Eugeniusz Gadomski: 93-letni oszust matrymonialny

Eugeniusz Gadomski ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości od 1998 roku. Jest jednym z najdłużej poszukiwanych polskich przestępców. Ponad wszelką wątpliwość – najstarszym. Jeśli żyje ma dziś 93 lata!

Eugeniusz Gadomski to najstarszy w Polsce oszust matrymonialny, który poszukiwany jest listem gończym. Ofiary opisują, że były zakochane w nim do szaleństwa i zrobiłyby dla niego wszystko. Urok osobisty starszego pana pomógł oszukać wiele kobiet, które straciły dla niego głowę. I nie tylko! Jedna straciła milion dolarów, drugą odurzał narkotykami a na koniec oblał jej twarz kwasem solnym.

Eugeniusz Gadomski od ćwierć wieku ukrywa się przed śledczymi, którzy wiedzą, że często zmienia wygląd. Ubiera się w garnitury, nosi fryzurę z przedziałkiem, ale i „na jeża”. Zdołał też wyłudzić odszkodowanie za pobyt w obozie koncentracyjnym, do którego nigdy nie trafił.

Zdaniem śledczych, mężczyzna wiele razy oszukiwał innych, zwłaszcza samotne kobiety, a jedną z nich także dotkliwie okaleczył. Według nich, Gadomski ponadto kilkukrotnie wyłudził pieniądze. Otrzymał na przykład odszkodowanie za pobyt w obozie koncentracyjnym podczas II wojny światowej, jednak nigdy nie był osadzony w takim miejscu.

Uwierzyła w jego zapewnienia

Swego czasu związał się z młodszą o 40 lat Sylwią. Burzliwy związek zakończył się po trzech latach. Mężczyzna odurzył i związał kobietę, a jej twarzy wysmarował kwasem solnym. Sylwia została okaleczona do końca życia. Straciła słuch w jednym uchu, przeszła 80 operacji rekonstrukcji twarzy.

Kobieta napisała dwie książki o swoich tragicznych przeżyciach: „Strefa cienia” i „Strefa światła”. Dokładnie pamięta dzień, kiedy poznała Eugeniusza. Starszy, dostojny kierowca zatrzymał się, kiedy łapała okazję, wracając ze szkoły do domu. Szybko nawiązała się rozmowa, mimo wiekowej przepaści. On miał wtedy 64 lata, ona 18… Dystyngowany pan imponował bagażem doświadczeń, szarmancją. Znajomość miała się zakończyć pod jej domem. Poprosiła, żeby wysadził ją kawałek dalej, tak by rodzice się nie zorientowali. Zresztą i tak miała z nimi od dawna na pieńku.

Zbuntowana nastolatka nie potrafiła dojść z rodzicami do porozumienia. A jeszcze gdyby zobaczyli, że przywiózł ją starszy, obcy mężczyzna… Ale cały czas miała go w głowie.

Po kolejnej awanturze z rodzicami po prostu wsiadła do pierwszego autobusu i pojechała do Warszawy. Zadzwoniła do Eugeniusza, a ten po kilkunastu minutach przyjechał po nią. Szybko go pokochała, a różnica wieku okazała się dla niej dużym plusem. miała gwarancję na ucieczkę przed dorosłością. Starszy partner opiekował się nią jak dzieckiem. Dbał, żeby miała się w co ubrać, co zjeść, płacił rachunki. A w zależności od otoczenia mówił o niej: żona, córka, wnuczka…

– Wcale mi to wtedy nie przeszkadzało. Wówczas najważniejsze było to, że był blisko, zawsze, kiedy go potrzebowałam, a potem nawet, kiedy już nie chciałam go widzieć… To naprawdę była miłość – zapewnia.

