Mąż, żona, córka, wnuczka. Widok ich ciał ułożonych na stosie w stodole zszokował sąsiadów nie mniej, niż odkryte w domu zwłoki służącej i najmłodszego z wnucząt. Sprawca mieszkał ze zwłokami 3 dni, gotował, jadł, palił w piecu – po czym zniknął. Kto mógł dopuścić się tak makabrycznej zbrodni?
Lata XX ubiegłego wieku, sielskie bawarskie krajobrazy, niewielka wieś Kaifeck otoczona malowniczymi lasami i polami. Wszyscy doskonale się tu znali z dziada pradziada. Każdy wiedział, kto z kim, dlaczego i po co. Sąsiedzi byli ze sobą zżyci, jednak jedna z rodzin trzymała się na uboczu – dosłownie i w przenośni.
Gospodarze farmy Hinterkaifeck, położonej na samym końcu wsi, zawsze byli dziwni. Głowa rodziny, Andreas Gruber, nie cieszył się we wsi Kaifeck zbytnią estymą. Wprawdzie jak każdy rolnik w okolicy znał się na ciężkiej pracy, równie ciężki był jednak w obejściu. Mrukliwy, swarliwy, długo chowający w sobie urazy i nieprzyjemny. Ani on nie szukał towarzystwa sąsiadów, ani oni specjalnie za nim nie przepadali. Zwłaszcza że mężczyzna w razie konfliktów łatwo chwytał za kosę lub widły.
***
Całym światem dla Andreasa były rola i jego rodzina – starsza o 9 lat żona Cäzilia i córka Viktoria. Wprawdzie dzieci urodziła się im trójka, ale dorosłości dożyła jedynie córka. Mówiło się, że za przedwczesne zgony pozostałych dzieci odpowiadały nie tylko choroby wieku dziecięcego i utrudniony (jak to w przedwojennych czasach na prowincji) dostęp do lekarzy i medykamentów… Swoje miała zrobić także skłonność Andreasa do przemocy. Rolnik bowiem swojej ciężkiej ręki nie szczędził ani żonie, ani dzieciom. Przynajmniej jedno z nich zmarło w wyniku pobicia przez ojca. Za co nikt oczywiście nie poniósł odpowiedzialności, bo to i nie te czasy, i nie ta mentalność sąsiedzka.
Nie to zresztą było najgorsze – stary Gruber miał w zwyczaju molestować seksualnie jedyną córkę Viktorię. Robił to odkąd ukończyła kilkanaście lat, co było w społeczności tajemnicą poliszynela. Zwłaszcza że mężczyzna niespecjalnie się z tym krył. A wręcz przeciwnie – potrafił przechwalać się znajomym, jak to potrafi zaspokoić potrzeby Viktorii i jak ona zastępuje w obowiązkach małżeńskich jego starszawą, nieatrakcyjną już żonę.
Piekło Viktorii trwało długo – światełko w tunelu pojawiło się dopiero, gdy w wieku 27 lat wyszła za mąż. Jej ukochanym był niejaki Karl Gabriel, młody chłopak z pobliskiej wioski. Viktoria marzyła pewnie, by mąż wyrwał ją z tej patologii, mężczyzna jednak pochodził z ubogiej rodziny. Nie stać było go na budowę własnego domu, u jego bliskich nie było dla nich miejsca. Viktoria zatem po ślubie wcale nie wyfrunęła z rodzinnego gniazda. To mąż wprowadził się do niej i do jej rodziny. Jednak ze względu na porywczy charakter teścia nie wytrzymał za długo w Hinterkaifeck. Uciekł do swoich rodziców i za nic nie chciał wrócić do Viktorii mimo jej ciąży. Zamiast tego zaciągnął się do armii i w 1914 roku zginął na froncie we Francji. Miesiąc przed jego śmiercią na świat przyszła jego córka Cäzilia, nazwana tak na cześć babki.
***
Stary Gruber nie narzekał, że znów ma na głowie dorosłą córkę, a do tego rozwrzeszczaną wnuczkę. W gospodarstwie zawsze było coś do roboty, jego żona Cäzilia była kobietą starszą i mocno schorowaną. Viktoria była młoda i silna, mogła zastąpić ją w pracy i we wszystkim innym… Także w łożu własnego ojca, jak głosiły całkiem solidnie udokumentowane plotki. Mimo wszystkich pogłosek o kazirodztwie i w przeciwieństwie do gburowatego ojca, Viktoria była przez mieszkańców wsi raczej lubiana. Uśmiechnięta i towarzyska, udzielała się w kościelnym chórze, a że chętnie nawiązywała znajomości, szybko znalazła nowego absztyfikanta, 48–letniego wdowca Lorenza Schlittenbauera.
