem. Rany kłute klatki piersiowej i szyi. Potem rozebrał ciało – nie dla celów seksualnych, ale by upozorować zbrodnię na działanie pedofila. Chciał skierować śledczych na fałszywy trop.

Gdy wrócił do Wrocławia, bardzo drobiazgowo posprzątał samochód, który potem zwrócił do wypożyczalni. Pozbył się noża i ubrań, które miał na sobie podczas zbrodni. Jego plan był precyzyjny, przemyślany, racjonalny – jak stwierdził później sędzia Sądu Najwyższego Michał Laskowski. „Wyjątkowo precyzyjnym, przemyślanym, racjonalnym działaniem, które było oczywiście ohydne i obrzydliwe, ale na swój sposób było racjonalne i przygotowane w drobnych szczegółach”.

Plan miał jednak lukę. Jakub A. nie miał alibi.

Zaginięcie Kristiny zgłoszono szybko. Gdy dziewczynka nie dotarła do domu, zaniepokojona matka zaczęła szukać. Ostatni raz Kristina była widziana 200 metrów od bloku, w którym mieszkała. Potem ślad po niej zaginął.

Poszukiwania prowadzili policjanci, strażacy, mieszkańcy. Sprowadzono helikopter. Metr po metrze przeszukiwano okoliczny teren. Ale wieczorem tego samego dnia policja kazała przerwać akcję. Powód był jeden: w lesie koło Żarowa, sześć kilometrów od Mrowin, spacerująca z psem kobieta znalazła ciało dziewczynki.

Sekcja zwłok trwała prawie 12 godzin. Biegli zebrali i zabezpieczyli wiele śladów. Przyczyną śmierci były liczne rany kłute – w akcie oskarżenia wyliczono 30 takich ran. Ujawniono też ślady sugerujące podłoże seksualne, co wstępnie skłaniało śledczych do tropu pedofilskiego.

Ale Jakub A. nie był pedofilem. Był człowiekiem zaburzonym, ale nie w tym sensie.

Przełom w śledztwie nastąpił dzięki świadkowi, który zgłosił się na policję. Mężczyzna ten zeznał, że Jakub A. od miesiąca planował zbrodnię i chciał zlecić mu zabicie Kristiny. To wystarczyło, by skierować uwagę śledczych na 22-latka.

Policja zatrzymała go 16 czerwca 2019 roku, trzy dni po zabójstwie. Zatrzymanie było spektakularne – funkcjonariusze w kaskach i z bronią, Jakub A. wyprowadzany z budynku w kajdankach. Nagranie z akcji obiegło media.

Początkowo podejrzany zaprzeczał. Miał przygotowane alibi. Próbował skierować śledczych na kogoś innego. Ale podczas wizji lokalnej, przeprowadzanej zarówno w miejscu zbrodni, jak i w innych miejscach, jego wersja zaczęła się sypać. „W informacjach przez niego podawanych były luki, podczas wizji pojawiło się coraz więcej tych luk; w końcu podejrzany złamał się i przyznał się, że jest sprawcą zabójstwa” – relacjonował prokurator Mariusz Pindera.

W trakcie eksperymentu procesowego Jakub A. w sposób szczegółowy przedstawił przebieg zdarzenia, ujawniając okoliczności, które mógł znać tylko sprawca. Informacje te znalazły potwierdzenie w innych dowodach.

W ramach śledztwa prokuratura zgromadziła kilkadziesiąt opinii biegłych – w tym 43 opinie genetyczne dotyczące identyfikacji kilkuset zabezpieczonych śladów biologicznych, a także opinie z zakresu chemii, daktyloskopii, traseologii, psychiatrii, psychologii i seksuologii. To było jedno z najbardziej drobiazgowych śledztw w historii dolnośląskiej prokuratury.

Kluczowym zagadnieniem w sprawie od samego początku był stan psychiczny Jakuba A. Biegli psychiatrzy i psychologowie, którzy badali go na zlecenie prokuratury, wydali jednoznaczną opinię: w chwili popełnienia zbrodni był w pełni poczytalny. Stwierdzili u niego zaburzenia osobowości o charakterze narcystycznym i sadystycznym. W opinii napisali, że fantazjuje o dokonywaniu zabójstw innych ludzi. „Biegli psychologowie stwierdzili u Jakuba A. zaburzenia osobowości polegające m.in. na dużym nasileniu wrogości i nienawiści wobec otoczenia, a także cechy sadystyczne oraz fantazje o dokonywaniu zabójstw innych ludzi. W ocenie biegłych, stwierdzone zaburzenia osobowości wskazują na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez oskarżonego podobnych czynów w przyszłości” – podawał prokurator Tomasz Orepuk.

