Znachorzy: długa historia guślarzy i uzdrowicieli

Znachorzy mają w Polsce długą historię. Według ostrożnych szacunków sprzed kilku lat w Polsce działa około 140 tysięcy znachorów, szarlatanów i najróżniejszych uzdrowicieli. Większość z nich opanowała sztukę wyciągania z ludzi pieniędzy. Zdarza się niestety i tak, że osoby chore porzucają tradycyjne leczenie, zbytnio ufając różnej maści naciągaczom, którzy z uzdrawianiem nie mają nic wspólnego. Konsekwencje takiego „leczenia” mogą być tragiczne w skutkach. Historia ludowych uzdrowicieli jest bardzo długa!

Postęp w dziedzinie nauk medycznych jaki miał miejsce w 2. połowie XVIII wieku nie był zauważalny na wsi, gdzie tamtejsza ludność nadal korzystała w usług domowych uzdrowicieli. Istniało wiele miejscowości, w których nigdy nie widziano lekarza innego niż balwierz lub cyrulik. Wykształceni medycy zazwyczaj rezydowali w miastach. Dla wielu mieszkańców wsi były to odległości bardzo trudne, czasami wręcz niemożliwe do pokonania. Przeszkodą w korzystaniu z fachowej pomocy medycznej były przede wszystkim koszty leczenia, często zbyt wysokie dla ubogich czy nawet średniozamożnych rodzin chłopskich. Znaczącą rolę odgrywały również głęboko zakorzenione nawyki i przesądy.

Dlatego jeszcze na przełomie XIX i XX wieku funkcjonował na wsi tradycyjny system leczniczy. Powszechne było powiedzenie, że chłop sam jest sobie lekarzem. W przypadku problemów zdrowotnych korzystano z domowych leków, których receptury pozyskiwano w drodze codziennej, domowej edukacji. Gdy te zawiodły zwracano się o pomoc do lokalnych specjalistów.

Leczeniem, a przede wszystkim usuwaniem bolących zębów zajmowali się kowale. Do ich wyrywania używali żelaznych (często już zardzewiałych) kluczy, obcęgów i dźwigni.

Babka, czyli kto?

Specjalistą w dziedzinie położnictwa oraz w leczeniu chorób była tzw. babka, zazwyczaj doświadczona zielarka, która własnoręcznie sporządzała specyfiki na różnego rodzaju dolegliwości, stawiała bańki i robiła lewatywy. Jej klientkami były zazwyczaj dziewczęta wiejskie i młode mężatki, które przychodziły po pomoc w tzw. kobiecych sprawach. Babka potrafiła również zażegnać, zamówić niektóre choroby, odczynić urok.

Kiedy pomoc babki okazywała się nieskuteczna udawano się do znachora. Leczył on zazwyczaj choroby wewnętrzne. Jego wiedza i umiejętności pochodziły z przekazów rodzinnych, bowiem zawód ten był często dziedziczony i przechodził z ojca na syna. Znachor potrafił postawić diagnozę opierając się na analizie moczu, włosów, paznokci  i części garderoby chorego. Przepisywał swoim pacjentom maści, wykonywane samodzielnie plastry oraz własnoręcznie zebrane zioła, a niekiedy także proste leki apteczne. Umiał puścić krew, postawić bańki, przykładał pijawki oraz podobnie jak babka, zażegnywał, zamawiał choroby i odczyniał uroki, zawsze modląc się do Boga i wszystkich świętych, wspierając się ich nadprzyrodzoną mocą.

Znachorzy, czarownice i zamawiacze

Mimo przełomu, jaki w II połowie XVIII w. nastąpił w medycynie polskiej, mimo wielu ważnych reform i pożytecznych inicjatyw oraz niespotykanego wcześniej postępu w naukach medycznych i organizacji lecznictwa, przez długie jeszcze lata dość powszechnie leczono się tradycyjnymi domowymi lekami. Niezmiennym uznaniem i autorytetem cieszyli się różni: znachorzy, guślarze, baby, owczarze, zamawiacze, czarownicy i czarownice.

Na wsi powiadano, że chłop sam jest sobie lekarzem. Leczono się domowymi specyfikami, a gdy to nie pomagało, radzono się miejscowych specjalistów. I tak, leczeniem, a głównie wyrywaniem bolących zębów zwykle zajmowali się kowale. Usuwali zęby, używając do tego zabiegu żelaznych, często zardzewiałych kluczy, lub obcęgów.

