Katowice, 4 lipca 1999 roku. Słoneczna, niedzielna pogoda zachęcała do wypoczynku na świeżym powietrzu. Dla 19-letniego Rafała Dąbkowskiego ten dzień miał wyglądać jak każdy inny beztroski wakacyjny dzień. Młody, wysoki (182 cm wzrostu), przystojny chłopak, mieszkaniec Katowic przy ulicy Dębowej, wychowany w szczęśliwej i dobrze sytuowanej rodzinie, bez problemów w szkole, w której chwalono go za odpowiedzialność i dojrzałość, miał przed sobą całe życie.
Rafał był uczniem Technikum Samochodowego w Chorzowie i właśnie szykował się do rozpoczęcia czwartej, ostatniej klasy. Jak co dzień wakacji, dorabiał w rodzinnej myjni samochodowej. Kiedy około południa pod myjnię podjechali jego rodzice, Jolanta i Waldemar, proponując mu wspólny wyjazd do Ustronia, Rafał odmówił. Miał już inne plany: około godziny 13:30 umówił się z kolegą na basen.
Gdy rodzice wyruszyli w drogę, Rafał wrócił do domu. O godzinie 14:00, ubrany w krótkie spodenki i szarą koszulkę, opuścił mieszkanie, zostawiając w nim kluczyki do swojego samochodu, pieniądze i dokumenty, zabierając jedynie plecak z ręcznikiem i telefon komórkowy.
Do kolegi, który mieszkał zaledwie 500 metrów dalej, już nie dotarł.
***
Gdy wieczorem, około godziny 20:00, rodzice wrócili do domu, Rafała jeszcze nie było. Początkowo nie przejęli się tym – trwały wakacje, syn miał swoje sprawy. Gdy jednak zbliżała się 22:00, a on wciąż nie wracał, a jego telefon milczał, niepokój zaczął narastać. Noc była nieprzespana.
Następnego ranka zrozpaczeni rodzice zgłosili zaginięcie na policję. Tu czekał ich pierwszy cios.
Zamiast spodziewanego wsparcia, usłyszeli pełne politowania i rozbawienia słowa funkcjonariusza: *“jak to, 18-latek dzień wcześniej wyszedł z domu, a rodzice z samego rana już biegną na policję? Na pewno gdzieś zabalował, wróci, jak się wyśpi”*. Mimo zapewnień matki, że takie zachowanie zupełnie nie pasuje do jej odpowiedzialnego syna, zgłoszenie zostało przyjęte bez większego entuzjazmu. Z perspektywy czasu rodzina ocenia, że ta bagatelizacja i opieszałość sprawiły, że stracono bezcenny czas. Nie zabezpieczono śladów, a potencjalnych świadków nie przesłuchano, gdy ich pamięć była jeszcze świeża.
Rodzice nie czekali bezczynnie. Sami rozpoczęli poszukiwania: obdzwonili szpitale, schroniska, sprawdzali tropy handlarzy żywym towarem. Zgłaszały się osoby, które twierdziły, że widziały Rafała – w Turcji, nad morzem. Niestety, każda z tych wskazówek kończyła się fałszywym tropem. Rafał przepadł bez śladu.
***
Zaledwie trzy miesiące później, historia zatoczyła mrożące krew w żyłach koło. 20 października 1999 roku, ze swojego domu w Rudzie Śląskiej, oddalonej zaledwie o 18 kilometrów od Katowic, wyszedł 19-letni Łukasz Sienkiewicz. Łukasz, podobnie jak Rafał, był wysokim (180 cm wzrostu), przystojnym chłopakiem o zielonych oczach, wychowanym w kochającej i ustabilizowanej rodzinie.
Między nimi było wiele podobieństw. Byli rówieśnikami – obaj urodzili się w listopadzie 1980 roku, obaj byli dobrymi uczniami technikum, pochodzili z dobrych, śląskich domów i, co uderzające, byli do siebie bardzo podobni z wyglądu.
Tego październikowego wieczora Łukasz ubrał się w czarne sztruksy, skórzany pas, czarną bluzę, trapery i kurtkę Adidasa. Poinformował rodziców, że wychodzi z kolegą, którego rodzice nie znali, i że wróci około godziny 4:00 nad ranem, jak zwykle dotrzymując słowa. Ominęła go jednak godzina 4:00, minęły kolejne, a on nie wracał.
Rodzice, w przeciwieństwie do pary z Katowic, zareagowali błyskawicznie i już następnego dnia zgłosili zaginięcie na policję. I tu znów padły znajome słowa, tym razem o domniemanej dziewczynie, której – jak wiedzieli – Łukasz nie miał. Tym razem również nie podjęto natychmiastowych, intensywnych działań, a miejsca i uczestników “imprezy”, na którą się wybierał, nigdy dokładnie nie ustalono.
Ostatnia osoba, która widziała Łukasza, był jego kolega, z którym szedł na imprezę. Zeznał, że po jej zakończeniu odprowadził go pod klatkę schodową jego bloku i tam się rozstali. To oznacza, że Łukasz zaginął na odcinku zaledwie kilkunastu metrów – między drzwiami wejściowymi a mieszkaniem rodzinnym na pierwszym piętrze. Mimo iż była to noc, znów nikt nic nie widział i nie słyszał.
***
Policja przez lata nie potrafiła wyjaśnić tych zaginięć, a rodziny czują się pozostawione same sobie. Matka Rafała, Jolanta Dąbkowska, w rozmowie z mediami nie kryje swojego przerażenia i niedowierzania: “Niemożliwe, by ktoś go porwał w środku dnia na pełnej ludzi ulicy. Syn był wysokim silnym chłopakiem, gdyby ktoś go zaczepił, na pewno by się bronił i siłą rzeczy ludzie zauważyliby tego typu zajście”.
Do dziś, po ponad dwudziestu pięciu latach od tych dramatycznych wydarzeń, nie ma żadnych informacji o losach obu chłopców. Rodziny czekają na jakikolwiek znak, a osoby, które mogą coś wiedzieć, są błagane o pomoc. Wszelkie informacje można przekazywać do Fundacji ITAKA, która od lat wspiera rodziny zaginionych i prowadzi bazę osób poszukiwanych. Być może to właśnie jednym, pozornie nieistotnym szczegółem, ktoś w końcu przerwie tę tragiczną, nierozwiązaną zagadkę.