To była diagnoza przerażająca. Człowiek, który zabił dziecko nie w afekcie, nie pod wpływem narkotyków czy alkoholu, ale z zimną krwią, po tygodniach planowania. I który – według biegłych – zabiłby ponownie, gdyby nie został złapany.

W trakcie procesu apelacyjnego obrona zakwestionowała te opinie. Twierdziła, że są „nierzetelne”, że biegły dr Jerzy Pobocha jeszcze przed zatrzymaniem Jakuba A. wypowiadał się w mediach na temat potencjalnego sprawcy, oceniał go i charakteryzował jego rys psychologiczny. Obrońcy twierdzili też, że kilkunastu lekarzy zdiagnozowało u oskarżonego schizofrenię. Sąd Apelacyjny zdecydował więc o dopuszczeniu kolejnej opinii zespołu biegłych psychiatrów i psychologów.

Nowa opinia była zbieżna z poprzednimi. Jakub A. był i jest poczytalny. Także wtedy, gdy mordował 10-latkę.

Proces przed Sądem Okręgowym w Świdnicy rozpoczął się we wrześniu 2021 roku. Od pierwszej rozprawy toczył się z wyłączeniem jawności – na wniosek matki Kristiny, która nie chciała, by jej córka była ponownie wystawiana na pokaz. Sąd przychylił się do tego wniosku.

Jakub A. usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz podżegania innej osoby do dokonania tego czynu. Przyznał się do winy, choć jego zeznania były pełne sprzeczności. Próbował przedstawić się jako ofiarę okoliczności, kogoś, kto działał w emocjach, a nie z premedytacją.

11 października 2022 roku Sąd Okręgowy w Świdnicy wydał wyrok: dożywocie. Sąd orzekł też, że Jakub A. będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po upływie 30 lat. Zasądził po 100 tysięcy złotych odszkodowania rodzicom oraz ponad 97 tysięcy złotych kosztów postępowania.

Ale to nie był koniec.

Prokuratura odwołała się od wyroku. Domagała się, by skazany mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 40 latach. Apelację złożyła też obrona – wnioskując o umorzenie sprawy z powodu stanu psychicznego oskarżonego. Oskarżyciel posiłkowy, matka Kristiny, domagała się wyższego zadośćuczynienia.

Proces apelacyjny przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu rozpoczął się w kwietniu 2023 roku, ale został odroczony na ponad 10 miesięcy – by kolejny zespół biegłych mógł ocenić stan zdrowia psychicznego Jakuba A. 8 lutego 2024 roku sąd wznowił rozprawę.

Jakub A. siedział na sali ze spuszczoną głową. Tuż przed ogłoszeniem wyroku przemówił: „Jest mi bardzo przykro z tego, co się wydarzyło. Bardzo tego żałuję. Chciałbym przeprosić wszystkich, którzy zostali urażeni tym czynem. Chciałbym prosić sąd o obiektywne rozpatrzenie sprawy, a wszystkich o przebaczenie”. I dodał słowa, które brzmiały jak wyjątkowo zniekształcony język miłości: „Zrobiłem to nie przeciwko niej, ale dla niej”.

Gdy sąd pytał go, o jaką karę wnosi, odparł: „Nie można być katem we własnej sprawie, dlatego zdaję się na sąd”.

Sąd Apelacyjny podtrzymał karę dożywocia. Wykreślił jednak z orzeczenia stwierdzenie, że Jakub A. działał ze szczególnym okrucieństwem. „Oskarżony dokonał okrutnej zbrodni, ale nie szczególnie okrutnej. To czyn, który się w głowie nie mieści. Tu nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Szkodliwość tego czynu jest najwyższa z możliwych” – uzasadniał wyrok sędzia Andrzej Kot.

Sąd zdecydował, że Jakub A. będzie odbywał karę w systemie terapeutycznym. Podwyższył zadośćuczynienie dla matki Kristiny do 200 tysięcy złotych. Wyrok był prawomocny – ale obrona złożyła kasację do Sądu Najwyższego.

Kasacja obrony sprowadzała się przede wszystkim do kwestii poczytalności. Adwokaci Jakuba A. twierdzili, że sądy obu instancji błędnie oceniły jego stan psychiczny w chwili zabójstwa. Domagali się uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania.