Eugeniusz Gadomski: to była sielanka

Pierwsze tygodnie życia z nowym partnerem były jak sielanka. Wiktoria przeniosła się do szkoły w Warszawie i zaczynała sprawdzać w roli pani domu. Co więcej, podobało się jej krzątanie w kuchni, sam Eugeniusz też nie stronił od takich obowiązków. Ale znajomość powoli zaczynała uwierać, kiedy opieka zmieniła się w próbę wychowania. Nagle zaczął ją strofować, wszystko robiła źle, nie tak, nic nie umiała. Wybuchał bez powodu. Źle jadła, źle piła, nie tak się ubierała… Przyszły kat próbował wmówić jej, że bez niego nie jest nic warta, nie da sobie rady w życiu.

A ona każdego dnia coraz mocniej w to wierzyła… I choć żyła w ciągłym strachu, że Eugeniusz nagle wybuchnie, że z jakiegoś błahego powodu puszczą mu nerwy, wciąż mu ufała. Starała się wykonywać wszystkie polecenia i zasłużyć na jego miłość. Bała się, że ją zostawi, kiedy nie będzie taka, jaką chciał ją widzieć. Niedługo potem pierwszy raz ją uderzył. Dziś nawet nie pamięta dokładnie, dlaczego wpadł w szał.

Nie widziała nawet nic podejrzanego, gdy kazał jej wypełniać dokumenty, które przynosił z pracy. Mówił, że pracuje w fundacji, która miała pomagać byłym więźniom obozów koncentracyjnych zdobyć odszkodowanie. Dopiero później okazało się, że papiery fałszował, a na przestępstwie zarobił kilkaset tys. zł. Podsuwał jej dokumenty, tłumacząc, że starsze osoby nie radzą sobie z ich wypełnianiem czy spisaniem życiorysu i trzeba im pomóc.

Policja wpadła na ich trop. Trafiła na kilka tygodni do aresztu. Wyszła ba wolność, kiedy powiedziała policji, gdzie są pieniądze. Wtedy również zadecydowała, że nigdy do Eugeniusza nie wróci i zamieszkała z rodzicami. Ale ten po wyjściu z więzienia przyjechał prosto do niej. Niby po swoje rzeczy, które zabrała z mieszkania w Warszawie. Błagał, żeby wróciła, przepraszał, obiecywał, wzbudzał współczucie…

Tak zaczął się koszmar

Zamieszkali w wynajętym mieszkaniu, niedaleko rodziców. I zaczął się koszmar… Od początku dała mu do zrozumienia, że zostaje z nim tylko do momentu, kiedy stanie na nogi i będą żyć bardziej jak przyjaciele. Nie wiedziała, że już wtedy Eugeniusz układał okrutny plan. Nie mógł znieść, że nie chce z nim być i uznał, że skoro nie z nim, to z nikim… Dalej zachowywał pozory, ale ataki złości pojawiały się coraz częściej.

Doszło do tego, że dotkliwie ją pobił. W pidżamie wybiegła przed dom. Zadzwoniła nawet wtedy na policję, ale ta nie uwierzyła w to, co mówiła.

– Prosiłam o pomoc, ale usłyszałam tylko trzask odkładanej słuchawki. Policjant uznał, że historię zmyśliłam – mówi.

Chwilę stała, rozmyślając, co dalej zrobić. Do rodziców wrócić nie chciała, choć ci już o jej związku wiedzieli. Ale Eugeniusza znali tylko z samych dobrych stron, o co ona skrzętnie dbała i robiła wszystko, by uznali, że jest ideałem.

A miało być tak pięknie!

I wróciła, bo przecież ją kochał, obiecał się opiekować, więc nie mógł złamać obietnicy. Były dni, kiedy czuła się fatalnie, miała przywidzenia, bardzo bolał ją brzuch i bała się, że dzieje się z nią coś bardzo złego. Dziś już wie, że Eugeniusz dodawał jej do jedzenia środki odurzające. Kiedyś znalazła w domu fiolkę z dziwnym proszkiem, ale nic złego nie przyszło jej wtedy do głowy, przecież on ją tak kochał…

Psychopata okrutny plan codziennie wprowadzał w życie. Któregoś dnia jak zwykle jadła zupę i nagle poczuła potężną gorycz w ustach. Szybciej i mocniej niż zwykle zaczęła czuć się słabo. Przez kilka godzin leżała w domu z kwasem wtartym w twarz. Eugeniusz, kiedy tylko straciła przytomność, wylał na nią żrący płyn. Ten błyskawicznie niszczył wszystko, co napotkał na drodze.

