Żyrardów: zabójstwo potężnego dyrektora

Żyrardów. Zabójstwo przed 90 laty potężnego dyrektora generalnego Zakładów Żyrardowskich wstrząsnęło całą Polską. Przy okazji przesłuchań na sali sądowej świadków wyszła  na jaw rzeczywistość fabryki lnu, w której – mówiąc współczesnym językiem – mobbing i molestowanie seksualne było  na porządku dziennym. To był  jeden z najbardziej dramatycznych procesów II RP: sprawa Juliana Blachowskiego, zabójcy dyrektora zakładów żyrardowskich – Gastona Koehler-Badin.

Wczesnym popołudniem 26 kwietnia 1932 r. przed kawiarnią Ziemiańska na ul. Mazowieckiej w Warszawie uwagę przechodniów zwracał krępy, nerwowo zachowujący się człowiek przemierzający wciąż ten sam odcinek chodnika. Kwadrans przed godz. 14 z kawiarni wyszedł elegancko ubrany wysoki mężczyzna; był nim Gaston Koehler-Badin, dyrektor generalny Zakładów Żyrardowskich, największej wówczas fabryki lniarskiej w Europie. Gdy zatrzymał się przed witryną sklepu pod numerem 11, człowiek sprzed Ziemiańskiej podszedł do niego.

– Panie dyrektorze, nazywam się Blachowski, Julian Blachowski, pan dyrektor powinien pamiętać moją sprawę… – powiedział drżącym głosem.

Żyrardów: Zabiłem drania

Wyczuwając alkohol, Koehler-Badin obrzucił intruza pogardliwym spojrzeniem.

– Uprzejmie proszę pana dyrektora o wstrzymanie w Żyrardowie eksmisji mojej żony z mieszkania służbowego przy fabryce.

Kiedy dyrektor nie zareagował, Blachowski powtórzył prośbę po francusku, co rozsierdziło Koehlera.

– Weg! [niem. precz] – rzucił.

Wtedy Blachowski wyciągnął z kieszeni płaszcza browninga i strzelił dwa razy. Koehler zdołał jeszcze przejść kilka kroków i padł martwy na chodnik. Zabójca rzucił broń na bruk i zastygł bez ruchu. Podbiegł doń przechodzący nieopodal rotmistrz Paweł Romocki, wymierzył z broni służbowej i krzyknął:

– Ręce do góry!

Blachowski spełnił to żądanie i śmiertelnie blady wyrzucił z siebie:

– Zabiłem drania.

Zamordowany jak czarny charakter

„Zwłoki przeniesiono do bramy, gdzie natychmiast zjawił się lekarz pogotowia. Skonstatowano śmierć od postrzału w serce, a ciało przewieziono do prosektorium” – donoszą nazajutrz gazety. Jednak – o dziwo – prasa nie broni ofiary. W najbliższych miesiącach to Koehler-Badin będzie występował na jej łamach jako czarny charakter.

„Niewątpliwie opinia publiczna zwrócona jest przeciw zmarłemu. Tak samo, tak samo ostro, tak samo bez najmniejszych zastrzeżeń, jak to miało miejsce w procesie Rity Gorgonowej. Koehler i Gorgonowa tak samo nienawidzeni!” – donosi zalewie kilka dni po morderstwie „Kurier Nowogródzki”.

 I opisuje nieludzkie stosunki, jakie szwajcarski dyrektor wprowadził do żyrardowskich zakładów. „Robotnice i robotników zwalniał za lada uchybienie, pomyłkę. Panował terror, system doniesień, podsłuchów”.

Proces zabójcy czy ofiary

Gdy wkrótce rusza proces zabójcy, błyskawicznie przekształca się on w proces Koehlera. A może nawet proces wytoczony dzikiemu kapitalizmowi, jaki panował nie tylko w żyrardowskich zakładach, ale też w całym mieście.

Przy okazji przesłuchań świadków wychodzi bowiem na jaw rzeczywistość fabryki lnu, w której – mówiąc współczesnym językiem – mobbing i molestowanie seksualne jest na porządku dziennym. Kolejne rozprawy przeciwko Blachowskiemu stają się miejscem pielgrzymek lewicowych dziennikarzy i publicystów, którzy ostrzą swoje pióra na patologicznych stosunkach panujących w zakładach.