Jednak najbardziej znaną na wsi osobą wyspecjalizowaną w leczeniu chorób i położnictwie była tzw. „babka”. Umiała ona przyrządzać maści, herbatki, stawiać bańki, dawać lewatywy, a ponadto zażegnać, zamówić niektóre choroby, odczynić urok.

Znachorzy: z ojca na syna

Gdy leki babki nie pomagały posyłano po znachora, który leczył choroby wewnętrzne, a swe umiejętności dziedziczył po ojcu. Znachor umiał postawić diagnozę oglądając mocz chorego, jego obcięte włosy, paznokcie, lub koszulę. Sporządzał leki, maści oraz proste leki apteczne. Umiał puszczać krew, stawiać bańki, przykładać pijawki, zamawiać, zażegnywać choroby i odczyniać uroki.

W przypadkach zagrażających życiu, jak na przykład: ukąszenie wściekłego psa, czy zatrucia grzybami, wzywano uznanego w okolicy guślarza zamawiacza, obdarzonego nadprzyrodzoną wiedzą i mocą, sprawiającą, że jego praktyki i wypowiadane zaklęcie miały niezwykłą siłę sprawczą.

Kolejnym wysoko notowanym specjalistą był owczarz – biegły w składaniu złamanych kości, nastawianiu zwichnięć, zakładaniu łubek itd. Znał się na roślinach leczniczych, był jednocześnie chirurgiem, znachorem i czarodziejem.

Znachorzy: kto miał kontakt z diabłem?

Leczeniem zajmowały się też goślice, inaczej czarownice, kobiety mające kontakty i układy z diabłem. Stosując czary mogły leczyć, zamawiać lub przeciwnie zadawać choroby, odbierać ludziom siły i władze umysłowe, a nawet doprowadzać do śmierci. Znały sposoby, aby zapobiec niechcianej ciąży i za stosownym wynagrodzeniem odkrywały je kobietom, które zeszły z drogi cnoty. Znały środki zarówno na płodność, jak i niepłodność oraz różne afrodyzjaki zapewniające powodzenie w miłości. Najczęściej jednak złośliwie szkodziły ludziom, z pomocą czarów niszczyły ich mienie i plony, sprowadzały pomór na bydło, odbierały krowom mleko, sprowadzały nieszczęście i klęski żywiołowe.

W średniowieczu wiara w czary, czarowników i czarownice utwierdzona została przez Kościół, który kontakty z diabłem i czary uznawał za fakt rzeczywisty oraz najcięższy grzech i zbrodnię przeciwko Bogu i ludziom, zwalczał je, więc z całą mocą prawa i swego autorytetu. Dochodziło do oskarżeń, ścigania czarownic i najokrutniejszych procesów o czary oraz niezliczonych wyroków śmierci.

Czy wiesz, że ?

W Polsce pierwszą skazaną na śmierć czarownicę spalono na stosie w 1544 r. w Waliszewie koło Poznania. Była to mieszczka Gnieczkowa, która zgodnie z aktem oskarżenia, starała się z pomocą czarów, wykryć sprawców kradzieży

Respekt wobec czarownic i wiara w skuteczność ich praktyk, także praktyk leczniczych, przeradzały się często w paniczny strach, nienawiść i niepohamowaną chęć zemsty. Jeszcze w XIX, a nawet XX w., zwłaszcza na wsi, ów strach i chęć zemsty, były przyczyną samosądów, pławienia, znęcania się i okrutnych egzekucji dokonywanych na rzekomych czarownicach.

Poza wyżej wspomnianymi, za przedstawicieli tradycyjnej medycyny ludowej uznać można także przyuczonych felczerów i sanitariuszy wojskowych rodem ze wsi, którzy wcielani obowiązkowo do wojska zdobywali tam pewne przeszkolenie medyczne oraz praktykę w wojskowych lazaretach, a po powrocie z frontu, leczyli jak umieli.

Gdy wyczerpały się już możliwości lecznicze wiejskich specjalistów, mieszkańcy wsi korzystali czasem także z porad i pomocy lekarskiej obcych ludzi. Tradycyjnie pomoc lekarską świadczył chłopom dwór i rezydująca w nim panna apteczkowa, serwując porady medyczne i leki. Pewną wiedzę medyczną posiadał także pleban lub zakonnik miejscowego lub pobliskiego kościoła. Dopiero na samym końcu i w dodatku bardzo rzadko mieszkańcom wsi udzielał porady i pomocy medycznej lekarz lub szpital.

Źródło: nikid.edu.pl, cbr.gov.pl

Fot. pixabay.com