Zwłoki w jeziorze. Nie dożyły końca lata

Alicja K., lat 15 i 23-letnia Edyta P. mieszkały w jednej kamienicy w B. Pomimo sporej różnicy wieku, dziewczyny trzymały się razem. Wakacyjne dni 2016 roku również spędzały w swoim towarzystwie, gdy tylko nie miały innych obowiązków.

Znały się już od jakiegoś czasu. Edyta wynajmowała mieszkanie nad lokalem rodziny Alicji. Mimo że była jeszcze młoda, życie boleśnie ją doświadczyło. Mieszkała sama, bo kilka lat wcześniej straciła oboje rodziców – ojciec umarł po długiej chorobie, a matka zginęła w pożarze kamienicy. Dziewczyna radziła sobie jak umiała, ale w pewnym momencie sytuacja ją przerosła i zaczęła sięgać po alkohol. Po jakimś czasie zorientowała się, że to nie jest dobre rozwiązanie. Trafiła na osoby, które wyciągnęły do niej pomocną dłoń i skierowały na odwyk. Wyjście z nałogu było trudniejsze niż się wydawało…

– Była zagubiona. Potrzebowała jakichś wzorców. Ale też ciężko było jej pomóc. Nikt, kto jest sam na świecie, nie może być szczęśliwy – mówiła portalowi i.pl szefowa Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w B.

Sytuacja Alicji była nieco odmienna, ale też nie można powiedzieć, że idealna. Ładna, niewysoka brunetka, mieszkała tylko z matką – Sylwią K. Jej rodzice rozwiedli się i ojciec – Jerzy musiał się wyprowadzić. Nie oznaczało to, że nastolatka straciła z nim kontakt. Wręcz przeciwnie – ojciec opiekował się nią, jak tylko potrafił. Była jego oczkiem w głowie. Lubili ją także sąsiedzi. Uważali ją za miłą i pomocną dziewczynę. Miała wielu znajomych, z którymi utrzymywała dobre relacje. Lubiła publikować nowe zdjęcia na swoim profilu na portalu Facebook. Umieszczała tam również różne cytaty związane z miłością, tęsknotą za drugim człowiekiem. Nigdy nie pozostawały one bez odzewu ze strony jej przyjaciół.

Alicja nie była wzorową uczennicą, ale dawała sobie radę w szkole i miała plany na przyszłość. Pomimo młodego wieku, wiedziała, że chce zostać fryzjerką lub kosmetyczką. Pozostawało tylko podjąć decyzję. Wkrótce okazało się jednak, że została tej możliwości brutalnie pozbawiona.

Był środek lata, dokładnie 3 sierpnia, około godziny 17 Alicja i Edyta spotkały na jednej z ulic miasta znajomych – Przemysława Z. i jego dziewczynę Barbarę R. Razem poszli do parku. Alicja i Edyta piły tego dnia alkohol i nie chciały poprzestać na tej ilości, którą już spożyły. Z czasem opuściły towarzystwo napotkanej pary, ale wieczorem ich ścieżki ponownie się zeszły. Wtedy też, około godziny 21, Barbara zadzwoniła do 21-letniego Krzysztofa M. Chłopak mieszkał w S. i dziewczyna chciała, by przyjechał do nich, do B. Krzysztof nie chciał się zgodzić, ale po rozmowie z Alicją, która przejęła od koleżanki telefon, zmienił zdanie.

Krzysztof z zawodu był lakiernikiem, ale w tamtym czasie nie miał żadnego stałego zatrudnienia. Miał za to wiele konfliktów z prawem, przez co był dobrze znany policji. Udawało mu się jednak uniknąć odsiadki.

3 sierpnia, około godziny 21.40, Krzysztof przyjechał w końcu do B. Wszyscy udali się do ojca Alicji, by pożyczył im pieniądze. Nic jednak od niego nie dostali. Zbliżała się godzina 22. O tej porze Barbara powinna być już w domu i zakomunikowała to towarzystwu. Znajomi odwieźli ją pod jej adres zamieszkania. Razem z nią z samochodu wysiadł Przemysław, który musiał jeszcze rowerem dojechać do M., gdzie mieszkał z matką i niepełnosprawnym bratem. Jego ojciec nie żył. Przemysław również nie był święty, miał swoje za uszami i na koncie nawet wyrok pozbawienia wolności w zawieszeniu, który usłyszał za współudział w kradzieży i pobiciu.

Wtedy, tuż przed godziną 22, był to ostatni moment, gdy para widziała Alicję i Edytę żywe.

Kiedy 15-latka nie wróciła do domu na noc, jej ojciec Jerzy postanowił działać, zwłaszcza że wcześniej dostał dziwny telefon. Głos w słuchawce powiedział mu:

– Córkę jak chcesz mieć, to 10 tysięcy, a jak nie, to w worku – po czym połączenie, wykonane z numeru jego córki, zostało zerwane.

Jeszcze tej samej nocy Jerzy poinformował policję w Ż. o zaginięciu jego dziecka. Funkcjonariusze natychmiast zabrali się do pracy. Już kilka godzin później ustalili z kim nastolatka spędzała poprzedni wieczór i tym tropem trafili do Krzysztofa M. Chłopak nie wymigiwał się od odpowiedzi, kiedy policjanci zapytali go, czy wie gdzie jest Alicja i jej koleżanka Edyta. Niestety, dziewczyny nie żyły. Ich zwłoki wyłowiono z jeziora w miejscowości Ch.