Pisarka Irena Krzywińska w zamieszczonym na łamach „Wiadomości Literackich” reportażu sądowym „Proces Blachowskiego” pisze: „Nędza! Głód! Bezrobocie! Trzy czwarte ludności Żyrardowa bez pracy. Rozpacz! Ci co pracują – sterroryzowani, przerażeni, traktowani jak psy, i zależni od kaprysu majstra czy szefa, zagrożeni w każdej chwili redukcją”.

Żyrardów: co zeznają świadkowie

Świadkowie zeznają o dziewczynach wyrzucanych z pracy za to, że mają krzywe lub grube nogi. O pracownicy, która – dźwigając jakiś ładunek – dostała z przeciążenia krwotoku. Pech chciał, że akurat korytarzem przechodził dyrektor Koehler, więc, żeby go nie drażnić, kobietę natychmiast ukryto w ubikacji i pozostawiono bez pomocy.

Uczestnicy procesu mówią też o robotnikach, którym dyrektor groził wyrzuceniem z pracy za to, że mają źle ogolone wąsy. „Milczący, niedostępny dyrektor idzie przez fabrykę, pokazuje palcem, bez słowa, robotnika z siwemi włosami na skroniach, dziewczyny o krzywych nogach, urzędnika którego twarz mu się nie podoba. Już ich niema, już znikli, już są skazani na śmierć głodową” – odnotowuje Krzywicka.

Lewicowe pismo „Walka” pisze nawet: „Blachowski gnił w lochach więzień carskich i w sybirskiej katordze za Polskę wolną i sprawiedliwą. Nerwy jego nie wytrzymały. Nerwowe nieopanowanie włożyło mu do ręki broń śmiercionośną. Na marginesie czynu Blachowskiego nasuwają się jednak inne refleksje. Skoro dzisiejsi prywatno-kapitalistyczni zarządcy zakładów żyrardowskich wywołują podobne krwawe wystąpienia redukowanych przez siebie współpracowników, jasnem jest, że należy zakłady żyrardowskie co rychlej upaństwowić!”.

Żyrardów: Zakłady za łapówkę

Sprawa morderstwa dyrektora zakładów wywołuje ogólnonarodową dyskusję na temat tego, w jaki sposób odrodzona Rzeczpospolita pozwoliła na doprowadzenie do upadku świetnie funkcjonującej kiedyś fabryki i związanego z nią nierozerwalnie miasta. Bo Żyrardów to przede wszystkim zakłady lniarskie. Powstały w latach 30. XIX w., gdy do niewielkiej wsi na Mazowszu przeniesiono z warszawskiego Marymontu fabrykę lnu. Całą akcją przeniesienia fabryk kierował francuski wynalazca i przedsiębiorca Filip de Girard, od którego nazwiska utworzono nazwę powstającej osady. W Żyrardowie powstały kolejne elementy osady fabrycznej, z osiedlami robotniczymi, szpitalem, pralnią i kościołami. Przed wybuchem I wojny światowej zakłady żyrardowskie świetnie prosperowały, były zresztą największą w Europie fabryką lnu.

Niestety, wojna oznacza koniec złotej ery Żyrardowa. W lipcu 1915 r. wycofujące się wojska rosyjskie wysadzają znaczną część zabudowań fabrycznych, zamieniając dobrze prosperujące zakłady w ruinę. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości okazuje się, że fabryka nie jest w stanie się odbudować z własnych środków. Władze państwowe uznają jednak, że jej upadek będzie dla miasta tragedią, dlatego przejmują kontrolę nad przedsiębiorstwem i ustanawiają nad nim zarząd komisaryczny. Dzięki temu produkcja znowu rusza, a fabryka i miasto powoli podnoszą się ze zniszczeń. Jednak prywatni akcjonariusze nie porzucają starań o odzyskanie przedsiębiorstwa.

Wpływowy i bezczelny

Sytuację postanawia wykorzystać 30-letni francuski przedsiębiorca Marcel Boussac. Ze względu na posiadane fabryki włókiennicze we Francji i liczne plantacje w Afryce nazywany „królem bawełny”. To wyjątkowo barwna, ale też kontrowersyjna postać. Na paryskich salonach uchodzi za osobę tyleż wpływową, co bezczelną. Dzięki wpływowym rodzicom ma koneksje ze światem artystycznym, politycznym i wojskowym. W dodatku umie je wykorzystać.

W ciągu kilkunastu lat staje się właścicielem włókienniczego imperium, a na jego kontach pojawiają się grube miliony. „Jako dostawca bawełny strzelniczej dla francuskiego wojska pan Boussac z każdej paczki 135-kilogramowej ujmował, czyli kradł 20 kilogramów, by sprzedawać ją jeszcze raz wojsku francuskiemu” – pisze o nim francuska prasa.

