Taka była zemsta krwawej „Aliny”

Jedna z przyjaciółek wbijała mężczyźnie widelec w ciało, a druga gryzła go w rękę w napadzie furii. Waldemar został znaleziony przy schodach z roztrzaskaną czaszką, krwotokiem wewnętrznym i wieloma ranami. Taka była zemsta krwawej „Aliny”?

Kiedy patrol drogowy policji w Swarzędzu zatrzymywał volkswagena polo, którym kierowała Marta B., 40-letnia mieszkanka Świecia, kobieta przypomniała sobie scenę z dzieciństwa. Zeznała to później policyjnemu psychologowi, który wydawał opinię na jej temat. Dokumentacja z tych rozmów została załączona do akt sprawy.

Marzyła jej się zemsta. Oczami wyobraźni ujrzała twarz ojca rozharataną pogrzebaczem do pieca, po który sięgnęła chwilę wcześniej. Tak obroniła się przed brutalem. Od tamtej chwili, a miała wtedy 13 lat, wszystko się zmieniło. Kilka tygodni później ojciec w napadzie furii nieco mocniej niż zwykle uderzył jej matkę pięścią w twarz. Upadła uderzając głową o kant ławy. Strumień krwi, który popłynął z rany na jej skroni, szybko utworzył dużą kałużę na i tak już poplamionej wykładzinie pokrywającej zniszczony parkiet. Matka zmarła, ojciec poszedł siedzieć za zabójstwo, a Marta trafiła do domu dziecka.

Prostytucja i kradzieże

Na wolność – bo pobytu w bidulu nigdy nie traktowała inaczej niż więziennej odsiadki – wyszła, kiedy ukończyła 18 lat. Pomieszkiwała kątem na melinach. Radziła sobie, jak mogła, utrzymując się z drobnych kradzieży, pokątnego handlu alkoholem, a raz nawet w desperacji oddała się za pieniądze spotkanemu na świeckim dworcu mężczyźnie. Była częstą bywalczynią w lokalnym komisariacie policji. Poważne kłopoty z prawem zaczęły się jednak, kiedy zaczęła pić. A okazji ku temu miała niemało. Wokół niej nigdy nie brakowało szumowin, podejrzanych typów spod ciemnej gwiazdy i zwykłych alkoholików. Po wódce robiła się agresywna, dlatego wytoczono jej kilka spraw o pobicia. Raz odsiedziała kilka miesięcy za to, że poprosiła paru zaprzyjaźnionych opryszków z osiedla, by dali solidną lekcję wychowania mężczyźnie, który nachalnie nachodził ją od pewnego czasu. Potem związała się z pracownikiem porządkowym, który był zatrudniony w świeckiej Celulozie. On też załatwił jej pracę – również w charakterze sprzątaczki. Zamieszkali w kamienicy przy Wojska Polskiego, wtedy też Marta B. nauczyła się prowadzić samochód.

O „Alinie”, bo tak zaczęto mówić na Martę B., zrobiło się głośno w 2007 roku, kiedy jej partner trafił na szpitalny oddział ratunkowy. Konieczne było drutowanie szczęki. To pamiątka po uderzeniu tłuczkiem do mięsa przez Martę. W ten sposób partnerka dosadnie powiedziała „Nie”, kiedy po pijanemu próbował ją zgwałcić. Mężczyzna wrócił do domu, ale wkrótce zniknął na dobre, poszedłszy za radą kolegów, którzy sugerowali, by dał sobie spokój z „tą wariatką”. „Alina” nie wiedziała, gdzie konkubent się podziewa, ale w ogóle jej to nie interesowało.

Pani od rozwiązywania problemów

Po tym zdarzeniu przyszła do niej mieszkanka sąsiedniej kamienicy prosząc o pomoc. Nie mogła sobie dać rady z agresywnym mężem i jego kolegami, którzy często urządzali w mieszkaniu alkoholowe libacje. Mąż wynosił z domu sprzęty, sprzedawał je za grosze, by mieć pieniądze na alkohol. Narobił sobie również długów. W końcu zaczęły się wizyty wierzycieli. Rozglądali się po mieszkaniu sąsiadki, szukając wartościowych rzeczy, które mogliby zabrać na poczet zaciągniętych i niespłacanych zobowiązań. Miarka przebrała się, kiedy dwóch postawnych mężczyzn wyniosło z domu pralkę. Kobieta urządziła wtedy mężowi karczemną awanturę, a ten odpłacił pięknym za nadobne wymierzając jej mocny cios w szczękę. Przyszła do „Aliny” z krwawiącą rozciętą wargą błagając o pomoc w pozbyciu się z domu „tego bydlęcia”. „Alina” długo się nie namyślała, wykręciła nogę z ławy i tak uzbrojona poszła razem z sąsiadką do jej mieszkania. Bez słowa wymierzyła zastanemu na miejscu mężczyźnie cios w żebra. Gdy ten, z trudem złapawszy oddech, próbował ją atakować, uderzyła kilka razy i wyzwała go nie przebierając w słowach. Mężczyzna kuląc się z bólu wyszedł z mieszkania.

Zemsta wisiała w powietrzu

„Alina” kilka kolejnych dni spędziła w domu u sąsiadki na wypadek, gdyby agresor jednak postanowił wrócić. Gdy się upewniła, że znajomej nic nie grozi, wróciła do siebie.

Z czasem Marta B. zyskała na osiedlu nawet pewną sławę twardej kobiety, co to potrafi niejeden problem rozwiązać. Bliższe i dalsze sąsiadki w podziękowaniu za jej interwencje zaczęły odpłacać jej za przysługi tak, jak potrafiły. Czasem pieniędzmi, czasem domowymi wypiekami. Coraz częściej zarabiała na paserstwie. Bywało też, że ktoś przychodził do niej po pożyczkę, ale zawsze oddawał na czas. Wiadomo, że „Alina” nie zawahałaby się przyjść po swoje albo wysłać po dług jednego ze swych „chłopaków”, jak nazywała kompanów od kieliszka.

Chcesz poznać kulisy tej sprawy? Sięgnij po Detektywa Wydanie Specjalne 4/2021 (tekst Macieja Czerniaka pt. „Zemsta krwawej >Aliny<„). Cały numer do kupienia TUTAJ.