Zamordował swoich klientów, w tym kalekę

Był nim Tadeusz P., o którego dopytywała się ranna kobieta. Martwy kaleka (bez nóg – wynik postępującej cukrzycy) leżał twarzą w kałuży krwi na progu swego mieszkania. Jego wózek inwalidzki stał pośrodku pokoju.

Ratownik pogotowia na widok pacjentki, do której wezwano karetkęwykrzyknął:

– O k…, mózg na wierzchu!

63-letnia kobieta została przewieziona do szpitala helikopterem. Nieprzytomną Grażynę K. znalazł w pobliżu garażu jej sąsiad, 78-letni Stanisław. Leżała w kałuży krwi wymieszanej z potokiem wody, bo tego dnia przeszła przez ich podwarszawską wieś ulewa. Kobieta dusiła się od krwi płynącej z ust po wybiciu kijem przednich zębów. Widać było, że usiłowała doczołgać się do swego mieszkania, od którego dzieliła ją wyżwirowana ścieżka, ale nie miała sił, skończyło się na porwaniu odzieży i utytłaniu w błocie. Na widok sąsiada na chwilę oprzytomniała i zdołała wykrztusić: „Gdzie jest Tadeusz?”. Po czym ponownie zemdlała.

Tylko błyskawiczna pomoc lekarska – przede wszystkim natychmiastowa operacja głowy – uratowały kobietę od śmierci. Jednakże połamane kręgi szyjne, uszkodzony mózg, roztrzaskana czaszka tak bardzo, że nie udało się jej w pełni zrekonstruować, na zawsze uniemożliwiły Grażynie K. pełny powrót do zdrowia.

Kiedy pogotowie lotnicze transportowało ją do szpitala, wezwana przez ratownika policja spisywała raport po odnalezieniu denata w budynku na posesji. Był nim ów Tadeusz, o którego dopytywała się ranna kobieta. Martwy kaleka (bez nóg – wynik postępującej cukrzycy) leżał twarzą w kałuży krwi na progu swego mieszkania. Jego wózek inwalidzki stał pośrodku pokoju. Podczas sekcji zwłok doliczono się czternastu dźgnięć nożem.

Kiedy tylko Grażyna K. odzyskała świadomość po ciężkiej operacji, została przesłuchana przez śledczych. Spieszyli się, bo sprawca jej pobicia i morderstwa 70-letniego Tadeusza P. pozostawał na wolności, a cudem uratowana pacjentka była jedynym żyjącym świadkiem. 

Kobieta wskazywała na 34-letniego Michała L., syna znajomych Tadeusza P. Ale o samej napaści niewiele mogła powiedzieć – po obrażeniach głowy miała luki w pamięci. Poza tym bardzo męczyła ją jakakolwiek rozmowa; lekarze prosili o oszczędzanie pacjentki.

Po kilkukrotnych próbach spisania protokołu, relacja pokrzywdzonej wyglądała następująco:

„Z Tadeuszem P. była w związku partnerskim od kilku lat. Opiekowała się nim, prowadziła mu gospodarstwo, bo mężczyzna poruszał się tylko na wózku inwalidzkim. Kiedy uznali, że czas zmienić samochód na wygodniejszy – mercedesa, Tadeusz P. chciał, aby zajął się tym Michał L., syn jego przyjaciela, który miał warsztat samochodowy, a ponadto, jako diler samochodowy sprowadzał pojazdy z Niemiec. Tadeusz znał tę rodzinę od pokoleń i zawsze u nich kupował oraz naprawiał swoje pojazdy. Uważał, że porządnie wychowali syna – skończył studia jako specjalista ds. marketingu i zarządzania.

Diler otrzymał niespełna 62 tys. zł zaliczki. Zobowiązał się w ustalonym terminie podstawić samochód przed domem „wujka”.

Było sporo irytacji, bo Michał L. raz po raz zmieniał datę wywiązania się z kontraktu, potem nie odbierał telefonów i nie pomagały prośby jego ojca, aby nie robił mu wstydu u przyjaciela. W końcu przyszedł ten dzień, gdy Tadeusz P. otrzymał telefoniczną wiadomość, że wszystko już załatwione, może się szykować na przejażdżkę własnym mercedesem.

Michał L. pojawił się w progu domu Tadeusza P. 30 sierpnia 2023 roku. Niestety, bez samochodu. Tłumaczył, że dostawa opóźni się o kilka dni. Póki co, chciałby pokazać pani Grażynie w swoim wozie, jak prowadzi się z automatyczną skrzynią biegów. Taka miała być w zamówionym mercedesie.

Wyszli na podwórko, Grażyna wsiadła do wozu Michała L. i objechała wokół dom swego partnera. Ucieszona, że dała radę, zatrzymała samochód w pobliżu garażu, aby się tam schronili przed nadchodzącą ulewą. Wysiadając, poczuła na szyi żelazny uścisk rąk towarzyszącego jej mężczyzny i straciła przytomność.