U progu niepodległości rząd francuski ma w Polsce ogromny posłuch. Paryż wykorzystuje ten fakt, lobbując w Warszawie na rzecz swoich biznesmenów. Korzystając z licznych znajomości, Boussac naciska więc na ministra przemysłu i handlu, by ten zgodził się odsprzedać mu fabrykę w zamian za niewielką sumę. Proponuje powołanie francusko-polskiej spółki, w dodatku – dzięki koneksjom z władzami francuskimi – udaje mu się powiązać ofertę z francuskimi dostawami wojskowymi dla będącej na wojnie z bolszewikami Polski. W kwietniu 1920 r. polski rząd podpisuje z Boussakiem odpowiednie umowy, a Żyrardów przechodzi w ręce Francuzów.

Dość szybko okazuje się jednak, że Boussac ani myśli o odbudowie Żyrardowa. Fabrykę najwyraźniej przejął tylko po to, by ją zniszczyć, pozbywając się tym samym groźnego konkurenta dla swoich biznesów nad Sekwaną.

Żyrardów: kulisy pewnej transakcji

Początkowo realizacja jego planu idzie jak po grudzie, bo polski rząd nie chce znieść państwowego zarządu nad fabryką. Ale gdy w 1923 r. ministrem przemysłu zostaje Władysław Kucharski ze Związku Ludowo-Narodowego, w tajemniczych okolicznościach przekazuje on Francuzom całkowite władanie nad odbudowanymi przecież za rządowe pieniądze zakładami w Żyrardowie. Choć nigdy tego nie udowodniono, na warszawskich politycznych salonach mówi się, że za całą transakcję minister bierze od Francuzów 1 mln szwajcarskich franków łapówki.

Jedno jest pewne: w ciągu kilkunastu miesięcy za bezcen Francuzi stają się właścicielami nie tylko zakładów, ale de facto całego Żyrardowa.

Wojna o Żyrardów

Już w kwietniu 1924 r. grupa posłów związanych z Józefem Piłsudskim próbuje postawić Kucharskiego przed Trybunałem Stanu. Parlamentarzyści zarzucają mu, że żyrardowskie zakłady przekazał Francuzom za ułamek wartości. A przecież fabryka całkiem dobrze już wtedy prosperowała. Tym samym minister naraził Skarb Państwa na olbrzymie straty. Do zbadania sprawy powołana zostaje specjalna komisja sejmowa, ale ostatecznie wniosek o ukaranie Kucharskiego przepada w głosowaniu.

Tymczasem w Żyrardowie fabryka grabiona jest przez Francuzów w iście kolonialnym stylu. Nowy zarząd wyprzedaje zakłady, nie tylko maszyny, ale też np. cegłę służącą do odbudowy zniszczonych w czasie wojny budynków, a nawet gruz. Likwidowane są kolejne miejsca pracy – o ile w 1923 r. zakłady zatrudniają prawie jedną czwartą mieszkańców Żyrardowa, to cztery lata później już tylko nieco więcej niż 10 proc.

W mieście szaleje bezrobocie, w wyniku którego upada też handel i małe zakłady rzemieślnicze pracujące często na potrzeby głównej fabryki. Gdy w 1924 r. Julian Blachowski, przyszły zabójca dyrektora Gastona Koehlera-Badina, zostaje przewodniczącym Rady Miasta, rozpoczyna nierówny bój z Francuzami. To z jego inicjatywy powstaje raport „Przyczyny i skutki obecnego upadku Żyrardowa”. Mowa jest w nim o fali samobójstw zrozpaczonych mieszkańców, o szerzących się napadach, grabieżach, bandytyzmie i prostytucji. „Konsorcjum chodzi o upośledzenie i zniszczenie polskiego konkurenta, jakim jest Żyrardów, dla właścicieli tkackich fabryk francuskich i oczyszczenie polskiego rynku dla produkcji francuskich fabryk włókienniczych” – napisano w memoriale.