Sprawa szybko zyskała duży rozgłos. W śledztwo zaangażowani zostali policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Bydgoszczy oraz funkcjonariusze CBŚP. Na miejscu zbrodni zjawili się lokalni strażacy, by pomóc w przeszukiwaniu terenu. Funkcjonariusze poinformowali rodziny ofiar i przekazali ciała specjalistom, by przeprowadzili sekcję.

Tymczasem przesłuchiwany przez śledczych Krzysztof M. wyznał, że feralnej nocy nad jeziorem nie był sam. Twierdził, że towarzyszył mu jego kolega, Przemysław Z. Wskazany przez niego chłopak już wiedział, że Alicja i Edyta zginęły. Powiedziała mu o tym Basia. Dzwonił nawet do Krzysztofa, by wypytać czy wie coś na ten temat, ale kolega nie wtajemniczył go w sprawę. Następnej nocy w domu rodziny Z. pojawili się policjanci, którzy zatrzymali Przemka. Od razu powiedzieli dlaczego. Chłopak został oskarżony o współudział w zabójstwie koleżanek.

– Drugi (z zatrzymanych – przyp. red.), podczas pierwszego przesłuchania relacjonował, co wie o tym zajściu, ale nie powiedział czy przyznaje się do winy – powiedziała mediom rzecznika prasowa Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy – Agnieszka Adamska-Okońska.

Zatrzymano również Barbarę R., dziewczynę Przemysława Z., ale ją przesłuchano tylko w charakterze świadka.

Wkrótce okazało się, że to nie koniec zatrzymań. Śledczy pracowali na miejscu zbrodni do późnych godzin nocnych, prowadzili przesłuchania świadków. Tym sposobem, oraz dzięki wyjaśnieniom złożonym przez Krzysztofa M., trafili na Grzegorza S., który ich zdaniem również był zamieszany w zabójstwa nad jeziorem.

45-letni wówczas mężczyzna był znajomym Krzysztofa M., znał go praktycznie od dziecka. Wcześniej, gdy mieszkał w S., był jego sąsiadem. W momencie zatrzymania zamieszkiwał K. Wychowywał 6-letnią córkę. Sam, bo jego żona odeszła od niego i ruszyła w świat. S. również nie miał czystej kartoteki. Można powiedzieć, że z całej trójki zatrzymanych, jego była najbardziej obciążona. Mężczyzna w przeszłości był skazany m.in. za gwałt.

Do zatrzymania S. doszło 6 sierpnia 2016 roku i jeszcze tego samego dnia prokurator przesłuchał mężczyznę. Po zakończeniu tego procesu, Grzegorz S. również usłyszał zarzut podwójnego zabójstwa. Zakończeniem czynności wobec trójki podejrzanych był wniosek o tymczasowe aresztowanie. Sąd zdecydował, że Krzysztof M. i Grzegorz S. spędzą za kratkami przynajmniej 2 miesiące, a Przemysław Z. miesiąc.

O wszystkich zatrzymanych ich sąsiedzi i znajomi nie mieli najlepszego zdania.

– Był dziwny, miał swój świat – mówią mieszkańcy M. o Przemku Z. – Żył swoim życiem. Zagadka, człowiek zagadka.

– Zachowywał się dziwnie. Chodził po mieście z muzyką na cały głośnik. Coś tam się ciął, takie rzeczy robił – twierdzili inni w programie „Uwaga”.

W programie wypowiedziały się również osoby znające Krzysztofa M. i Grzegorza S.

– Grzesiek to kartoteka gruba, siedział nie raz.

– Za co? – dopytywał dziennikarz.

– Za gwałt, 5 lat siedział.

– A Krzysiek? Był karany wcześniej?

– Jako tako wyroku nie miał jeszcze. No ale kartotekę miał już brudną nie raz. A to kradzież, a to za to, a to za to…

– Pracował?

– Lewe ręce do pracy miał.

6 sierpnia od godzin porannych trwała również sekcja zwłok zamordowanych. Prokuratura już wtedy znała przyczynę śmierci dziewcząt, ale zasłaniając się dobrem śledztwa i tym, że zatrzymani składają rozbieżne wyjaśnienia, nie ujawniła jej od razu. Dopiero po kilku tygodniach do opinii publicznej dotarła informacja, że ofiary zginęły z powodu uduszenia przez utopienie. Aby to ustalić, pobrano wycinki z płuc obu ofiar. Na ich ciele eksperci wykryli także obrażenia przyżyciowe, czyli zadane w czasie, gdy kobiety jeszcze żyły. Były to ślady po ciosach m.in. pięścią zadanych przed śmiercią. Nie były to ciosy o dużej sile, ale na tyle mocne, by ich konsekwencje były zauważalne. Prokuratura dowiedziała się również, że sprawcy skrępowali dłonie dziewcząt taśmą budowlaną. Na tej taśmie ujawniono ślady DNA. Po ich przebadaniu okazało się, że prowadzą one do Krzysztofa M i Grzegorza S.

Kilka dni po sekcji zwłok odbyły się pogrzeby zamordowanych dziewczyn. Alicję pochowano 10 sierpnia 2016 roku. Na jej pogrzebie, podobnie jak dzień później na pogrzebie Edyty, pojawiło się wielu mieszkańców miasteczka, rodzina i znajomi ofiar. Edyta została skremowana i pochowana w grobie rodzinnym. Spoczęła obok rodziców.

Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po „Detektywa Wydanie Specjalne” 2/2025 (tekst Leny Figurskiej pt. Nie dożyły końca lata). Cały numer do kupienia TUTAJ.