Restauracja „Gama”: pięć ofiar strzelaniny

Czarna kartka z kalendarza: 31 marca. 31 marca 1999 roku, w centrum Warszawy, doszło do krwawej egzekucji. Miejscem tej wstrząsającej historii była restauracja „Gama”. W wyniku gangsterskich porachunków zginęło pięciu mężczyzn. Nigdy wcześniej, ani nigdy później, w jednym miejscu nie zginęło tylu ludzi. Sprawców masakry nigdy nie ustalono.

Było słoneczne, ciepłe popołudnie. W restauracji „Gama” (dawniej „Dorotka”) u zbiegu ulic Wolskiej i Staszica, która była miejscem spotkań ludzi z przestępczego półświatka siedziało przy stolikach pięciu panów. Jedli pierogi, które były specjalnością tego popularnego na warszawskiej Woli lokalu.

Restauracja „Gama” była ulubionym miejscem spotkań i narad wołomińskiego bossa Mariana Klepackiego, pseud. Maniek. Mężczyzna restaurację na Woli nazywał swoim „biurem”. Tu prowadził negocjacje z innymi gangami, uzgadniał plany gangsterskich przedsięwzięć, a także zamierzeń, które pozwalały stworzyć zasłonę w operacjach prania brudnych pieniędzy, głównie w interesach związanych z handlem nieruchomościami.

Około godziny 13 do lokalu wszedł tajemniczy mężczyzna, który tylko rozejrzał się po restauracji i natychmiast ją opuścił. Chwilę później do budynku wbiegło trzech zamaskowanych mężczyzn. Ubrani byli na czarno. Wyglądali jak ochroniarze albo policjanci. Mieli na sobie ubrania przypominające mundury albo kombinezony. W ręku mieli broń.

Restauracja „Gama”: ciała leżały w czerwonej wodzie

Chwilę później otworzyli ogień do rozmawiających gangsterów. Strzały z dubeltówki, broni maszynowej i pistoletu, pozbawiły życia wszystkich pięciu mężczyzn. Kilka chwil później mordercy mknęli już polonezem w stronę miasta. Porzucono go później w lesie pod Otwockiem i spalono.

Policjanci, którzy zjawili się na miejscu zbrodni, tak wspominali obraz masakry: Pięć poszatkowanych kulami ciał leżało w kałuży krwi, zmieszanej z wodą cieknącą z poprzestrzelanych kaloryferów. Śledczy i technicy wykonując swoje czynności niemal po kostki brodzili w krwawej brei.

Uznawani powszechnie za ówczesnych szefów „Wołomina”, należący do starej gwardii warszawskiego świata przestępczego, 51-letni Marian Klepacki, ps. Klepak vel „Maniek” i 48-letni Ludwik Adamski, ps. Lutek, zginęli na miejscu podziurawieni kulami. Razem z nimi zginęli ich ochroniarze: 38-letni Olgierd W., ps. Łysy, 26-letni Mariusz Ł., ps. Przeszczep, 34-letni Piotr Ś., ps. „Kurczak”.

Według warszawskiej policji strzelanina w „Gamie” była dramatycznym finałem wewnętrznych porachunków „bratobójczych” członków gangu wołomińskiego – zwanymi też „bratobójczą wojną Wołomina”.We wrześniu 2012 roku prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie egzekucji w restauracji „Gama”.

Fot. google.com/maps