– Przebudziłam się na chwilę w domu. Spadłam z łóżka, bo miałam związane ręce i nogi. Nie wiedziałam, co się dzieje. Zobaczyłam tylko Eugeniusza i szybko znowu straciłam przytomność – mówi Wiktoria. Eugeniusz, by mieć alibi, wyjechał do Warszawy. Wrócił po paru godzinach przekonany, że dziewczyna nie żyje. Ale wciąż oddychała, wiec pewnie ze strachu wezwał pogotowie. Piękna twarz Wiktorii w niczym nie przypominała twarzy. Była zniekształcona, zupełnie martwa, wyglądała jak nienaturalna maska. –

Eugeniusza nie spotkała kara. Co więcej, kilka dni po wypadku odwiedzał Wiktorię w szpitalu. Zmanipulował rodziców i oni też nalegali, by pozwoliła mu się odwiedzać, bo wciąż zapewniał, że bardzo ją kocha, że chce pomóc, że nigdy nie mógłby jej tak skrzywdzić. Wmawiał, że Sylwia była narkomanką, że ten kwas to sprawka jakichś dilerów, z którymi miała porachunki…

Kolejna ofiara oszusta

Niedługo potem Eugeniusz Gadomski spotkał Bożenę – pracownicę banku. Wyłudził od niej milion dolarów. Rozkochał w sobie 35-latkę, udając znawcę sztuki i biznesmena. Kobieta nie wiedziała, że toczy się wobec niego postępowanie w sprawie okaleczenia Sylwii i wyłudzenia kilkuset tys. zł.

Oszust, który wyłudza od kobiet pieniądze ma ok. 170- 175 cm wzrostu, szczupłą i wysportowaną sylwetkę, oczy piwne, włosy siwe, jednak może zmieniać ich kolor. Widywany był zarówno we fryzurze „na jeża”, w kucyku, jak i z przedziałkiem na bok. Czasami nosi też zarost.

Eugeniusz Gadomski jest szarmancki i kulturalny i sprawia wrażenie bogatego m.in. poprzez bransoletę i sygnety wysadzane drogocennymi kamieniami. Jednak policja ostrzega, że to tylko pozory!

Eugeniusz Gadomski: list gończy

Policjanci z bielańskiej komendy prowadzą poszukiwania za Eugeniuszem Gadomskim. Mężczyzna od czerwca 1998 roku ukrywa się przed organami ścigania. Poszukiwany jest na podstawie listu gończego, za przywłaszczenie mienia. Wszystkie osoby, które posiadają informacje mogące pomóc w ustaleniu jego miejsca pobytu, proszone są o kontakt z Policją.

Poszukiwany mężczyzna ma około 170-175 cm wzrostu, piwne oczy, może nosić wąsy, kolor włosów siwy, chociaż może je farbować. Często zmienia fryzury, widywany był z włosami związanymi w kucyk, obcięty był „na jeża”, miał włosy zaczesywane do góry oraz na bok z przedziałkiem. Sylwetka szczupła, wyprostowana, duże, zadbane dłonie. Nosił złotą bransoletę oraz sygnet ze szlachetnymi kamieniami. Ubiera się elegancko, najczęściej nosi garnitury.

Wszystkie osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje mogące pomóc w ustaleniu miejsca pobytu poszukiwanego, proszone są o kontakt z komendą policji na Bielanach, ul. Żeromskiego 7 osobiście, telefonicznie pod numerami 47 723 71 61, 47 723 71 55, 47 723 71 56, całodobowym numerem 112 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej oficer.prasowy.krp5@ksp.policja.gov.pl.

Źródło: gazetawroclawska.pl, policja.pl, polsatnews.pl

Fot. policja.pl