Żyrardów: coraz więcej cudzoziemców

W tym samym czasie przybyli do miasta Francuzi i Niemcy zastępują polską kadrę inżynieryjną. Żyją luksusowo niczym kolonizatorzy w Afryce. W 1927 r. polska prasa donosi, że jeden z ukochanych koni Boussaca odbywa kurację borowinową w kąpielowej miejscowości Dax położonej we francuskich Landach. Mniej więcej w tym samym czasie dyrektor Koehler, zwany namiestnikiem Boussaca, zamyka przyfabryczny ogród, dom ludowy i szkołę tkacką. Nie godząc się na przeciągnięcie kabla przez teren zakładów, pozbawia połowę miasta elektryczności, zamyka też jedyny w Żyrardowie publiczny szalet.

Apogeum polsko-francuskiej wojny o Żyrardów nadchodzi w czerwcu 1930 r. Gdy polski rząd naciska na spłatę gigantycznych zobowiązań, jakie ma zarząd przedsiębiorstwa w stosunku do Skarbu Państwa, Francuzi wypowiadają umowy wszystkim robotnikom i ogłaszają zamknięcie zakładów. W wyniku negocjacji, produkcja zostaje uruchomiona ponownie, ale w szczątkowej formie.

Żyrardów: nie ma żadnej afery?

W następstwie masowych zwolnień ludzie nie tylko tracą pracę, ale też zakładowe mieszkania. Wśród nich jest m.in. Julian Blachowski. Gdy w kwietniu 1932 r. strzela on w Warszawie do dyrektora fabryki w Żyrardowie zarówno politycy, jak i opinia publiczna nie może już udawać, że afery żyrardowskiej nie ma.

Skazany zaledwie na pięć lat więzienia Blachowski wychodzi na wolność już po kilku miesiącach, dzięki ułaskawieniu przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Choć jest mordercą, zarówno prasa, jak i zwykli ludzie są zdecydowanie po jego stronie. Pomaga mu legenda syberyjskiego zesłańca.

Prasa ustala nawet, że po wyroku skazany trafił do celi numer 52 na warszawskim Pawiaku – tej samej, w której jako 17-latek siedział za działalność wymierzoną w carat. Dziennikarze przypominają cztery lata katorgi Blachowskiego w głębi rosyjskiego imperium i jego działania na rzecz ratowania Żyrardowa, gdy był przewodniczącym Rady Miejskiej.

Żyrardów: Post scriptum

Afera żyrardowska stanie się w przedwojennej Polsce symbolem patologii młodego państwa. W latach 30. przyszły noblista Czesław Miłosz napisze wiersz „Przeciwko nim” poświęcony skandalicznej jego zdaniem wyprzedaży Francuzom fabryki lnu. „To jest ziemia płaska i uboga/ kolonia francuskich kapitałów/ eksploatowane tereny. (…) Niech zdycha polskie bydło – Miliony panom Boussac!” – napisze młody poeta.

Marcel Boussac całkowicie wycofa się z robienia interesów w Polsce. Podczas okupacji hitlerowskiej będzie współpracował z kolaboracyjnym reżimem Vichy, dzięki czemu wzmocni ekonomicznie swoje imperium. Wykorzystując znajomości, po wojnie uniknie jednak kary za współpracę z III Rzeszą. W 1960 r. „Sunday Times” uzna go za szóstego najbogatszego człowieka na świecie. W Białym Domu przyjmie go prezydent Harry Truman, a na Kremlu – Nikita Chruszczow. Biznesmen umrze w 1980 r, w wieku 90 lat, jako najbogatszy Europejczyk.

Julian Blachowski po wyjściu z więzienia wyjedzie z rodziną do Wilna. W czasie wojny, jako polski działacz społeczny, zostanie aresztowany przez gestapo i po raz trzeci w życiu trafi na Pawiak. Niemcy rozstrzelają go w styczniu 1943 r., jego ciało najprawdopodobniej spoczęło w masowym grobie w Palmirach.

W latach 30. minionego wieku sprawa Juliana Blachowskiego była bardzo głośna. Dzisiaj takie epizody z historii międzywojennej Polski się przemilcza. Tymczasem w zapomnianej biografii Blachowskiego odbija się nie tylko kilka skomplikowanych dekad pierwszej połowy XX w., ale też niewygodna prawda o II Rzeczpospolitej.

Jeśli chcesz kupić wszystkie numery miesięcznika Detektyw, które wydaliśmy w 2022 roku, mamy dla Ciebie atrakcyjną propozycję. 12 numerów w cenie 9! Jednym słowem, kupując pakiet, dostajesz trzy numery GRATIS. Po pakiet zapraszamy TUTAJ

Źródło: mycompanypolska.pl, gazeta.pl

Dodaj komentarz