W lipcu 2026 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację. Sędzia Michał Laskowski w uzasadnieniu podkreślił racjonalność działania sprawcy. „Wielokrotnie w tego typu sprawach wnioski wyciągane są na podstawie tego, jak działa oskarżony, jak działa sprawca. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z wyjątkowo precyzyjnym, przemyślanym, racjonalnym działaniem, które było oczywiście ohydne i obrzydliwe, ale na swój sposób było racjonalne i przygotowane w drobnych szczegółach”.

To zdanie jest kluczem do zrozumienia tej sprawy. Jakub A. nie był szaleńcem w klasycznym sensie. Nie działał w amoku. Planował, kalkulował, przewidywał. Kupował buty w za dużym rozmiarze, wypożyczał samochód, sprzątał po sobie. To nie był czyn popełniony w stanie wyłączający poczytalność. To był czyn popełniony przez człowieka, który doskonale wiedział, co robi. I dlaczego to robi.

Kara dożywotniego pozbawienia wolności stała się ostateczna. Jakub A. będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie najwcześniej po 30 latach. Będzie odbywał karę w systemie terapeutycznym – choć zdaniem biegłych, jego zaburzenia osobowości są na tyle głębokie, że terapia może okazać się nieskuteczna.

Sprawa Kristiny z Mrowin jest zamknięta w sensie prawnym. Ale w sensie ludzkim pozostaje otwarta jak rana, która nigdy się nie zagoi.

Czy matka Kristiny kiedykolwiek przestanie zadawać sobie pytanie, dlaczego pozwoliła córce wsiąść do tego samochodu? Czy rodzeństwo dziewczynki – jej młodsze rodzeństwo, które straciło siostrę w tak okrutny sposób – kiedykolwiek będzie mogło prowadzić normalne życie? Czy wieś Mrowiny, gdzie wszyscy się znają, gdzie dzieci chodzą same ze szkoły, gdzie świat wydaje się bezpieczny – czy ta wieś kiedykolwiek odzyska spokój?

I najważniejsze pytanie: czy Jakub A. naprawdę kochał matkę Kristiny? Czy to, co nazywał miłością, nie było po prostu chorobliwym posiadaniem, narcystycznym pragnieniem kontroli, którego ofiarą padła niewinna dziesięciolatka? „Zrobiłem to dla niej” – mówił. Ale czy ktokolwiek, kto naprawdę kocha, jest w stanie zabić dla tej miłości dziecko?

Sąsiedzi Jakuba A. mówią, że był „fajny, sympatyczny”. Jego matka wyznaje: „Mieliśmy z nim tylko krótkie spotkanie w piątek, był bardzo spokojny. Nic nie zwiastowało, że on może dopuścić się takiego czynu, był zawsze grzecznym chłopcem”. To powtarza się jak mantra po każdej zbrodni. „Był normalny”. „Nic nie zwiastowało”. „Nigdy bym nie pomyślał”.

Ale może właśnie to jest najstraszniejsze. Że zło nie zawsze ma twarz potwora. Że czasem ma twarz grzecznego studenta psychologii, który kosi trawnik u dziadka i pomaga odbierać dzieci ze szkoły. Że czasem zakrada się do naszego życia w przebraniu normalności, czekając na moment, w którym zdejmie maskę.

Kristina z Mrowin miała dziesięć lat. Marzyła o studiach medycznych, odkładała kieszonkowe, ćwiczyła balet, pięknie rysowała. Cztery dni przed urodzinami, których nigdy nie obchodziła, wsiadła do samochodu człowieka, którego znała. I zginęła – nie z rąk obcego, nie z rąk pedofila, nie z rąk szaleńca. Z rąk kogoś, kto „kochał” jej matkę.

„Uratowałaś mi życie” – napisała Agnieszka do córki na pogrzebie. Teraz, gdy sprawiedliwość została wymierzona, gdy Sąd Najwyższy postawił kropkę nad „i”, te słowa brzmią jeszcze bardziej przejmująco. Bo Kristina uratowała życie matki – ale matka nie mogła uratować jej.

I to jest tragedia, której żaden wyrok nie jest w stanie naprawić.

Na zdjęciu: zatrzymanie Jakuba A. fot. policja.pl

Tekst powstał w oparciu o dokumentację procesową, relacje świadków oraz informacje prasowe z lat 2019–2026.