Porwanie Krzysztofa Olewnika: za dużo dziwnych zdarzeń!

Porwanie Krzysztofa Olewnika przez lata nie schodziła z czołówek gazet i serwisów informacyjnych. Od porwania syna płockiego przedsiębiorcy minęło  ponad 20 lat, jednak – do tej pory – pozostaje wiele znaków zapytania. Zagadkowe śmierci, dziwne samobójstwa, nieprawdopodobne zbiegi okoliczności. Chyba nigdy, w żadnej sprawie kryminalnej, nie było takiego nagromadzenia wątpliwości, niedomówień i podejrzeń.

Początkowo wyglądało to na zwykłe porwanie, jedno z wielu, do jakich doszło na przełomie stuleci.  Bandyci chcieli wymusić okup i to wszystko. Tak wydawało się na początku.

Po ponad dwudziestu latach od tamtych zdarzeń nadal jest wiele znaków zapytania. I choć sprawa znalazła swój finał w sądzie, to pozostawiła wiele pytań bez odpowiedzi. Wątpliwości dodawał również fakt, że aż trzech mężczyzn pojawiających się w akcie oskarżenia jako zabójcy i „mózg” operacji zostało znalezionych martwych podczas przebywania w aresztach. Jednym z nich był Wojciech F., który miał stać na czele szajki.

Porwanie Krzysztofa Olewnika: fakty

Zacznijmy od podstawowych faktów.W nocy z 26 na 27 października 2001 roku doszło do tajemniczego porwania, które zapisało się wpolskiej historii jako jedno z najgłośniejszych wydarzeń. 25-letni wówczas Krzysztof Olewnik został uprowadzony ze swojego domu na obrzeżach Drobina (woj. mazowieckie).

Od początku wskazywano, że motywem porwania są pieniądze, ponieważ 25-latek był synem znanego przedsiębiorcy z branży mięsnej Włodzimierza Olewnika. Podejrzewano, że porwanie to próba wymuszenia okupu od biznesmena.

Mężczyzna zaginął dzień po imprezie zorganizowanej w jego domu. Bawił się na niej wspólnie z policjantami, którzy później prowadzili śledztwo ws. jego porwania. I właśnie policjanci wydają się kluczowi w sprawie. Po pierwsze, doprowadzili do szeregu zaniedbań. Po drugie, wiele tropów wskazywało na to, że mogli być zamieszani w samo porwanie.

Rodzina o zaginięciu Krzysztofa powiadomiła policję jeszcze tego samego dnia. Oględziny w domu Olewnika były niedokładne, wiele śladów nie zostało zabezpieczonych.

Trzy doby po uprowadzeniu Włodzimierz Olewnik odebrał telefon. W słuchawce odezwał się Krzysztof: – Tato, porwali mnie, chcą okupu.

Porwanie Krzysztofa Olewnika: to daje do myślenia

Rodzina wielokrotnie kontakowała się z porywaczami. Dziwie i zaskakujące jest to, że policjanci nie spradzili, z jakiego numeru dzwonią przestępcy. Nie nagrywali rozmów, nie poradzili rodzinie, jak powinna rozmawiać. Do funkcjonariuszy dotarł też anonimowy list, w którym wskazano przestępców. Służby ich nie zatrzymują.

Choć w lipcu 2003 roku porywacze otrzymali pieniądze, zabili przetrzymywanego przez dwa lata Krzysztofa, a jego ciało porzucili bez informowania rodziny, gdzie jest ich bliski.

 Ciało Krzysztofa odnaleziono dopiero w 2006 roku w lesie w pobliżu miejscowości Różan (woj. mazowieckie). Co istotne, przekazanie pieniędzy porywaczom odbywało się w pełnej eskorcie policji. Pieniądze zrzucono z Trasy AK w Warszawie. Policjanci nie zatrzymali osób, które przejęły gotówkę.

Miesiąc po odebraniu okupu, Krzysztofa Olewnika zamordowano. Ciało ofiary znaleziono w październiku 2006 r., zakopane przez sprawców zabójstwa w lesie w miejscowości Różan (Mazowieckie). Miejsce ukrycia zwłok wskazał Sławomir Kościuk. Mężczyzna pomagał Robertowi Pazikowi w uduszeniu ofiary.

Jak wynika z ustaleń śledczych, Krzysztofa przetrzymywano przykutego łańcuchem do ściany w piwnicy domu w Kałuszynie. Posiadłość należała do Wojciecha F. Uważano go za głównego stratega uprowadzenia i zabójstwa Krzysztofa.

Procesy i wyroki

W sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika płocki Sąd Okręgowy 31 marca 2008 r. skazał 10 oskarżonych. Kary dożywocia wymierzył Sławomirowi Kościukowi i Robertowi Pazikowi, odpowiadającym bezpośrednio za zabójstwo. Obaj już nie żyją. Powiesili się w celi płockiego Zakładu Karnego:

Pomysłodawca porwania i szef grupy, Wojciech Franiewski na ławie oskarżonych nigdy nie zasiadł, bo zmarł trzy miesiące przed rozpoczęciem procesu. Powiesił się w celi aresztu w Olsztynie w czerwcu 2007 r.

Śledztwo wykazało, że w chwili śmierci miał 0,4 promila alkoholu i 0,035 mikrograma amfetaminy we krwi. Środki te prawdopodobnie dostarczyli mu funkcjonariusze Służby Więziennej. Dwa dni wcześniej w jego celi popsuła się kamera monitoringu. Franiewski popełnił samobójstwo „wzorcowo”. Zupełnie jakby poinstruowano go, jak to zrobić. Prokuratura uznała, że „nic nie świadczy o udziale osób trzecich”. W 2009 r. samobójstwo popełnił strażnik więzienny, który był na służbie w dniu śmierci Franiewskiego.

Po samobójstwie Kościuka Robert Pazik, „Pedro”, sąsiad Olewnika, który później go udusił, został objęty specjalnym nadzorem. Jego cela była stale monitorowana. Wyrok odbywał w Zakładzie Karnym w Sztumie. 9 stycznia 2009 r. został przewieziony do Zakładu Karnego w Płocku. Dziesięć dni później został znaleziony martwy w celi. On także prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Jednak jego rodzina mówiła, że Pazik uważał podróż do Płocka za wyrok śmierci.

Pozostałych ośmioro oskarżonych o udział w porwaniu bądź pomoc w przetrzymywaniu uprowadzonego sąd skazał na kary od roku w zawieszeniu na trzy lata do 15 lat pozbawienia wolności. Szef grupy porywaczy – Wojciech Franiewski – w czerwcu 2007 r. popełnił samobójstwo w Areszcie Śledczym w Olsztynie. Prokuratura zamierzała przypisać mu tzw. sprawstwo kierownicze.

Źródło: PAP, wprost.pl, onet.pl, polityka.pl

Fot. wykop.pl