Zbigniew Kaczor zawisł na sznurze

Nie potrafił opanować swego potwornego popędu. Zadowolenia szukał w napadach i gwałceniu kobiet przypadkowo napotkanych na drogach publicznych i leśnych dróżkach. Jego ofiary przeżyły, a Zbigniew Kaczor ostatecznie zawisł na sznurze w krakowskim Areszcie Śledczym przy Montelupich 7.

Po północy, we wtorek 21 kwietnia 1970 roku, na rogu ulic Staszica i Mickiewicza w Stalowej Woli, zaatakował samotnie idącą młodą kobietę. Dźgnął ją nożem w lewe ramię, zamachnął się drugi raz. Wtedy dziewczyna złapała ostrze noża. Odepchnęła napastnika, wzywając pomocy schroniła się u znajomych. Ofiara – 20-letnia Maria B., konduktorka PKS – doznała dwóch ran ciętych ramienia i skaleczeń palców lewej ręki, co zakończyło się dla niej ponad tygodniowym pobytem w szpitalu.

Trzy dni później, 21-letnia Halina K. wracała do domu po pracy na drugiej zmianie. Zaraz za dworcem kolejowym w Stalowej Woli poczuła uderzenie w lewą stronę klatki piersiowej. Nie zdążyła krzyknąć, gdy poczuła rozdzierający ból w kolejnym miejscu. Przyciskając dłońmi krwawiące rany wbiegła na peron. Oczekujący na pociąg podróżny wezwał pogotowie ratunkowe i zawiadomił dyżurnego komendy miejskiej w Stalowej Woli.

Lekarz stwierdził u kobiety 3 rany kłute klatki piersiowej i ranę lewego ramienia. Z ułożenia ran wnioskował, że sprawca działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia swej ofiary.

Uwaga wampir! Jak się potem okazało – Zbigniew kaczor

W rozmowach o nocnych napadach coraz częściej padało magiczne słowo „wampir”, a nawet „nieuchwytny wampir”. Milicja uspokajała, zapewniała o „pracy ze zdwojoną energią  przy użyciu wszelkich dostępnych środków i zaangażowaniu maksymalnej liczby funkcjonariuszy”.

Jako dowód skutecznej pracy podawała niedawne zatrzymanie sprawcy ohydnego zabójstwa 75-letniej Marii Z. w parku miejskim w Nisku, 21-letniego Tadeusza I., mieszkańca wsi Szyperki, pracownika największego zakładu Rzeszowszczyzny, Huty „Stalowa Wola”.

W lokalnej prasie nie informowano o napadach na kobiety. Omawiano wyniki ankiety przeprowadzonej przez jeden z francuskich tygodników: „Dlaczego kobiety ubierają się modnie?”. Wynikało z niej, że chcą się czuć wygodnie, wyrażają w ten sposób swoją osobowość, żeby podobać się mężczyźnie, którego kochają. Aby podobać się mężczyznom w ogóle, podkreślić swoją sytuację materialną. Z tych samych gazet można było dowiedzieć się o burzliwych, antyrządowych demonstracjach w Trynidadzie i Tobago, wypadkach drogowych na terenie woj. rzeszowskiego, pojawieniu się w lasach piestrzenic i  ślimaków oraz opadach i ochłodzeniu, co nie sprzyjało wzrostowi kapusty, kalafiorów, marchwi  i truskawek.

Tymczasem sprawca zdawał sobie sprawę z tego, że ryzyko wpadki staje się coraz większe.

Gwałciciel jak tykająca bomba

Kolejną ofiarą napadu została wracająca rowerem w biały dzień z Niska do domu, Zofia M. W lesie przed Przyszowem sprawca jechał za nią motorowerem. Na nosie miał ciemne okulary. Musiał ją popchnąć bądź ukłuć zaostrzonym metalowym prętem, bo znalazła się razem z rowerem w przydrożnym rowie. Zapiekło ją mocno w boku, bezwiednie dotknęła dłonią tego miejsca. Wszystkie palce były we krwi. Nieznajomy natychmiast do niej podbiegł, chwycił za ręce i grożąc pozbawieniem życia wciągnął do lasu. Zgwałcił, a długi pręt wbił w okolice serca. Zamierzył się drugi raz, ale ofiara chwyciła go za rękę. Prosiła, by ją puścił. Przez kilka minut zastanawiał się, co z nią zrobić.

– Wiesz, ile mi grozi za to więzienia? – usłyszała.

Nie patrzyła na niego, nie odzywała się. Zauważyła na jego lewej ręce wytatuowaną postać kobiety. Zapinając spodnie, schował szpikulec do rękawa bluzy, żeby „nie zapomnieć dowodu”. Wyniósł jej rower z rowu na drogę, a sam odjechał w drugą stronę, w kierunku Niska.

Zbigniew Kaczor

Oględziny lekarskie przeprowadzone jeszcze tego samego dnia, czyli w czwartek 20 maja 1971 roku, wykazały ranę drążącą do jamy opłucnej oraz drugą ranę kłutą w okolicy łopatek.

Gazety i tym razem nie zainteresowały się ani ofiarą, ani też sprawcą. Zajęły się francuskim naukowcem, prowadzącym badania nad chorobami dziedzicznymi u dzieci, który ustalił, że przyczyną mongolizmu jest potrójny chromosom 21. Podały również, że jedno z amerykańskich laboratoriów opatentowało nowy, prosty test ciążowy, umożliwiający stwierdzenie w ciągu godziny od stosunku czy kobieta jest czy nie jest w ciąży. Miał on kosztować niecałe 2 dolary. Poinformowano o zakończeniu poszukiwań odtwórców ról Stasia i Nel w filmie „W pustyni i w puszczy”. Tymczasem nieuchwytny gwałciciel stawał się tykającą bombą.

W piątkowe popołudnie, 30 lipca 1971 roku, Janina W., jadąca rowerem ze Stalowej Woli do Przyszowa, zbliżając się do pierwszych drzew w lesie, poczuła mocne uderzenie w plecy, zachwiała się i spadła na ziemię. Podnosząc się, zobaczyła szybko zbliżającego się mężczyznę, a w niedalekiej odległości nadjeżdżający samochód. Nie miała siły, ale ten mężczyzna nie pomógł jej wstać, tylko odjechał swoim „Komarem”. Dopiero później doszło do niej, że widziała człowieka, który napada w lasach na kobiety.

Lekarz ujawnił na jej ciele ranę poniżej kąta lewej łopatki głębokości 6 cm.

Chcesz poznać historię Zbigniewa Kaczora? Sięgnij po Detektywa nr 9/2022 (tekst Jerzego Kirzynskiego pt. Oprawca z leśnych dróżek). Cały numer do kupienia TUTAJ.