Pan miał wiele zalet, był naprawdę zakochany i autentycznie chciał się żenić z Viktorią, co było dla jej absolutnie ojca nie do przyjęcia. Andreas Gruber nie wyobrażał sobie wypuścić córki ze swoich rąk, zakazał jej stanowczo ponownego zamążpójścia nawet, gdy kobieta zaszła w ciążę. Gdzieś miał, że ludzie widząc ją z brzuchem znów plotkowali o kazirodztwie. Wiedział, że jeśli Viktoria nie wyjdzie za Lorenza, będzie to młyn na wodę dla sąsiadów, chciał jednak mieć córkę tylko dla siebie, w domu. Miała tkwić w Hinterkaifeck i w dalszym ciągu zastępować chorą matkę w pracy w obejściu, sprzątaniu, gotowaniu i wszystkim innym, czego pan ojciec sobie zażyczy.
***
Czy to możliwe, że Andreas był odpowiedzialny za ciążę własnej córki, a jej malutki syn Josef jest owocem ich kazirodczej relacji? Sąsiedzi byli o tym przekonani i zgorszeni całą sytuacją postanowili przestać ignorować to, co latami było dla nich oczywiste. Powiadomili o fakcie narodzin Josefa i swoich domniemaniach odpowiednie służby.
Oboje – Andreas i Viktoria – zostali formalnie oskarżeni o kazirodztwo. Andreas został nawet wtrącony na krótki czas do więzienia, cała rodzina zaś ostatecznie trafiła na margines społeczny wsi jako banda dewiantów, występujących przeciwko prawu boskiemu, dobrym obyczajom i wszystkiemu, co mieści się w granicach bawarskiej moralności.
***
Od czasu skandalu Gruberowie jeszcze mocniej zamknęli się swojej bańce, wyalienowani i pogardzani bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Nie wydawali się jednak być tym mocno przejęci, nie wylądowali także zupełnie poza marginesem. Mała Cäzilia wciąż chodziła do szkoły i miała koleżanki, Viktoria jak zawsze śpiewała w chórze, cała rodzina co niedziela stawiała się w kościele na mszy. Poza tym Gruberowie zajmowali się głównie swoimi sprawami, a przede wszystkim – gospodarstwem, które pochłaniało sporą ilość czasu i energii. Na tyle, że zdecydowali się na zatrudnienie pomocy.
W ten sposób w listopadzie 1920 roku do rodziny dołączyła służąca – Kreszenz Riegier. Kobieta pracowała na farmie niecały rok. Zwolniła się, tłumacząc to później trudną do zniesienia atmosferą w domu Gruberów. Nie miała na myśli jedynie gruboskórnego usposobienia gospodarza. Kreszenz była przekonana, że farma Hinterkaifeck jest nawiedzona przez duchy! Z początku dobiegające ze strychu dźwięki i postukiwania wydawały jej się tylko zagadkowe – przecież w starych domach zawsze coś trzeszczy.
Jednak wkrótce zauważyła, że narzędzia i sprzęty w gospodarstwie co i rusz psują się w nie do końca zrozumiały sposób… Zimne podmuchy powietrza przy zamkniętych oknach nie tylko wywoływały u Kreszenz ciarki. Gasiły także zapalone świece, i to mimo zamkniętych okien. Spłoszone zwierzęta, podejrzane znaki pojawiające się na drzwiach stodoły i szopy, przedmioty zmieniające samoistnie swoje miejsce, zaginione klucze… Wszystko to spinało się w głowie służącej w spójną wizję nawiedzenia Hinterkaifeck przez złego ducha. Kiedy pod lasem, nieopodal domu, zobaczyła podejrzanego mężczyznę z wąsami, który nagle zniknął, a na podwórzu pojawiła się gazeta z Monachium, której na pewno nikt z domowników nie kupił, Kreszenz miała dość. W listopadzie 1921 roku bez żalu rzuciła pracę u Gruberów i wyprowadziła się z ich rzekomo nawiedzonego domu.
***
Nie jest łatwo o dobrą służącą – a na pewno nie o taką, która do tego zechce zamieszkać w ponurym miejscu na odludziu. Chętna znalazła się dopiero kilka miesięcy później – była nią 42–letnia Maria Baumgartner, która do pracy stawiła się dokładnie 31 marca 1922 roku. Tego samego dnia miało miejsce w obejściu Gruberów dziwne zajście, o którym Andreas powiadomił sąsiadów. Mężczyzna zauważył bowiem na śniegu ślady krwi wiodące z lasu wprost do maszynowni jego gospodarstwa. Jednak przecież nikt z domowników się nie zranił, więc cóż takie krwawe tropy mogły oznaczać? Czy na farmie pojawił się jakiś ranny intruz? To możliwe, bo zamek w drzwiach maszynowni został wyłamany. Wiedziony troską o bezpieczeństwo rodziny Andreas poprosił o pomoc mieszkańców wioski, którzy chętnie przybyli ocenić ślady krwi na własne oczy. Pomogli mu też przeszukać dom i zabudowania gospodarcze, by wykluczyć możliwość ukrywania się u Gruberów jakiegoś niepożądanego zbiega. Niczego nie znaleźli.
Chcesz poznać ciąg dalszy tej wstrząsającej historii? Sięgnij po Detektywa 12/2025 (tekst Alicji Waśniewskiej (Makabrycji) pt. Zbrodnia na farmie Hinterkaifeck). Cały numer do kupienia TUTAJ.