Mieszkający w pobliżu 78-letni Stanisław O. nie usłyszałby wołania sąsiadki, gdyby nie jego mała wnuczka. Kiedy dziadek z babcią oglądali telewizję, dziewczynka bawiła się na podwórku. Nagle usłyszała niewyraźnie wypowiedziane wołanie: „Ratunku! Pomocy!”. Rozejrzała się wokół – była sama. Ale rozpaczliwe błaganie powtórzyło się. Rezolutne dziecko pobiegło do dziadków opowiedzieć o tym dziwnym zdarzeniu. Stanisław O. wyszedł na zewnątrz. Nasłuchiwał chwilę, ale docierał do niego tylko szum drzew. Już miał wrócić przed telewizor w przekonaniu, że wnuczka fantazjuje, gdy usłyszał rozpaczliwe: „Sąsiedzie, pomocy!”. Rozpoznał głos Grażyny K. Ruszył w jej stronę…

Skrupulatne przeszukanie posesji Tadeusza P. dało efekt: w ogrodowej sadzawce znaleziono niedawno używane rękawice wędkarskie i nóż. Biegli z zakresu genetyki wykryli na tych przedmiotach krew Grażyny K. oraz jej partnera. Na rękawicach ujawniono DNA Michała L. Krew kobiety znajdowała się również na kiju znalezionym w pobliżu garażu. To tym narzędziem zostały jej wybite zęby.

Podejrzany Michał L. nie przyznał się do zabójstwa przyjaciela jego ojca i brutalnego pobicia Grażyny K. Był oburzony takim potraktowaniem go przez śledczych, wszak z pokrzywdzonym znał się od dziecka, w dzieciństwie nazywał go wujkiem. Nie przeczył, że wziął pieniądze na zakup mercedesa i nie dotrzymał terminu realizacji zamówienia. Ale to nie jego wina – tłumaczył. Został oszukany przez pośrednika. Pojawiła się jeszcze inna komplikacja – upatrzony w Niemczech samochód był w leasingu i trzeba było czekać na jego wykup.

Tadeusz P. był człowiekiem ugodowym. Kiedy się spotkali, powiedział, że jeszcze trochę poczeka. Michał L. zapewnił „wujka”, że w najgorszym razie zwróci mu pieniądze. To były ustne uzgodnienia, wcześniej umowę spisali „na kolanie”, bez notariusza, nawet bez świadka.

Michał L. nie zaprzeczał, że w dniu, w którym senior został zamordowany, był w jego domu. Nawet się zasiedział, bo pan Tadeusz, który w młodości dużo podróżował po świecie, pokazywał mu filmy ze swych ekskursji. Tym razem pochylali się nad fotografiami z Czarnogóry. Wypili kawę, Michał L. wymówił się od zjedzenia z gospodarzami obiadu, bo tego dnia miał jeszcze sporo spraw do załatwienia. Pani Grażyna miała jeszcze jedną prośbę: aby zmienił w jej starym samochodzie opony z zimowych na letnie. Michał L. ponoć się zdziwił, bo mieli już sierpień, ale zareagował uwagą: nasz klient, nasz pan.

– Wyszliśmy na podwórko – zeznał podejrzany. – Ja założyłem robocze rękawice, aby przy okazji sprawdzić stan techniczny ich obecnego pojazdu. Potem pokazałem pani Grażynie, jak się obsługuje skrzynię biegów w nowych mercedesach. Okazała się pojętną uczennicą. I to był koniec wizyty w tym domu.

Po chwili milczenia przesłuchiwany coś jeszcze sobie przypomniał: na odchodnym Grażyna K. pożaliła mu się na niewdzięczność jej partnera. Tak się o niego troszczy, pielęgnuje, a w testamencie została pominięta. Jeśli on odejdzie pierwszy, rodzina Tadeusza wyrzuci ją na bruk. W aktach prokuratorskich to zdanie protokołu zostało podkreślone. Dla śledczych, którzy w międzyczasie dowiedzieli się, że właściciel willi cały swój majątek zapisał Grażynie K., sugestia podejrzanego, że kobieta mogła mieć coś wspólnego z zamordowaniem swego partnera wskazywała, że przygotowywał taką linię obrony.

Przesłuchiwany dużo uwagi poświęcił rękawicom, które po wykonaniu roboty przy samochodzie miał zdjąć i położyć w mieszkaniu.

– Chciałem wyrzucić, ale gospodarz zwyczajem starszych ludzi, którzy choćby nie wiem, na jakich siedzieliby pieniądzach, nie przeznaczą czegoś, co się może jeszcze przydać do śmieci, kazał je odłożyć. Zostawiłem więc rękawice na zewnętrznym parapecie i odjechałem.

Co jeszcze robił tego dnia? Był w firmie transportowej, zajrzał do swego warsztatu, a po południu pojechali z narzeczoną do restauracji (wymienił jej nazwę) na obiad. W drodze powrotnej do domu zrobili zakupy w dyskoncie i drogerii.

Następnego dnia testował z bratem auto dla klienta. Został zatrzymany w trakcie tej próby. W kartotece karnej Michała L. istnieje zapis, że w przeszłości był ścigany za przywłaszczenie pieniędzy powierzonych mu na zakup samochodów z zagranicy. 

Chcesz poznać ciąg dalszy tej historii? Sięgnij po Detektywa Wydanie Specjalne 4/2025 (tekst Heleny Kowalik pt. Śmierć zamiast mercedesa). Cały numer do kupienia TUTAJ.